Posty z kategorii: Ogólne

Expert Summit 2017 – mój pierwszy vlog

Cześć!

Krótko, zwięźle i na temat. Jak pewnie wiesz, byłem ostanio na Expert Summit w Lublinie. Zawsze po konferencji piszę jakąś relację, jednak tym razem nie powstanie taka tradycyjna pisana relacja, ale za to powstał mój pierwszy vlog! Klikamy i oglądamy!

Nie spodziewałem się tylu pozytywnych komentarzy, ale chyba jest fajnie 🙂 Już niebawem kolejny vlog!

Do zobaczyska! 🙂

Code4Life 2017 – podsumowanie konferencji – conference summary

[English version below]

Cześć!

Szczerze? Nie wiem od czego zacząć. Naprawdę. To był jeden z najlepszych dni w moim życiu. Ale od początku.

W epoce kamienia łupanego

W lutym trafiłem na kanał Macieja Aniserowicza w YouTube. To był chyba jego 3. vlog, już nie pamiętam. W każdym razie wszystko raczkowało. No i za jakiś czas pojawiła się informacja o organizowanym przez niego konkursie Daj się poznać! 2017. W skrócie chodziło w nim o założenie bloga, rozwijanie projektu open source i napisanie 20 postów. A że chciałem mieć zawsze swoje miejsce w sieci, to pewnie przeklinałbym się do końca życia, gdybym to tak zostawił. No i kupiłem hosting, domenę, naklepałem tę templatkę w dwie noce. I napisałem swojego 1. posta. Od tego wszystko się zaczęło.

Pisałem te wpisy, starałem się pracować nad moim programem (na razie prace zawieszone i nie wiem, kiedy wrócę do nich). Udało się dowieźć do końca te 20 wpisów, potem gala w Microsofcie… I tak zacząłem swoją przygodę z blogowaniem. Potem sesja, wakacje, odpoczynek od wszystkiego. Oj potrzebowałem tego. Jednak chciałem wrócić do blogowania i żeby nie było tak, że po konkursie wszystko zdechnie. No i wziąłem się za robotę. W międzyczasie pomysł na blogging challange, który trwa nadal. I powiem Wam, opłaciło się!

Świecisz jak miliony monet, spłoniesz nim odpalę lont…

Jednak to nie wszystko. To tylko jedna strona medalu. Pewnego październikowego dnia, odezwał się do mnie szef jednej z firm: „Słuchaj, obserwuję Cię na Twitterze i widzę, że robisz fajne rzeczy. Może chciałbyś trochę z nami popracować nad równie ciekawymi tematami?”. Kto obserwuje moje profile w social media, to wie, o co chodzi 😉

W międzyczasie pojawiły się informacje o konferencjach Code4Life organizowanej przez firmę Roche oraz Expert Summit w Lublinie, która skupia się na narzędziach związanych z Microsoftem. Na tej drugiej prelegentami byli między innymi już wspomniany Maciek Aniserowicz z Devstyle.pl oraz Mirek Burnejko z Chmurowiska. Jednak nie o tym będzie ten wpis.

W formularzu do zapisów na konferencję Code4Life było pole: „Jeżeli chcesz wygłosić krótką, dziesięciominutową prezentację w sekcji Hydepark, to napisz, o czym byś powiedział.”. Pomyślałem znów – jak nie teraz, to kiedy? I tak niewiele myśląc podczas rejestracji wypełniłem to pole. Potwierdzenie rejestracji przyszło na email i o wszystkim zapomniałem. Tylko w kalendarzu sobie ustawiłem przypomnienie o konferencji.

Na jakieś 1,5 tygodnia przed konferencją dostaję telefon z nieznanego mi numeru: „Cześć, tutaj Mirek Lewandowski z Roche. Słuchaj, przeglądam Twoje zgłoszenie na konferencję i wypełniłeś pole, że chciałbyś powiedzieć krótką prezentację na konferencji. Ten temat o blogowaniu może być ciekawy, wyślij proszę plan prezentacji.” Wow. Zatkało mnie po prostu. Całkowicie o tym zapomniałem, siedziałem na zajęciach. Od razu usiadłem do komputera, napisałem kilka punktów, które chciałbym zawrzeć i wysłałem. Dostałem odpowiedź, że wygląda ciekawie i pytanie czy moglibyśmy zrobić dry-run prezentacji. Umówiliśmy się na wtorek w tygodniu, w którym była konferencja.

W weekend przygotowałem slajdy do prezentacji oraz napisałem sobie to, co chciałbym powiedzieć na konferencji. Normalnie raczej bym wypisał główne punkty od myślników, ponieważ wtedy swobodniej się mówi, jednak ze względu na to, że to miała być prezentacja w języku angielskim, to postanowiłem sobie przygotować całe przemówienie. Niestety mój angielski jest dość słaby i wolałem mieć całość dobrze przygotowaną, a ewentualnie potem zaimprowizować. No i przy okazji mogłem potem udostępnić prezentację wraz z jej streszczeniem.

Spotkaliśmy się online (przy okazji poznałem całkiem ciekawe narzędzie do przeprowadzania takich video konferencji – Meet od Google). Chwilkę porozmawialiśmy, następnie powiedziałem swoją prezentację. Było ok, miałem zielone światło, by wystąpić na Code4Life. Byłem mega tym wszystkim podjarany.

