Posty z kategorii: Praca

Dlaczego Nozbe a nie Todoist?

Cześć!

Prosiliście na Twitterze o wyjaśnienie w kilku słowach, dlaczego wybrałem Nozbe. Zatem śpieszę się z wyjaśnieniem 🙂

Jakie alternatywy?

Miałem do wyboru 2 programy: Nozbe i Todoist. O Todoist usłyszałem w jednym z vlogów Maćka Aniserowicza. Mówię spoko, spróbuję to wdrożyć, bo ilość rzeczy do zrobienia była przeogromna. To było w okolicach marca bodajże czy kwietnia. Nie wiem, nie ważne. No i sobie pobrałem, założyłem konto i w darmowej subskrypcji zacząłem korzystać. No co tu dużo mówić. W darmowej subskrypcji Todoist w skrócie ogranicza się do checklisty. No jest turbo ubogie. I tak jakoś odszedł ode mnie ten temat, dalej miałem wszystko w głowie, a w kryzysowych sytuacjach wypisywałem zadania na kartce. Jednak była ona mało elastyczna.

Minęły wakacje, troszkę w czasie nich się doedukowałem o GTD i postanowiłem wziąć byka za rogi. Do lutego mam bardzo dużo projektów do wykonania, największym z nich jest praca inżynierska. Temat jest bardzo ciekawy, ale swoje trzeba będzie odsiedzieć (swoją drogą na samą myśl już się jaram, że robię coś tak fajnego). Do tego wszystkiego potrzebuje czegoś, co pomoże mi ogarnąć tematy, a jest tego całkiem sporo.

No to które wybrać?

Przede wszystkim chciałem mieć jedno narzędzie. Rozważałem przez chwilę kwestie posiadania dwóch narzędzi, ale mówię nie. Coś czuję, że zrobiłbym sobie tylko większy bajzel. Ten projekt jest tu, ten jest tu. Przeglądasz jedno narzędzie, zapomnisz o drugim. Na początek jedno. Z czasem zobaczymy, przecież system produktywności buduje się latami 🙂 No to które z nich? I tutaj pojawił się kolejny mój problem – z szybkim podejmowaniem decyzji… No to zacząłem szukać i czytać/oglądać.

O Todoist Maciek Aniserowicz mówił przy okazji planowania tygodnia:

O Todoist pisał u siebie także Michał Chęciński. Post ten znajdziesz tutaj.

O Todoist pisała u siebie także Żaneta Jażdżyk. Post znajdziesz tu.

No i oczywiście blog Todoist.

O Nozbe pierwszy raz usłyszałem u Mirka Burnejki.

lub

Ponadto powstał Devtalk z Michałem Śliwinskim, który jest założycielem firmy Nozbe. Michał Szafrański z podcastu Więcej niż oszczędzanie pieniędzy, także dołożył swoją cegiełkę w tym temacie.

O Nozbe także pisała Żaneta m. in. tutaj lub tutaj.

No i oczywiście blog Nozbe.

Osz kurde i co wybrać…

No dokładnie. Głowiłem się nad tym ładnych kilka dni. Szukałem porównań. Zadałem pytanie na Twitterze, która z aplikacji jest lepsza i wywiązała się całkiem ciekawa dyskusja. Dziękuję wszystkim, którzy dołożyli do tego swoje 5 groszy. Znów Żaneta Jażdżyk pokusiła się o porównanie obu aplikacji.

No i wybrałem Nozbe

No i smaczek tego wpisu. Dlaczego Nozbe?

  1. Wokół Nozbe tworzy się bardzo fajna społeczność.
  2. Nozbe jeszcze nie spróbowałem.
  3. Produkt polski. Uważam, że warto promować i używać produkty tworzone przez Polaków tym bardziej, że widać, iż jest on tworzony przez pasjonatów.
  4. Nozbe stara się, aby użytkownik czuł się hmmm…. „dopieszczony”? Klient (np. taki ja, Waszek) czuje się indywidualnie traktowany, co jest widoczne po korespondencji emailowej, kursie 10 kroków do maksymalnej produktywności, czy aktywnego uczestnictwa w podjętej przeze mnie dyskusji na Twitterze. To ostatnie to mi szczena opadła, jak zobaczyłem komentarze.
  5. Ciekawy interfejs.
  6. Jedna warstwa projektów. Nie ma możliwości tworzenia podprojektów, co jest w sumie fajne. Według mnie projekt to projekt i nie ma sensu tworzyć drzewek jak w jakimś dziedziczeniu. Projekty można sobie zamiast tego oznaczać etykietami, które mogą zastąpić tworzenie ich jako podprojektów, a ponadto projekt może mieć więcej niż jedną etykietę. Poszczególne zadania możemy kategoryzować, np. jako telefon itd.
  7. Nawet jeśli nie zdecyduję się przedłużyć subskrypcji po darmowym miesiącu to i tak będę miał możliwość prowadzenia 5 projektów z pełną funkcjonalnością aplikacji, a nie dostanę takiego czegoś jak Todoist.
  8. Przypomniałem sobie jeden z vlogów Maćka Aniserowicza. W skrócie: nie rozwódź się nad decyzją. Można ją zmienić w każdej chwili. I tak mówię, trzeba spróbować tego narzędzia. Jeżeli mi się nie spodoba, to nawet po opłaceniu subskrypcji jeszcze przez miesiąc mogę poprosić o zwrot pieniędzy, więc w sumie mam 2 miesiące na dobre zapoznanie się z aplikacją.

Na razie (chociaż dopiero 2. dzień z Nozbe) minusem jest cena, po prostu jest droższy niż Todoist. Ale za jakość należy zapłacić 😉

A no jeszcze jedna rzecz – brak integracji z OneNote, ale tym się nie martwię, bo w czasie pisania tego wpisu Nozbe dodało komentarz na Twitterze, że planują to dodać 🙂

Podsumowanie

Mam nadzieję, że jeżeli będziesz się zastanawiał, to ten wpis pomoże Ci wybrać 🙂 Albo jedno albo drugie 🙂 Proszę Cię, nie odbierz tego wpisu jako jakąś reklamę. W kilku słowach postarałem się opisać, dlaczego Nozbe. Tak jak prosiliście na Twitterze 🙂 Jeżeli chcesz dorzuć coś do tego tematu to zapraszam do komentowania! Do zobaczenia!

Git! Po co, na co i dlaczego? Cz. 1

Cześć!

Powiedz mi ile razy robiłeś tak, że aby uniknąć straty wykonanej pracy robiłeś/robiłaś kopie plików gdzieś na pendrive lub co gorsza w folderze obok. Albo w ogóle nie zapisywałeś/aś postępów i przy wyłączeniu prądu, zawieszeniu komputera wszystko zdechło… Hmm a może pisałaś dokument czy program i fajnie byłoby wrócić do poprzedniej wersji? A może potrzebujesz coś tworzyć w grupie i korzystasz z dysków online, no ale jak to potem połączyć do kupy? Na to wszystko lekiem są systemy kontroli wersji.

Systemy kontroli wersji

Systemem kontroli wersji nazywamy oprogramowanie służące do śledzenia zmian w tworzonych plikach. Głównie mówi się o śledzeniu zmian w kodzie źródłowym programu tworzonego przez zespół deweloperów, ponieważ systemy te powstały właśnie głównie z ich potrzeb. Jednym z takich systemów, praktycznie wszędzie stosowanym, jest Git. Warto w tym miejscu dodać, że można korzystać z systemów kontroli wersji nie tylko do wersjonowania plików z kodem źródłowym, ale tak naprawdę każdych. Różnica jest tylko taka, że mogą nastąpić potem kłopoty przy mergowaniu, ale to wszystko sobie wyjaśnimy w kolejnych etapach kursu. Pewnie nawet nie wiesz, czym jest mergowanie, ale spokojnie, tego także się dowiesz.

Git

Wcześniej wspomniałem, że jednym z systemów kontroli wersji jest Git. Obsługa właśnie tego narzędzia będzie głównym tematem tego cyklu wpisów. Czym jest właściwie ten Git? Na stronie tego oprogramowania twórcy piszą o nim tak:

Git is a free and open source distributed version control system designed to handle everything from small to very large projects with speed and efficiency.

Git is easy to learn and has a tiny footprint with lightning fast performance. It outclasses SCM tools like Subversion, CVS, Perforce, and ClearCase with features like cheap local branching, convenient staging areas, and multiple workflows.

Dlaczego taki kurs?

Rozkład jazdy kursu

Nie będzie to nic odkrywczego. Weźmiemy sobie dokumentację i będziemy przerabiać po kolei działy. Na pewno nie uda się przetestować każdej opcji, ale postaramy się zrobić jak najwięcej! Też nie chodzi o to, by pokazać działanie każdej flagi z osobna, tylko by pokazać główne działanie danej komendy. Zastrzegam, że lista może ulegać modyfikacjom!

Lista wpisów:

  1. Git – pierwsze starcie – ogólna powiastka o systemie
  2. Git – start – inicjalizacja repozytorium, konfiguracja
  3. Git – zarządzanie plikami
  4. Git – praca nad różnymi funkcjonalnościami w jednym projekcie
  5. Git – udostępnianie na serwerze
  6. Git – łatamy dziury
  7. Git – email
  8. Git – zarządzanie repozytorium

Materiały dodatkowe

Jeżeli chcesz sam zacząć wcześniej, to tutaj polecam:

Podsumowanie

Mam nadzieję, że zachęci Cię to do śledzenia tego kursu i próbowania sił w używaniu repozytorium. Tym czasem do zobaczenia!

Informatyk/programista w przemyśle

Welcome! (łaciński)

Następny wpis z szeroko rozumianego IT. Ostatnio lepiej mi się nad takimi wpisami pracuje, głównie z uwagi na to, że mam mało czasu na rozwój projektu. Zbyt wiele strzałów z boku. Ale spokojnie, co się odwlecze to nie uciecze 🙂 Przygoda z konkursem powoli się kończy, ale przygoda z blogowaniem na pewno nie! 🙂 Będę zmuszony zrobić małą pauzę w pisaniu bloga i rozwijaniu projektu, ponieważ trzeba zaliczyć to i owo na uczelni, a jest tego całkiem sporo na dwóch kierunkach tak naprawdę 🙂 Nie przedłużając, dzisiaj chciałbym w kilku słowach opowiedzieć Ci o czymś, co jest związane bezpośrednio z moim drugim kierunkiem studiów (patrząc chronologicznie pierwszym) to jest z automatyką i robotyką oraz o tym, jakie informatyka zajmuje miejsce (a zajmuje coraz wyższe) w przemyśle.