Dzień nastał

No i nadszedł dzień konferencji. W czwartek wieczorem już nic nie zrobiłem, byłem wcześniej na Forum Rozwoju Mazowsza, gdzie miałem krótką prezentacją o tym, dlaczego Polska jest świetnym krajem do tworzenia innowacji, a potem prowadziłem panel dyskusyjny Fire Talk – Find Yourself in IT. Położyłem się spać. Wstałem rano i pojechałem prosto do Małej Warszawy. A że miałem ok. 40 minut jazdy w jedną stronę, to zdążyłem udostępnić na blogu materiały dla uczestników konferencji. Dojechałem, odhaczyłem się na liście uczestników, odebrałem swój giftbag. Już na początku spotkałem Mirka Lewandowskiego, który się ze mną wcześniej kontaktował. Bardzo fajne było to, że część pracowników firmy Roche była tam jako ambasadorzy i inicjowali networking. Zazwyczaj jak idę na jakąś konferencję, to stoję jak ten słup soli i ciężko mi przełamać pierwsze lody. A tutaj to robili za mnie! 🙂 Dzięki temu miałem okazję poznać parę osób, popytać trochę o samą firmę.

Następnie o 9.00 zaczęły się prezentacje. W agendzie konferencji możecie znaleźć informacje o prelegentach i prezentacjach. Na wypadek aktualizacji strony o konferencji zrobiłem odpowiednie zrzuty.

Często się mówi, że za dobrą jakość trzeba zapłacić. Często jest to prawda, jednak konferencja Code4Life temu zaprzeczyła. Prezentacje prowadzone przez pracowników firmy oraz sławnych prelegentów były bardzo ciekawe i dodatkowym autem konferencji była ich różnorodność. Z jednej strony związane ze zdrowiem, biologią, z drugiej zaś z technologią blockchain czy rozumieniem języka naturalnego. Każdy znalazł coś dla siebie.

O poziomie merytorycznym prezentacji nie będę się wypowiadał – jestem za cienki na to 😉 Jedyne co mogę powiedzieć to to, że każdy z prelegentów starał się jak najbardziej zainteresować publiczność prezentowaną przez siebie tematyką.

Hydepark

Po prezentacjach, przerwach, obiedzie, praktycznie na sam koniec nadszedł czas na Hydepark, sekcję, gdzie miałem powiedzieć swoją prezentację. Ogólnie raczej nie miałem problemu z wystąpieniami publicznymi. Jednak taka konferencja to zupełnie co innego. Po godzinie 14.00 zacząłem się serio stresować. Wiedziałem, że moja prezentacja mogłaby być lepiej dopracowana, mogłem jeszcze więcej czasu na nią poświęcić… Wiadomo, panika 🙂 Ale to chyba zdrowy odruch.

Ostatnia przerwa przed hydeparkiem. Podszedłem do komputera, uruchomiłem swoją prezentację. W ustach sucho jak na Saharze…

Zaczęło się. Zapowiedzieli moje wystąpienie. Wchodzę na scenę i zaczynam.

„Cześć! Nazywam się Piotr Wachulec i opowiem Wam dzisiaj krótką historię o moim miejscu w Internecie, o moim blogu. Przepraszam za mój angielski. Wiecie, to moja pierwsza prezentacja na konferencji, bardzo się denerwuję i jestem jednocześnie podekscytowany, więc wybaczcie mi mój słaby język.” I wtedy rozległy się brawa. Szczerze, nawet nie wiecie, ile daje człowiekowi na scenie, takie wyłożenie kawy na ławę na samym początku. Łapie się tak niesamowity kontakt z publicznością. Warto w tym miejscu dodać informację o tym, jaki jest widok ze sceny. Kiedy prowadzę zajęcia z C++ czy jakiekolwiek inne prezentacje, to przeważnie odbywa się to w jakiejś sali wykładowej, jest nieduża liczba osób. Można zażartować, złapać z kimś kontakt wzrokowy – wyrównać poziom pomiędzy prelegentem a widzem. Do tego mówi się w ojczystym języku. A tutaj? Wchodzisz na doświetloną scenę, za Tobą wisi ekran na pół ściany, widownia jest wygaszona. Widzisz tak naprawdę jeden, dwa rzędy na początku. Ma-sa-kra.

No ale dobra, jedziemy dalej. Mówię swoją prezentację (mniej więcej to szło tak, jak w przygotowanych materiałach). Slajdy przygotowałem w Google Slides i prezentacja otworzona została bezpośrednio z mojego dysku Google. I nagle padło. Chcę przerzucać slajd i widzę tylko ten pasek w lewym dolnym rogu w Chrome, że dobija się do serwera, ale odbija się od niego jak kule od czołgu. Myślę sobie „No pewnie, jeszcze tego brakowało. Trudno jadę bez slajdów”. Powiedziałem do publiczności – „Wiecie co, przestały działać slajdy, więc teraz prezentacja będzie dalej bez obrazków.” Odłożyłem pilot i zacząłem mówić dalej. Mogę powiedzieć, że zachowałem w tym momencie zimną krew, bo różnie można było zareagować. To jest tak trochę jak na studiach. Starsi wykładowcy, którzy zaczynali pracę przed erą komputerów i rzutników, prowadzili swoje zajęcia z głowy, przekazując treść z pomocą kredy i tablicy. Dzisiaj czasem u młodszych prowadzących jest tak, że kiedy rzutnik przestaje działać, to jest dramat, bo cały wykład jest na slajdach. A sztuką jest przekazać treść bez dodatkowych pomocy. Wiadomo fajnie jest, kiedy coś się widzi (w końcu większość z nas to wzrokowcy), jednak to nie jest konieczne. Dlatego wtedy myślałem sobie trudno, może jakoś uda się dowieźć to do końca.