Co to ta automatyka i robotyka?

Pozwolę sobie zacytować Wikipedię, by zdefiniować te dziedziny nauki.

Automatyka (ang. automatic control lub control engineering) – dziedzina techniki i nauki, która zajmuje się zagadnieniami sterowania różnorodnymi procesami, głównie technologicznymi i przemysłowymi (zwykle bez udziału lub z ograniczonym udziałem człowieka).

Automatyki nie należy utożsamiać z automatyzacją (ang. automation), czyli metodami i środkami służącymi do wyeliminowania lub ograniczenia udziału człowieka w różnych czynnościach. Do automatyzacji może się przyczynić nie tylko automatyka, ale i na przykład mechanizacja, robotyka lub odpowiednie wykorzystanie technologii informacyjnych.

Robotyka – interdyscyplinarna dziedzina wiedzy działająca na styku mechaniki, automatyki, elektroniki, sensoryki, cybernetyki oraz informatyki. Domeną robotyki są również rozważania nad sztuczną inteligencją – w niektórych środowiskach robotyka jest wręcz z nią utożsamiana.

Po raz pierwszy terminu robot użył czeski pisarz Karel Čapek w 1920 roku w swojej sztuce Rossum’s Universal Robots. Terminem tym określił sztuczną istotę zbudowaną na podobieństwo człowieka, stworzoną, by zastąpić człowieka w pracy. Nazwa wywodzi się od czeskiego robota czyli praca pańszczyźniana. W języku angielskim pojęcie to pojawiło się po raz pierwszy w krótkim opowiadaniu Isaaca Asimova Kłamca (Liar) w 1941 roku. Początek rozwoju robotyki jako dziedziny wiedzy przypada na rok 1961. Wtedy to w General Motors uruchomiono pierwszy manipulator pracujący na linii produkcyjnej.

Przemysł w rozumieniu dużych fabryk produkcyjnych, nie jest w stanie funkcjonować bez automatyków i robotyków. Technologowie projektują proces od strony wykonania danego produktu – co po kolei ze sobą mieszać, w jakich proporcjach, temperatury, czy po kolei obrabianie elementu, składanie elementów w całość. Automatyk dba o to, aby ten proces przebiegał zgodnie z założeniami ustalonymi przez projektantów i technologów. Robotyk zaś dostarcza roboty, manipulatory, odpowiednio je oprogramowuje tak, by zastąpiły człowieka przy wykonywaniu powtarzalnych czynności, dzięki czemu można je wykonywać szybciej, powtarzalniej, dokładniej, no i robot zdecydowanie rzadziej idzie na L4 🙂 Ale dlaczego o tym zdecydowałem się napisać post? Dlatego, że dzisiaj co raz więcej pracy obok automatyka i robotyka w dużych zakładach przemysłowych ma… informatyk 🙂 Najpierw krótki rys historyczny.

Rewolucje przemysłowe

Od czasów, kiedy biegaliśmy jako ludzie po drzewach za bananami minęło już troszkę. Przez ten czas rozwinęliśmy się w sposób niewyobrażalny. Szczególnie ostatnie 300 lat tak naprawdę było przewrotowych w życiu ludzi. Nie mówiąc już o ostatnich 30 latach. Jednak wyróżniamy, zwane rewolucjami, w których wynalazki danego czasu stały się kamieniami milowymi w obszarze rozwoju przemysłowego.

O pierwszej rewolucji przemysłowej mówimy od czasu wynalezienia i wprowadzenia maszyny parowej. To spowodowało rozwój kolei i transportu, wiele maszyn w przemyśle otrzymało napęd dzięki zespołowi parowemu. Można było produkować więcej i szybciej oraz szybciej dystrybuować towary. Zdecydowany kopniak w rozwoju.

Wydarzeniem początkującym drugą rewolucję przemysłową było utworzenie linii produkcyjnej w zakładzie przetwórstwa mięsnego w Cincinnati. Zmieniło się podejście do produkcji organizacja pracy, zasobów maszynowych i ludzkich. Powstało podejście do produkcji, które powszechnie jest stosowane do dzisiaj.

Trzecią rewolucję przemysłową zapoczątkował tak naprawdę dynamiczny rozwój elektroniki. Wynalezienie układów programowalnych oraz nowych sposobów sterowania np. silnikami elektrycznymi spowodował, że sterowanie maszyną było zdecydowanie prostsze i łatwiejsze oraz że mogło odbywać się automatycznie. I tutaj już wkracza nasza ukochana branża IT. Programiści stanęli na wysokości zadania i zaczęli dostarczać rozwiązania dla przemysłu, które pozwalały monitorować proces w czasie rzeczywistym oraz nim sterować. Powstało coś, co nazywamy SCADA – Supervisory Control And Data Acquisition. Scadą nazywamy oprogramowanie, które daje operatorowi własnie takie możliwości. I trwa to aż do teraz.