Na scenę do komputera podszedł jeden z pracowników Roche i prezentacja znów zaczęła działać. Zatem powróciłem do slajdów. Zastanawiasz się może, dlaczego tak podkreślam ten epizod z prezentacji? Otóż to wszystko dzięki Bartkowi, był jednym z konferansjerów na konferencji. Na integracji po konferencji powiedział mi taką rzecz: „Świetne było, to jak rzuciłeś tego pilota, wyszedłeś na środek sceny i po prostu zacząłeś mówić. Wtedy tak się wyluzowałeś i stałeś się jeszcze bardziej naturalny”. Czego to dowodzi? Tego, że prezentacja i ten sławetny pilot mogą stać się w pewnym momencie taką obrożą, kagańcem uniemożliwającym popłynięcie z prezentacją. U mnie takie „uwiązanie” jak już mówiłem wcześniej mogło być wynikiem przekonania o moim niedostatecznym przygotowaniu do wystąpienia.

Uff, zmierzam do końca prezentacji. Udało się dojechać 😉 No i na końcu pytania od publiczności. Tutaj znów mega miłe zaskoczenie, pojawiło się kilka pytań, np. czy monetyzuję w jakiś sposób swój blog, czy pojawi się podsumowanie konferencji itp.

Chciałbym poruszyć przy okazji wątek monetyzacji – blog nie przynosi mi żadnej wartości materialnej. Jednak mam całą masę dodatkowych korzyści. Dzięki prowadzeniu bloga nawiązałem współpracę z firmą, dzięki prowadzeniu bloga odważyłem się na wystąpienie na konferencji i opowiedziałem o nim, dzięki prowadzeniu bloga uczę się wielu nowych rzeczy, chociażby z budowaniem marki osobistej. Dla mnie to większa wartość niż kilka groszy z reklam 😉

Po zejściu ze sceny niesamowita ulga i super samopoczucie – tak stary, odważyłeś się, pierwsze koty za płoty, mogłoby być lepiej, ale i tak, że nie stałeś na tej scenie jak kołek, tylko normalnie ogarniałeś i dałeś publiczności wartość.

Aż nagle konferencja się skończyła 🙂 No dobra, nie tak nagle. Po mnie była jeszcze jedna prezentacja w sekcji hydepark – o połączeniu programowania i biologii. A na sam koniec znów Dan North opowiedział o tym, że programista nie powinien kończyć się na pisaniu kodu 🙂 Przyznaję się bez bicia, nie mogłem się skupić już, bo po prostu zaczęły ze mnie schodzić emocje i mój mózg przełączył się na inne tory.

Koniec konferencji, pamiątkowe zdjęcie na scenie ze wszystkimi prelegentami. Już bezpośrednio po konferencji kilka osób podeszło, by zamienić dwa słowa dotyczące mojej prezentacji.

Po wszystkim integracja. Tak jak wcześniej pisałem – normalnie stałbym jak słup soli lub w ogóle na nią nie poszedł. A tutaj raz, że rano już przełamałem pierwsze lody, dwa przedstawiłem swoją prezentację, więc znacznie łatwiej mi przyszło inicjowanie rozmowy. Rozpędziłem się do tego stopnia, że nawet mój słaby angielski mi nie przeszkadzał, jednak w tym pomogło mi uświadomienie sobie w końcu pewnej rzeczy. To co mówią wszyscy – żeby umieć porozumiewać się w tym języku, trzeba go UŻYWAĆ. Na początku jest „Kali umieć, Kali robić”, jednak początkowym celem jest umiejętność komunikowania się, przekazywania informacji. Chyba mi się to udało 😉 Druga kwestia – nie zacząłem sobie układać rozmów w głowie i ich tłumaczyć na angielski, tylko postarałem się wyłączyć polski moduł w moim mózgu, poczuć ten drugi język.

Brak hejtu

Tego dnia usłyszałem wiele ciepłych słów, wiele informacji, co było fajne, a co można poprawić. Dostałem takiego pozytywnego kopa do dalszego rozwoju w kierunku IT, programowania, dalszego prowadzenia bloga, jakiego dawno nie dostałem.

To było trochę tak, jak mówi się o nauce języka. Kiedy jedziesz do obcego kraju i starasz się skomunikować z mieszkańcem w jego ojczystym języku, to na jego twarzy pojawia się uśmiech, a nie wytykanie użycia nieprawidłowego czasu. I tutaj też. „Super, że się odważyłeś. Reszta przyjdzie z czasem.”

Jak zacząć działać dalej?

W ciągu ostatnich kilku miesięcy zrobiłem sporo rzeczy, których wcześniej nie robiłem. Zacząłem blogować, wystąpiłem na konferencji itd. Najgorszym było przełamanie się. W tym też mi jakoś pomógł jeden z odcinków vloga Maćka.

Co się mogło zdarzyć? Mogłem nie umieć wydusić z siebie słowa i uciec z krzykiem ze sceny. Mogłem zostać wygwizdany. Ale najważniejsze, że spróbowałem. I to się liczy.

W czwartek 09.11.2017 byłem na konferencji Expert Summit. I postanowiłem, że zacznę z vlogiem. Co się mogło stać? Fala hejtu (kiedy to piszę, to jeszcze nie jest mój blog opublikowany, może tak się stało ;)) Jednak co mi to dało, że spróbowałem? Dzięki temu, że stałem sobie z telefonem i coś do niego gadałem udało mi się pogadać z Maćkiem i Mirkiem. Udało mi się przełamać taką barierę gadania do kamery wśród ludzi.

To sum up…

Szczerze, nie umiem opisać tego, co się tamtego dnia wydarzyło. Kilku osobom opowiedziałem osobiście o tym wydarzeniu i wtedy mogłem przekazać zdecydowanie więcej emocji. Mogę tylko powiedzieć, że to był jeden z najszczęśliwszych moich dni 🙂

Jak mówiłem, to nie będzie taka standardowa relacja, że ta i ta prezentacja to to, to i to. Starałem się przekazać, co dla mnie było najważniejsze.

Podziękowania

Przede wszystkim chciałem podziękować w tym miejscu Mirkowi Lewandowskiemu z Roche, który gdzieś tam wychwycił moje zgłoszenie i dał mi szansę na wystąpienie na konferencji. Mirku dzięki i do zobaczenia!

Chciałem podziękować Maćkowi Aniserowiczowi (ostatnio zrobiłem to osobiście), który swoją działalnością (a każdy może z niej czerpać!) zachęcił mnie do założenia tego miejsca i daje mnóstwo inspiracji, pomysłów, narzędzi. Dzięki Maćku!

Chciałem także podziękować Mirkowi Burnejce (również ostatnio mogliśmy porozmawiać), który swoją vlogową działalnością także daje mi dużo inspiracji i motywacji. Mirku, szkoda, że planujesz zakończyć tę przygodę, ale dzięki jeszcze raz za wszystko!

Chciałem podziękować uczestnikom konferencji Code4Life oraz pozostałym prelegentom, którzy wysłuchali mojej prezentacji, którzy podeszli po niej i dali feedback oraz kopa do działania!

Chciałem podziękować rodzinie i przyjaciołom, którzy wspierają mnie w tym co robię, jak potrzeba to naprostują człowieka na dobry tor 🙂 Dzięki, bez Was to by nie wyszło!

To już koniec

Nareszcie. Prawie 2300 słów (ok. 5,5 strony A4). Mógłbym jeszcze opowiadać, a słowa i tak wszystkiego nie oddadzą. Czas więc kończyć ten wpis. Mam nadzieję, że to dopiero początek mojej działalności. Zatem do zobaczenia, na uczelni, ulicy, konferencji, w internetach… Siema!

 

[English version]

Hi!

Honestly? I don’t know where to start. Really. It was one of the best days in my short life. But let’s start from the beginning.

In the Stone Age

In February I found Maciej Aniserowicz Youtube channel. It was his third vlog I think, I don’t remember. In any case, everything crawled on all fours. In a while information about Get noticed! contest which is organized by him appeared. The rules are simply – you should set up a blog, develop an open source project and write 20 posts. I wanted to have my own place in the Internet for a long time, so I thought that it is my chance! I bought hosting, domain, I prepared this WordPress template in two nights with tutorials. And I wrote my first post. All started from this.

I was writing posts, I was trying to work on my project (for now, works are suspended, I don’t know when I will come back to do this). I got this 20 posts written, after that there was a summary meeting in Microsoft Poland in Warsaw. And so I started my adventure with blogging. Next, I had exams, holidays, rest from everything. But I wanted to come back to blogging. I didn’t want to forget about it. So I started work on my blog again. In the meantime I had an idea on Blogging Challange, which continues. And I tell you something, it paid off!

You shine like millions of coins, you will burn it up fuse…

But that’s not all. It’s just one side of the coin. One October day, the head of one of Warsaw IT companies wrote a message to me: „Hi, I observe you on Twitter and I see that you do something nice. Maybe do you want to work with us on such interesting topics?”. Someone who observe my social media  knows more 🙂

In a meantime informations about Code4Life conference organized by Roche and Expert Summit in Lublin, which focuses on Microsoft technologies, appeared. An this second conference were among others Maciej Aniserowicz from Devstyle.pl and Mirek Burnejko from Chmurowisko.

In Code4Life registration form was an input: „If you want to have a short 10 minutes presentation about anything in Hydepark, please tell us, about what you want to say”. And I thought again it’s my chance. During registration I filled this field. I got registration confirmation on my email and I forgot about it. I wrote information about conference in my Google Calendar.

About 1,5 week before the conference the phone rang. I didn’t know the number. „Hi, I’m Mirek Lewandowski, Roche. Listen, I’m scrolling your application and I see that you filled the field about presentation. This topic can be interesting, so send me plan of your presentation.” Wow. I didn’t know what I should say. I totally forgot about my application. I prepared it immediately, I wrote a few pointes and sent. I got an answer that it looks good and we could make a dry-run of my presentation. We agreed on Tuesday the week of the conference.

During the weekend I prepared slides and I wrote a statement. Normally I don’t write a statement, but only main points, because then I feel free dring speaking, but due to the fact that this was my first presentation in English I decided to prepare whole speech. Unfortunateli my English is poor and prefered to have everything good prepared and possibly to improvise in the future. By the way thanks to this I can share my complete presentation 🙂

We met online (by the way I get to know interesting tool to make video conferences – Google Meet).  We talked a while and I started my presentation. It was ok, so I can take part in Code4Life as a speaker. I was very excited!

The day has come

The day of the conference has come. In Thursday evening I didn’t do anything, because I was on Forum Rozwoju Mazowsza conference where I had a short presentation about why Poland is one of the best places to create innovations and after that I moderated the discussion panel Fire Talk – Find yourself in IT. I went to bed. I woke up and went to Mała Warszawa. My journey took about 40 minutes, so I shared the presentation on my blog. I registered at the entrance, I got a giftbag. After that I met with Mirek Lewandowski with whom I contacted before. Several Roche employees were as ambassadors and they initiated networking. Usually when I go on the conference I do not talk to anyone. It’s hard for me to initiate a conversation, but they did it for me! 🙂 Thanks to this I had an occasion to meet a few people, to get some information about Roche.