Co dalej?

Warto wspomnieć, że przemysł jest, szczególnie wbrew pozorom w dzisiejszych czasach, bardzo konserwatywny. Niechętnie korzysta się z naprawdę nowych technologii oraz tzw. „petard”. Z czego to wynika? Wbrew pozorom z czystej ekonomii. Wyobraź sobie, że jest sobie linia produkcyjna samochodów XYZ, bardzo lubiana i rozpoznawalna marka. Jak sądzisz, ile może kosztować linii produkcyjnej chociażby na minutę? Odpowiedź brzmi dziesiątki, a może i nawet setki tysięcy euro. Tak, dobrze widzisz. Dlaczego więc nie tak bardzo przemysł boi się stosowania nowinek technologicznych? No bo są one po prostu nieprzetestowane przez odpowiednią ilość ludzików. Jeżeli jakieś rozwiązanie jest stosowane od 30 lat to znaczy, że jest dobre i niezawodne, nowinka natomiast, jest jak sama nazwa mówi nowa i nieznana. Nie wiadomo jak może w pewnych sytuacjach zareagować, a jeżeli coś się „wykrzaczy” to jak duże straty może to przynieść.

Jednak to nie znaczy, że jesteśmy na etapie, w którym już nic się nie może zmienić. Wręcz przeciwnie. Wkraczamy w nowy etap w przemyśle, gdzie informatycy mają gigantyczne pole do popisu. O czym mowa?

Przemysł 4.0

W dzisiejszym przemyśle coraz częściej słyszymy hasło „Przemysł 4.0”. Jest to nazwa czwartej rewolucji przemysłowej, której kamieniem milowym są rzeczy takie jak Internet of things, chmura, sztuczna inteligencja i ich pochodne. Ale jak to się ma do składania owych samochodów z wcześniejszego przykładu? Dzięki wprowadzeniu powyższych technologii do procesów produkcyjnych jesteśmy w stanie dynamicznie i elastycznie gromadzić dane z procesu, analizować je przy pomocy sztucznej inteligencji i optymalizować te procesy tak, by przebiegały jeszcze szybciej, bardziej wydajnie. Czy zatem przemysł nie boi się wprowadzać takich zmian? Boi się, ale na szczęście coraz więcej osób dostrzega ogrom zalet płynących z modernizowania swojej infrastruktury. A do modernizowania tej infrastruktury potrzebni są informatycy, specjaliści od bezpieczeństwa, analizy danych, sztucznej inteligencji.

Podsumowanie

Przemysł 4.0 to przyszłość i co do tego nie ma żadnych wątpliwości. Potrzeba młodych, światłych ludzi, którzy dostarczą nowoczesne rozwiązania pozwalające na maksymalizację produkcji ze względu na różne kryteria, czy to finansowe, czy jakościowe. Kilka ciekawych materiałów znajdziecie pod tymi linkami:

Kolejny temat rzeka. Rzeka, która stworzy ogromną ilość miejsc pracy dla osób z branży IT. Mam nadzieję, że zainteresował Cię ten temat i poczytasz coś więcej o nim 🙂 Programista nie musi siedzieć gdzieś w korpo pod krawatem za biurkiem. Może robić inne, równie, a może nawet bardziej, ciekawe rzeczy 🙂 Jeżeli masz jakieś pytania, to oczywiście zachęcam do ich zadawania i komentowania. A jeżeli już przeczytałeś i Ci się podobało, to kliknij na Facebooku przysłowiową łapkę w górę albo podeślij link znajomym 🙂 Dziękuję i życzę Ci miłego dnia! 🙂

Warszawskie Dni Informatyki – znowu okiem studenciaka, cz. 2

Fáilte! (irlandzki)

W związku z tym, że prosiliście mnie o opinię na temat prelekcji czy warsztatów, w których ja uczestniczyłem, to postaram się teraz jak najbardziej obiektywnie przedstawić, jak to wyglądało i wyrazić subiektywną opinię na ten temat. Krótkie bio prelegentów znajduje się na stronie WDI.

Dzień 1.

W pierwszym dniu uczestniczyłem w otwarciu całego eventu. Nie będę się rozpisywał na ten temat, bo pewnie nie o to Wam chodzi 🙂

Pierwszą prelekcją w której brałem udział była „Asseco keynote: Scenariusze rozwoju technologii mobilnych” prowadzona przez Radosława Semkło z firmy Asseco (bio przeczytacie na stronie WDI). Niestety z powodu przeciągnięcia się rozpoczęcia i mojej wizyty u promotora musiałem dość wcześniej wyjść, byłem tylko na wstępie. Nie mogę zatem zbyt wiele wypowiedzieć się na temat całości, chociaż wstęp zapowiadał się ciekawie.

Kolejną prelekcją była prowadzona przez Jacka Borka „Accenture Technology Vision 2017 – Technology for people. The Era of intelligent enterprise”. Omawiał on raport przygotowany przez Accenture Technology Labs, który badał, jak w najbliższym czasie rozwijał się będzie przemysł IT, w którą stronę programiści pokierują swoje kroki. Treść raportu w wersji pełnej, 15 minutowej i 5 minutowej znajdziecie tutaj. Bardzo się cieszę, że akurat wybrałem tę prelekcję, ponieważ raport stanowi esencję tego, co dzisiaj się dzieje na świecie i jakie wyraźne trendy się wyklarowały.