The conference started at 9 a.m. In agenda you can find some information about speakers and theirs presentations. In case of updating the website I made some screenshots.

It is often said that we should pay if we want to get a good quality product and often it is true, but Code4Life denied this. The presentations prepared by Roche employeses and other famous speakers were very interesting and different. On the one hand related to health, biology, on the other hand related to blockchain or natural language processing. Everyone could finde something for themselves.

I won’t speak on the subject level. My knowledge is too small to judge someone 🙂 But all speakers tried to interest the audience.

Hydepark

After presentations, breaks and dinner practically at the end it was time for the Hydepark, the section where I had my presentation. Every day I had no problem with public hearing, but this was my first conference as speaker. After 2 p.m. I became very stressed. I knew that I could do my presentation better. I panicked 🙂 But in my opinion it is a healthy reflex.

The last break before the Hydepark. I went to the computer and I set up my slides. In the mouth dry as in the Sahara.

And it started. They announced my speech. I went to stage and started.

„Hi! My name is Piotr Wachulec and I would like to tell you a short story about my place in the Internet, about my blog. Sorry for my English. You know, it is my first prsentation on the conference and I am very stressed and excited, so I’m sorry again.” And then there was an applause. Honestly, you don’t know how much it gives to a person on stage when he or she will release his or hers emotions. You make an excellent contact with the audience. It’s worth mentionig the view from the stage. When I have courses about basic programming in C++, it is in a small room and with a small group of people. I can say something funny, make an eye contact align level between speaker and viewer. Additionaly I speak in my native language. But here? You go on the illuminated stage, the big screen is hanging behind you, the audience is unlit. You see only first and maybe second row of chairs. Terrible…

But ok, let’s continue. I was telling my presentation (about the same as in the prepared materials). The slides was prepared in Google Slides and the presentation was set up from my Google Drive. And suddenly it stopped working! I wanted to change the slide and I was seeing only bar in left bottom corner in google Chrome. Chrome wasn’t able to communicate with serwer. I thought: „Yeah, of course, I knew that it stop working.” So I se to the audience: „Sorry, my presentation stopped working. Sorry for that. I’ll try to continue without slides.” I dropped the remote control and started to speak on. I can tell that I keep my head, because my reaction could be different. Like at the university. Senior lecturers who started theirs carrers in the non-computered epoch, lead the lectures from the head with notes, blackboard. Nowadays it is often that younder lecturers cannot have courses without computer and projector.

One of Roche employees approached to the computer and the presentation worked again, so I continued with slides again. Maybe you wonder why I write a lot about this episode. Thankst to Bartek, one of the announcers. After the conference during the integration time he told me this: „It was excellent when you threw the remote control, want to center of the stage and and you started to speak again. Then you relaxed and became more natural.” What does that prove? That the slides and the remote control will able to become collar, muzzel which won’t let you become relaxed and get a flow. And additionaly thinking about my unpreparedness to speaking limited me.

Uff, I finished my presentation 🙂 After that I got a few questions from the audience, again nice suprise, for example do I coin my blog or will I write a conference summary.

I want to tell you a few words about money from blog. I don’t have any money from having own website. But I have a lot of additional benefits. Thanks to having a blog I cooperate with company, thanks to having a blog I decide to come out on the conference and I could tell you about it and about building personal brand. For me this is more than a few pennies od adrvertising etc.

After leaving the page amasing ease and well-being – yeah bro, you did it! It could be better, but it was the first presentation and you give the value for the audience!

And suddenly the conference finished 🙂 Yeah, not suddenly 🙂 After my presentation there was one presentation in Hydepark – about biology and programming cooperation. At the and Dan North again on stage. He told that programmer should not only write code 🙂 I admit that I didn’t able to focus, because the emotions started to leave my body and my brain didn’t able to think 🙂

So there was the best time for integration! Normally I don’t go to after party, but thanks to morning talks and my presentations my confidence had increased. Even my weak English didn’t bother me, but I finally realized something. It says everyone – to comunication in some language you must use this language! The aim is communication, forwarding information. And I did it too 🙂 Secondly I stopped planning talking in my head, I tried to turn of polish module in my brain, I tried to feel the second language.

Noone hate you

That day I heard a lot of friendly words, a lot of informations what was good ang what I can change in the future. I got a big motivation to developing myself, increasing my knowledge about IT, programming, blogging.

When you go to other country and you try to communicate with citizen with his native language, you will see smile on your face and he try to help you (but not in France ;)). And here too. „It’s fantastic that you tried! You must try!”

How to start

During the last few months I did a lot of things which I have never done before. I started blogging, I was a speaker on conference. It was the worst to break myself. And with it Maciej Aniserowicz helped me:

What could it be? I could tell anything and run away with scream. I could have been whistled. but the most important is the fact that I tried!

On thursday I was on Expert Summit Conference. I decided that I started with vlog. What could it be? Wave of hatre (when I write this post, the vlog is not published, maybe it occured 😉 ) But thanks to fact that I stayed with my phone and I talked to it, I talked with Maciek and Mirek. I managed to break this barrier talking to camera near other people 🙂

To sum up…

Honestly, I can’t describe all feelings, emotions and events frome those day. A few people talked with me about it and then I was able to give them a part of my experiences and emotions. I can say that it was one of the best days in my life 🙂

As I said before I was not a standard relation. I tried to give you sll what is the most important for me.

Thanks

First of all I want to say „Thank you” for Mirosław Lewandowski from Roche who found my form and give me an excellant chance on attendance at the conference as speaker. Thank you Mirek so much and I hope that see you soon!

I want to thank Maciej Aniserowicz (I recently did it myself), who with his activity (and everyone can use it!) gives me a lot of motivation, inspiration, ideas and thanks to him I set up this place! Thank you Maciej!

I want to thank Mirek Burnejko (I recently did it myself too), who with his vlog activity gives me inspiration and motivation. Too bad you’re ending up with vlog, but I respect your decision! Thank you again! 🙂

I want to thank all participants of Code4Life, speakers and organizers who listened my presentation, who give me some sugestions and friendly words. Thanks!

I want to thank my family and friends who support me every day in what I do. Thank you, without you I would not be able to do it.

Done

The end. About 2300 words. I could write more, but this only written words. I hope that it’s the beginning my internet activity. So See you soon in the internet, on the street, conference… Bye!

Wstęp do obliczeń równoległych

Siemasz!

W związku z tym, że na studiach w najbliższym semestrze mam drobny projekt związany z obliczeniami równoległymi postanowiłem, że napiszę o tym tutaj kilka słów. Zapraszam zatem do czytania! Uwaga! Achtung! To będzie o tej części, gdzie programista musi umieć w matematykę!

Po co to wszystko?

Pomyślmy sobie tak. Wszystko w jakiś sposób da się zamodelować matematycznie. A po co takie modelowanie matematyczne się robi? Bo na podstawie owego modelu można np. wyznaczyć pogodę, optymalny kształt karoserii samochodu, żeby stawiała najmniejszy opór podczas jazdy, w jaki sposób będzie się grzała obudowa urządzenia, jakie naprężenia powstają w zębatce na tylnym kole w motocyklu itd. Praktycznie wszystko, o czym teraz pomyślisz, ma swój model matematyczny i podczas projektowania optymalizuje się owy model w celu uzyskania jak najlepszych wyników, tj. najwyższych prędkości, wytrzymałości itd. Problem w tym, że im dokładniejszy model, tym więcej zmiennych jest do wyliczenia i równań do rozwiązania. Ponadto często w modelu matematycznym występują tzw. równania różniczkowe, które dokładnie jesteśmy w stanie rozwiązać tylko dla podstawowych figur geometrycznych. I tutaj przychodzą nam z pomocą komputery. Po pierwsze człowiek ręcznie nie jest w stanie rozwiązać w skończonym czasie i do tego bezbłędnie układu równań z milionem niewiadomych, a może ich być znacznie więcej. (Przy okazji wejdź na stronę pakietu oprogramowania Ansys, które dzisiaj króluje jako narzędzie do symulacji w sumie… wszystkiego o czym teraz pomyślałeś.

Jak sobie z tym poradzić?

Dobra, już wiemy, że komputer będzie robił to lepiej. Po prostu szybciej. Ale czy taki zwykły pececiak i tradycyjnie pisane oprogramowanie pozwolą na rozwiązanie tak wielkich zbiorów równań? No nie. Potrzeba wielkich maszyn. Takich, które pod maską mają tysiące rdzeni gotowych do przetwarzania terabajtów danych, których sprawność nie wyraża się już częstotliwością taktowania, a w tzw. FLOPSach – jest to ilość operacji zmiennoprzecinkowych, jaką może wykonać procesor w sekundę. Te maszyny zaprzęga się do wykonywania najcięższych obliczeń. Są to superkomputery.

Budowa superkomputera to bardzo ciężki temat. W ogólności jest to zbiór małych komputerów połączonych w jedną dużą sieć umożliwiającą wymianę danych stanowiących podstawę obliczeń. Kiedyś CISCO pracowało nad technologią, która umożliwiała bezpośrednie łączenie samych procesorów, ale niestety nie udało mi się znaleźć więcej informacji na ten temat. Sposób połączenia komputerów jest ważny, ponieważ sieć może być ogranicznikiem wydajności takiego komputera.

Trochę matmy na dokładkę

Czy wszystko da się tak z marszu liczyć równolegle? Nie. Jednym ze sposobów jest dekompozycja, tzn. podział całego elementu na mniejsze części. Po pierwsze umożliwia to zrównoleglenie obliczeń, po drugie umożliwia rozwiązanie równań różniczkowych dla kształtów, dla których są one nierozwiązywalne (poprzez aproksymację obszaru złożonego). Do tego trzeba na dokładkę zastosować naprzemienną metodę Schwarza z łatką od panów Dryji oraz Widlunda. Nie będę się powtarzał, zachęcę tylko odwiedzenia magazynu Delta, gdzie autor dokładnie o tym opowiada.

Ja też chcę, ja też!

Czy można zacząć zabawę z klastrami i obliczeniami równoległymi w domu? Można. Przykłady? Proszę bardzo.

Wystarczy wpisać odpowiednią frazę w Google czy w YouTube i od razu pojawi się cała sterta odpowiednich linków.

No dobrze, a co z oprogramowaniem? W Pythonie zapoznaj się z biblioteką Parallel Python. Jeżeli znasz więcej, czy to w Pythonie czy w innych językach, daj znać w komentarzach!

No a potrzebuję tych Raspberry? Nie! Wystarczy, że masz więcej niż jeden komputer w domu i połączysz je w sieć lokalną. Tyle 🙂

Podsumowanie

Mam nadzieję, że to fajna zajawka. W kolejnych częściach opisze dokładnie, nad czym pracuję. Do zobaczenia! 🙂

Dlaczego Nozbe a nie Todoist?

Cześć!

Prosiliście na Twitterze o wyjaśnienie w kilku słowach, dlaczego wybrałem Nozbe. Zatem śpieszę się z wyjaśnieniem 🙂

Jakie alternatywy?