Potem zrobiłem sobie chwilę przerwy na wycieczkę do stoisk praodawców. Chwila wytchnienia.

Następnym etapem przygody z 1. dniem WDI były warsztaty ze wstępu do Springa prowadzone przez Dominika Ciborowskiego. Wybrałem te warsztaty, ponieważ chciałem w końcu zaprzyjaźnić się ze Springiem. Robiłem jakoś nie dawno podejście do niego, ale potem się jakoś rozeszło po kościach i tyle. Na początku prelegent zrobił krótkie wprowadzenie teoretyczne oraz przygotował krótki pokaz działania aplikacji. Jak wiadomo, kod pisany na żywo co często nie chce zadziałać od razu i tak było tym razem. Z doświadczenia wiem, że opowiadanie o czymś słuchaczom i pisanie w międzyczasie kodu, nawet nieskomplikowanego, może skutkować drobnymi błędami, które można łatwo poprawić patrząc świeżym okiem. Przykład omawiany na zajęciach znajdziecie na GitHub. Ciekawa prezentacja, widać, że autor mimo młodego wieku ma dużą wiedzę na omawiany temat. Ogólnie łapka w górę 🙂

Przedostatnią rzeczą tego dnia, w której brałem udział, był panel dyskusyjny prowadzony przez Macieja Aniserowicza, a rozmówcami byli: Mateusz Mikulski, Artur Wiza, Paweł Wadyl oraz Borys Musielak. Panowie w dyskusji „walczyli co jest lepsze” – Startupy vs korporacje. Przedstawiali swoje doświadczenia oraz jak to startup z czasem musi przerodzić się w korporację i na czym to właściwie polega (w skrócie: trzeba usystematyzować swoją pracę poprzez wprowadzenie procedur, co jest trudne z uwagi na przyzwyczajenia ludzi).

No i na koniec prezentacja prowadzona przez Jakuba Kołakowskiego o Design Sprincie, czyli modyfikacji podejścia do tradycyjnego sprintu. Wartościowa rzecz, a więcej możecie znaleźć np. tu.

I tak oto minął dzień 1.

Dzień 2.

To był dzień spędzony z ekipą DevTalk, co możecie zobaczyć na Instagramie.

Zacząłem od wykładu Mirosława Burnejki prowadzącego bloga Chmurowisko.pl, który opowiedział o tym, dlaczego chmury są fajne i ułatwiają życie architektom, programistą i wszystkim zainteresowanym 🙂 Materiały do tego wykładu znajdziecie w tym linku. Przyznaje się, że jestem laikiem jeśli chodzi o chmury, a mimo to rozumiałem o czym mówimy i jak to działa 🙂 Super!

Drugi wykład prowadził Arkadiusz Benedykt (benedykt.net) o tzw. Internet of things. Początek wykładu to opowieść o rozwoju elektroniki i tym, jak dzisiaj mamy to ułatwione. Przedstawił moduły Arduino, RaspberryPi i wiele innych, które niejako są kluczowe dla IoT, z uwagi na to, że dzisiaj wielu ludzi może sobie samemu w zaciszu domowym stworzyć np. sterowane oświetlenie w domu. Jednak w całym spotkaniu chodziło o to, żeby nie odpłynąć z tym podłączaniem wszystkiego do internetu, ponieważ niesie to za sobą liczne zagrożenia. Dlatego powinniśmy zabezpieczać się przed wyciekiem danych poprzez te podłączone do sieci urządzenia.

I ostatnią (niestety) rzeczą na WDI, w której wziąłem udział, był panel dyskusyjny o tym jak technologia zmienia naszą przyszłość. Prowadzili to Mirosław Burnejko, Arkadiusz Benedykt, Maciej Aniserowicz oraz Jarosław Pałka (na którego prezentacji niestety być nie mogłem). Najfajniejszą rzeczą tego panelu było to, że tak naprawdę każdy mógł (i brał) czynny udział w dyskusji.

Podsumowanie

Zdałem Wam sprawozdanie z tego, w czym brałem udział. Mam nadzieję, że rozwiałem Wasze wątpliwości i zaspokoiłem ciekawość 🙂 Bardzo się cieszę, że nabieram z Wami kontaktu. Dużo daje mi to motywacji i jednocześnie satysfakcji. 🙂 No i oczywiście dziękuję za kubeczek DevTalk, który udało mi się zdobyć podczas prezentacji o IoT oraz dziękuję za wspólną fotkę! 🙂

Czas kończyć i pomóc chłopakom w pracy 🙂 A gdzie i w jakiej? Zobaczycie i przeczytacie o tym niebawem! Śledźcie, lajkujcie, udostępniajcie! Do zobaczyska!

Warszawskie Dni Informatyki – znowu okiem studenciaka

Bienvenue! (fr.)

Środa wieczór/czwartek noc. Ostatnie dwa dni były dość długie, ale bardzo fajne. Czemu spytacie? A no temu, że na kampusie głównym Politechniki Warszawskiej na Wydziale Matematyki i Nauk Informacyjnych odbywała się wielka konferencja połączona z targami pracy IT zwana Warszawskimi Dniami Informatyki. W tym roku była to siódma edycja tego wydarzenia, moja już trzecia, więc mogę powiedzieć, że jestem stałym bywalcem 🙂 Oczywiście moja krótka i subiektywna ocena tego wydarzenia musi się pojawić na blogu, bo warto zanotować pewne spostrzeżenia dla potomnych 🙂

Miejsce, logistyka i inne szczegóły techniczne

Gmach Wydziału MiNI jest według mnie bardzo fajnym miejscem na tego typu wydarzenie. Dużo, naprawdę dobrze wyposażonych sal i przede wszystkim wygodnych sal, klimatyzacja – to robi dobrą robotę. Ponadto położenie gmachu w centrum miasta ułatwia dojazd uczestnikom (in my opinion of course). Jedynym minusem jest mała ilość miejsca przy stoiskach firm wystawiających się w ramach targów pracy. Ale ogólnie i tak duży plusik 🙂

Dalej – wielki szacun za ogarnięcie całego wydarzenia. Z tego co mówili, pracowało przy tym ponad 100 osób, dlatego należy im się solidne dzięki za całą pracę w to włożoną. Co osobiście bym zmienił, poprawił? Na warsztaty czy prelekcje każdy uczestnik zapisuje się poprzez odpowiednią stronę. Co z tego, że uczestnicy się zapisuję, jak nikt potem tego nie sprawdza i o ile na wykładzie, można posiedzieć na podłodze, o tyle na warsztatach już fajnie jest gdzieś postawić tego laptopa. Z drugiej strony ciężko jest komuś odmówić uczestniczenia w tak ciekawych zajęciach. Tu może należałoby pomyśleć o jakiejś optymalizacji.

Więcej chyba nie ma co się rozdrabniać. Kawał ciężkiej pracy, który z nawiązką się zwrócił!

Merytoryka i jej skutki

Przeróżne ścieżki, warsztaty, prelekcje. Mnogość tematów sprawia, że każdy znajdzie coś dla siebie. Jako odbiorca, zwykły szary student, zebrałem dawkę mega ciekawej i przydatnej wiedzy, chociażby pod względem obrania swojej drogi rozwoju. Myślę, że to jest clue całego wydarzenia: motywacja, inspiracja. Wiecie dlaczego chcę być w tej branży? Bo ta branża żyje swoim życiem, a co najważniejsze żyje razem! Community działa naprawdę prężnie i człowiekowi chce się rozwijać, ponieważ inni go do tego motywują. Dlatego biorę udział co roku w WDI, dlatego innych zachęcam do wzięcia w nich udziału. Ludzie, którzy są mistrzami w swojej dziedzinie przychodzą do młodych, szukających szczęścia ludzi łaknących wiedzy, motywacji i inspiracji. Oni przychodzą do nas i rozmawiają jak równy z równym, bez względu na to, że widzimy się pewnie pierwszy i ostatni raz. Ja patrząc na nich mówię „skoro dla nich jest to takie proste i przyjemne, to czemu ja miałbym się nie odnaleźć w tym świecie”? Przy okazji możesz spotkać ludzi, którzy Cię inspirują (co możecie zobaczyć na Instagramie, ponadto zdobyłem kubeczek DevTalk i mega się z niego cieszę, chyba aż wrócę do picia kawy 😀 ).

Podsumowanie

Czy warto? Warto. Opłaca się brać udział w życiu community i się rozwijać razem z innymi. Motywuje to bardzo. Postawiłem sobie dzisiaj cel, że w ciągu najbliższych dwóch lat, wezmę udział w konferencji (niekoniecznie tej) po drugiej stronie barykady. Wiem, że będzie mnie to kosztowało wiele pracy, bo trzeba stać się specjalistą w jakiejś dziedzinie, ale na pewno będzie to warte poświęcenia. Prowadziłem już różne prezentacje, warsztaty i zajęcia, ale to będzie mega wyzwanie i mega satysfakcja, jeżeli wyjdzie. Trzymajcie kciuki, żeby się udało osiągnąć ten cel!

To tyle na dzisiaj. Krótko, zwięźle i mam nadzieję na temat. Zapraszam do komentowania! A tymczasem dobranoc, cześć! 🙂

Inżynierskie Targi Pracy w oczach studenciaka

Hallo!

Witam Cię ponownie, a może pierwszy raz na moim blogu. Dzisiaj temat totalnie nie związany (chociaż jakby się dobrze zastanowić…) nie związany z Daj się poznać.

Jak już wcześniej wspominałem na blogu, stowarzyszenie studentów BEST organizuje Inżynierskie Targi Pracy w Dużej Auli Gmachu Głównego Politechniki Warszawskiej, których w tym roku odbyła się 24. edycja (link do wydarzenia na FB).  Obiecałem sobie zrobić krótkie podsumowanie tego wydarzenia, co teraz czynię. Zdjęcia możecie znaleźć na Instagramie.