Miałem do wyboru 2 programy: Nozbe i Todoist. O Todoist usłyszałem w jednym z vlogów Maćka Aniserowicza. Mówię spoko, spróbuję to wdrożyć, bo ilość rzeczy do zrobienia była przeogromna. To było w okolicach marca bodajże czy kwietnia. Nie wiem, nie ważne. No i sobie pobrałem, założyłem konto i w darmowej subskrypcji zacząłem korzystać. No co tu dużo mówić. W darmowej subskrypcji Todoist w skrócie ogranicza się do checklisty. No jest turbo ubogie. I tak jakoś odszedł ode mnie ten temat, dalej miałem wszystko w głowie, a w kryzysowych sytuacjach wypisywałem zadania na kartce. Jednak była ona mało elastyczna.

Minęły wakacje, troszkę w czasie nich się doedukowałem o GTD i postanowiłem wziąć byka za rogi. Do lutego mam bardzo dużo projektów do wykonania, największym z nich jest praca inżynierska. Temat jest bardzo ciekawy, ale swoje trzeba będzie odsiedzieć (swoją drogą na samą myśl już się jaram, że robię coś tak fajnego). Do tego wszystkiego potrzebuje czegoś, co pomoże mi ogarnąć tematy, a jest tego całkiem sporo.

No to które wybrać?

Przede wszystkim chciałem mieć jedno narzędzie. Rozważałem przez chwilę kwestie posiadania dwóch narzędzi, ale mówię nie. Coś czuję, że zrobiłbym sobie tylko większy bajzel. Ten projekt jest tu, ten jest tu. Przeglądasz jedno narzędzie, zapomnisz o drugim. Na początek jedno. Z czasem zobaczymy, przecież system produktywności buduje się latami 🙂 No to które z nich? I tutaj pojawił się kolejny mój problem – z szybkim podejmowaniem decyzji… No to zacząłem szukać i czytać/oglądać.

O Todoist Maciek Aniserowicz mówił przy okazji planowania tygodnia:

O Todoist pisał u siebie także Michał Chęciński. Post ten znajdziesz tutaj.

O Todoist pisała u siebie także Żaneta Jażdżyk. Post znajdziesz tu.

No i oczywiście blog Todoist.

O Nozbe pierwszy raz usłyszałem u Mirka Burnejki.

lub

Ponadto powstał Devtalk z Michałem Śliwinskim, który jest założycielem firmy Nozbe. Michał Szafrański z podcastu Więcej niż oszczędzanie pieniędzy, także dołożył swoją cegiełkę w tym temacie.

O Nozbe także pisała Żaneta m. in. tutaj lub tutaj.

No i oczywiście blog Nozbe.

Osz kurde i co wybrać…

No dokładnie. Głowiłem się nad tym ładnych kilka dni. Szukałem porównań. Zadałem pytanie na Twitterze, która z aplikacji jest lepsza i wywiązała się całkiem ciekawa dyskusja. Dziękuję wszystkim, którzy dołożyli do tego swoje 5 groszy. Znów Żaneta Jażdżyk pokusiła się o porównanie obu aplikacji.

No i wybrałem Nozbe

No i smaczek tego wpisu. Dlaczego Nozbe?

  1. Wokół Nozbe tworzy się bardzo fajna społeczność.
  2. Nozbe jeszcze nie spróbowałem.
  3. Produkt polski. Uważam, że warto promować i używać produkty tworzone przez Polaków tym bardziej, że widać, iż jest on tworzony przez pasjonatów.
  4. Nozbe stara się, aby użytkownik czuł się hmmm…. „dopieszczony”? Klient (np. taki ja, Waszek) czuje się indywidualnie traktowany, co jest widoczne po korespondencji emailowej, kursie 10 kroków do maksymalnej produktywności, czy aktywnego uczestnictwa w podjętej przeze mnie dyskusji na Twitterze. To ostatnie to mi szczena opadła, jak zobaczyłem komentarze.
  5. Ciekawy interfejs.
  6. Jedna warstwa projektów. Nie ma możliwości tworzenia podprojektów, co jest w sumie fajne. Według mnie projekt to projekt i nie ma sensu tworzyć drzewek jak w jakimś dziedziczeniu. Projekty można sobie zamiast tego oznaczać etykietami, które mogą zastąpić tworzenie ich jako podprojektów, a ponadto projekt może mieć więcej niż jedną etykietę. Poszczególne zadania możemy kategoryzować, np. jako telefon itd.
  7. Nawet jeśli nie zdecyduję się przedłużyć subskrypcji po darmowym miesiącu to i tak będę miał możliwość prowadzenia 5 projektów z pełną funkcjonalnością aplikacji, a nie dostanę takiego czegoś jak Todoist.
  8. Przypomniałem sobie jeden z vlogów Maćka Aniserowicza. W skrócie: nie rozwódź się nad decyzją. Można ją zmienić w każdej chwili. I tak mówię, trzeba spróbować tego narzędzia. Jeżeli mi się nie spodoba, to nawet po opłaceniu subskrypcji jeszcze przez miesiąc mogę poprosić o zwrot pieniędzy, więc w sumie mam 2 miesiące na dobre zapoznanie się z aplikacją.