Strona techniczna

Tutaj dosłownie dwa słowa. Fajnie przygotowany katalog wystawców stanowił nieodłączny przewodnik przed targami jak i w czasie nich samych. Sam przestudiowałem go od deski do deski skrupulatnie wynotowując firmy, do których chcę podejść i porozmawiać. Widziałem ludzi, którzy mieli pozaznaczane markerami różne rzeczy itd. Przy tym zrealizowany bardzo profesjonalnie pod względem graficznym. Duży plusior. Jako bierny uczestnik wydarzenia naprawdę nie mam się do czego przyczepić. W mojej ocenie samo przygotowanie auli głównej, zaplecza technicznego itp. było dopracowane.

Wystawcy

Co tu dużo mówić. Setka firm w ciągu dwóch dni, różnorodność branż, miliony gadżetów do wzięcia. Każdy znalazł coś dla siebie. A wszystko zebrane we wspomnianym katalogu z podziałem na dni wystawiania, posortowane kierunkami studiów.

Dodatki

Inżynierskie Targi Pracy to nie tylko wystawa pracodawców. Dzięki Biuru Karier PW, Pracuj.pl oraz GoldenLine studenci mieli możliwość skonsultowania swojego CV, z czego sam skorzystałem i opiszę to niżej, bo to ważny punkt i chciałbym poświęcić mu chwilę uwagi.

Moje wojaże

Na wstępie zaznaczam, iż nie pojawią się żadne nazwy firm, u których byłem i rozmawiałem. Nie chcę robić kryptoreklamy itp. rzeczy, dlatego postaram się wysnuć tutaj esencję tego, co udało mi się poczynić.

Jak przygotowywałem się do targów?

Wiedziałem, że te targi będą doskonałą okazją do rozeznania się na rynku oraz zaprezentowania się przed rekruterami. Zdecydowałem iść w stronę IT, pomimo mojego kształcenia także w kierunku automatyka i robotyka. Odnośnie tego również powstanie osobny post, dlatego nie będę się nad tym teraz rozwodził.

Czyli decyzja: szukam firm z branży IT z docelową pracą jako deweloper. Kolejny temat godziny pracy. Przede wszystkim szukam praktyk trwających w czasie wakacji. W roku akademickim z racji studiowania na dwóch kierunkach oraz przygotowywania projektu dyplomowego (co chciałbym już zaczynać na dniach) nie będę miał czasu. Kolejnym punktem przeważającym za wyborem praktyk jest niewielkie doświadczenie oraz wiedza, dlatego praktyki będą świetną okazją do nauczenia się wielu fajnych rzeczy, poznania ludzi z branży, oraz złapania owego doświadczenia, które w przyszłości może być furtką do aplikowania na stanowisko juniorskie. Cel zdefiniowany.

W międzyczasie rozpoczęło się DSP, dlatego też jednym z punktów przygotowań było uzupełnienie o odpowiednie treści kontaktowe mojego bloga. Ponadto założyłem (w końcu) profil na LinkedIn oraz uzupełniłem swoje CV. Zaktualizowałem również profil w serwisie Pracuj.pl. Poświęciłem na to kilka solidnych godzin. Warto wspomnieć, że BEST organizował już przed targami konsultacje CV, niestety trochę mi to umknęło i odłożyłem to na czas targów. Po otrzymaniu katalogu, jak pisałem wcześniej, usiadłem, zagłębiłem się w jego treść i wynotowałem firmy, z którymi chciałbym porozmawiać. I tak oto przygotowałem się do targów pracy, na których mogłem wiele ugrać.

Czas start!

Nadszedł 1. dzień targów. Po kolei podchodziłem do kolejnych stoisk, krążąc po auli, czekając, aż jedna z osób będzie wolna, aby móc porozmawiać. Przysłuchiwałem się także już trwającym rozmowom. Z racji tego, że to już nie pierwszy taki event, mam przygotowany pewien zestaw pytań, który staram się zadać zawsze. Oczywiście zależy od rozmówców, jak potoczy się dyskusja.

W sumie w ciągu 2 dni spędziłem ok. 6 godzin na targach na rozmowach z pracodawcami. Jednym z wielkich dla mnie kroków do przodu było przeprowadzenie rozmowy po angielsku. Mam dużą barierę językową ze względu na to, że niewiele jest okazji do porozmawiania w tym języku. Dlatego też unikałem przedstawicieli porozumiewających się w tym języku, aż wpadłem. Jednak bardzo się cieszę z tego faktu, ponieważ w końcu się przełamałem! Jakoś wyszło, pierwsze koty za płoty 🙂

Jeżeli chodzi o przebieg samych rozmów: starałem się stosować techniki dobrej komunikacji, o czym czytałem m. in. w książce Jak zdobyć przyjaciół i zjednać sobie ludzi? Dale’a Carnegiego oraz o czym mówiono na szkoleniach z wystąpień publicznych i autoprezentacji (czasem się udało wziąć udział w czymś takim). Tak naprawdę parę drobnych rzeczy: podejście do kogoś z uśmiechem, postawa otwarta, odpowiednia artykulacja i pewność siebie (z czym tak naprawdę mam problem ze względu na naturalną nieśmiałość) sprawiają, że rozmowa nie kończy się na 3 zdaniach tylko 15 minutach o tym, jak osoba, z którą się rozmawia, znalazła się w firmie, co robi, czym się zajmuje, co lubi, czego nie lubi i garścią innych wskazówek, jak dobrze aplikować do firmy, żeby zwiększyć swoje szanse. Kilka osób, z którymi rozmawiałem, powiedziało także, że oprócz jakiś tam umiejętności, których od praktykantów i tak nie można na starcie za wiele wymagać, liczy się kontakt z człowiekiem i to, jak będzie się z nim pracowało, jako po prostu z osobą. Umiejętności techniczne da się dużo łatwiej nabyć, aniżeli przeskoczyć trudności komunikacyjne.

Dużym atutem jest również fakt działalności poza studiowaniem, czyli działanie w samorządzie i kole. To m. in. potwierdza umiejętności miękkie oraz wykazuje zaangażowanie człowieka. Informowałem też o tym, że biorę udział w konkursie i prowadzę bloga, co spotykało się z bardzo entuzjastycznymi reakcjami. Niektórzy z rekruterów odnotowywali to nawet szczególnie na moim CV.

No i najważniejsze – szczerość. Dostawałem pytania o technologie, z którymi pracowałem. Nie ściemniałem, że korzystałem nie wiadomo z czego, tylko mówiłem prawdę – szukam swojej ścieżki rozwoju, dlatego próbowałem wielu rzeczy po trochu, w żadnej się nie specjalizuję, ale jestem otwarty na poznawanie nowych technologii, bibliotek etc.

CV

Jak już wspomniałem, skorzystałem z konsultacji CV. ZDECYDOWANIE POLECAM KAŻDEMU! W moim CV było wszystko, co zrobiłem w życiu, jednak nawet nie zdawałem sobie sprawy, jak ważne może być to słowo komentarza więcej czy układ samego tekstu. Kiedy przygotowywałem dokument w domu przeczytałem w internecie, że na statystyczne CV rekruter poświęca ok. 6 sekund. Nie wiem ile jest w tym prawdy, jednak rzeczywiście po konsultacjach zrefaktorowałem wygląd dokumentu uzupełniając o zalecane komentarze i nieskromnie uważam, że wygląda teraz o niebo lepiej niż wersja poprzednia. Ponadto zrezygnowałem z korzystania z nieedytowalnych szablonów w internecie, na rzecz zwykłego dokumentu programu biurowego. Nieco zadbałem o szatę graficzną pliku. Niestety nie zdążyłem już pójść z poprawioną wersją, żeby ją ostatecznie skontrolować, ale na pewno skorzystam z usług Biura Karier PW.

Podsumowanie

Efektywność moich działań będzie potwierdzona dopiero w czasie późniejszym, kiedy to rekruterzy zweryfikują moje zgłoszenie. Ja też mam teraz co robić z uwagi na stos ulotek/biuletynów do przeanalizowania. Włożyłem w to, by jak najlepiej się zaprezentować, bardzo dużo pracy i jestem z siebie zadowolony. Osiągnąłem pierwszy zamierzony cel związany z targami.

Ponadto chciałem pogratulować stowarzyszeniu BEST, a szczególnie moim znajomym Arlecie i Adamowi, którzy działali przy organizacji eventu. Świetna robota! 🙂

Na targach było mnóstwo osób, nie tylko studentów. Przy mnie jeden Pan pytał się o pracę i mówił o swoim siedmioletnim doświadczeniu. Myślę, że tak wielkie zainteresowanie społeczności to największy sukces organizatorów tego wydarzenia.

A co w najbliższym czasie? Jak już mówiłem mam teraz mnóstwo danych z targów do przeanalizowania. Ponadto, jeżeli ktoś byłby zainteresowany, aktualnie trwają targi Automaticon. Jesteśmy nawet jako automatycy zwolnieni z zajęć, by móc iść na te targi, ja niestety z racji innych zajęć się na nich nie pojawię. Za to na pewno się pojawię na Warszawskich Dniach Informatyki!

Dobra, to wszystko na dziś. Zachęcam do komentowania i dzielenia się swoimi spostrzeżeniami. Moja pigułka znów wyszła mega długa i znów nie umieściłem wszystkiego, co mam w głowie 🙂

Dobrej nocy! 🙂

Inżynierskie targi pracy na PW

Cześć!

To będzie już ostatni na dzisiaj post, ale nie mogłem się powstrzymać, żeby o tym nie napisać. 14. i 15. marca, czyli już za niecałe dwa tygodnie w Gmachu Głównym Politechniki Warszawskiej odbędą się 24. Inżynierskie Targi Pracy. To impreza organizowana przez stowarzyszenie studentów BEST. Wystawcy z ponad 100 firm są do dyspozycji studentów przez dwa dni. To doskonała okazja, aby porozmawiać z ewentualnym pracodawcą, zapytać jakie ma wymagania, kogo szuka, może zostawić CV. Warto tam pójść. Ja też tam będę więc do zobaczenia! 🙂

Link do wydarzenia na FB: https://www.facebook.com/InzynierskieTargiPracy/?fref=ts

A zdjęcia z promocji targów, która była na Wydziale Mechatroniki PW, znajdziecie na moim Instagramie.