Na razie (chociaż dopiero 2. dzień z Nozbe) minusem jest cena, po prostu jest droższy niż Todoist. Ale za jakość należy zapłacić 😉

A no jeszcze jedna rzecz – brak integracji z OneNote, ale tym się nie martwię, bo w czasie pisania tego wpisu Nozbe dodało komentarz na Twitterze, że planują to dodać 🙂

Podsumowanie

Mam nadzieję, że jeżeli będziesz się zastanawiał, to ten wpis pomoże Ci wybrać 🙂 Albo jedno albo drugie 🙂 Proszę Cię, nie odbierz tego wpisu jako jakąś reklamę. W kilku słowach postarałem się opisać, dlaczego Nozbe. Tak jak prosiliście na Twitterze 🙂 Jeżeli chcesz dorzuć coś do tego tematu to zapraszam do komentowania! Do zobaczenia!

Czym udekoruję swoje mieszkanie?

Cześć!

Mega mi się spodobało porównanie z mieszkaniem #TakiJestemSkromny 😀 Niektórzy może pomyślą, że to blok o wystroju wnętrz czy coś… Jednak w dzisiejszym wpisie w kilku słowach opowiem Ci o planowanych przeze mnie dodatkowych sekcjach na blogu, które niebawem myślę ruszą. Żeby nie przeciągać, zaczynamy!

My home library

Sekcja, która dość często pojawia się na różnych blogach, dlatego też i u mnie się pojawi z dwóch powodów:

I tutaj też trzy poziomy…? Proszę Pani, on ściąga od kolegów!

Może i tak. Ale czemu nie stosować czegoś, co sprawdza się u innych? Grzechem byłoby nie spróbować, więc i u mnie taka sekcja powstanie. Znów kilka powodów:

Ten wpis pojawi się 11.09. Powyższe dwie rzeczy w swoich pierwszych wersjach pojawią się dokładnie tydzień później, tj. 18.09.

Kursy/tutoriale

Miałem przyjemność w drugiej połowie 2015 roku i okazjonalnie w 2016 roku prowadzić zajęcia, gdzie wspólnie z moimi młodszymi kolegami ze studiów razem uczyliśmy się podstaw programowania w C++. W tym roku na 90% również poprowadzę takie zajęcia, jednak tym razem będę starał się opisywać je na blogu to, co na nich robimy, a przy okazji dodatkowo komentować treści, które są w ramach tych zajęć poruszane, czy rozszerzać je o najnowsze standardy. Kto wie, może moi koledzy przyszli automatycy lub mechatronicy poczują pasję do programowania? Oby! Co ważne wbrew pozorom w dzisiejszej automatyce czy mechatronice nie da się obejść bez choćby kawałka kodu, o czym już trochę pisałem.

Ponadto u mnie się najlepiej także sprawdza zasada nauki poprzez uczenie kogoś. W przyszłości zatem pojawią się kursy czy tutoriale na temat tego, czego aktualnie się uczę.

My swetty new view

Już o tym wspomniałem w poprzednim poście, ale będziemy mam nadzieję razem tworzyć wygląd tego miejsca. Ten aktualny jest bardzo suchy, zimny, nieprzyjazny dla użytkowników. Dlatego też w ramach własnego rozwoju w technologiach frontendowych wdrożę nowy szablon dla bloga. Może z tego powstanie cała identyfikacja, kto wie 🙂 Ponadto dzięki nowemu widokowi wyeksponuję media społecznościowe, na których możecie mnie znaleźć i inne fajne rzeczy, które będą hulały w ramach tego miejsca 🙂

Teraz może ciut kontrowersyjna wersja, którą chciałbym zasygnalizować. Przeleciał mi w miejscu między uszami (hmm… chyba mózg???) taki pomysł, że kiedy to miejsce będzie ciut częściej przez Was odwiedzane, to może się stać, że włączę delikatne, nikomu nie przeszkadzające reklamy. W najbliższej i chyba jakiejkolwiek przyszłości nie zamierzam się utrzymywać z bloga, a nie chciałbym też wkładać w niego pieniążków. A to może by mi pozwoliło na opłacenie serwera i domen, więc moja pasja stałaby się całkowicie bezkosztowa. Nie wiem, zobaczymy w praniu. Jednak chciałem od razu o tym powiedzieć, żeby ktoś nie miał kiedyś jakiś uwag 🙂

Co przy okazji tego wpisu?

Cały czas się uczę produktywności. Ostatnio wpadłem na wpis Jakuba Gutkowskiego, którego blog też od czasu do czasu czytam (gdybym chciał wszystko słuchać, czytać i oglądać w Internecie, co mnie interesuje, to by życia brakło, więc niestety jakoś muszę tym żonglować). Opisał między innymi w nim swoje krótkie, ale codzienne blogowanie. Testuję to teraz u siebie. Codzienne, ale krótkie. Ale codzienne. I jestem bardzo zaskoczony. Łatwiej mi się zabrać do przygotowania wpisu, piszę go prawie dwa razy szybciej i dużo, dużo więcej.

Podsumowanie

To wszystko pojawi się na pewno. A co więcej? Zobaczymy 🙂 Lubię rozwijać to miejsce i w końcu będzie więcej się tu działo. Już teraz zapraszam Cię do obserwowania i udostępniania dalej mojej strony 🙂 Im więcej nas tym weselej! Dzisiaj wpadły pomysły na kolejne wpisy, więc będzie się działo, oj będzie się działo! Tymczasem bywaj!

No to chyba tylko ja zostałem… DSP 2017

Czołem!

Niektórzy o Daj się poznać może już zapomnieli, a ja jeszcze nie podsumowałem konkursu Daj się poznać. Skandal, płacz i zgrzytanie zębów! Jak tak można! No czasem po prostu trzeba 🙂 Nie ma co odwlekać, zaczynamy!

Jak do tego wszystkiego doszło…

Związany z komputerami jestem z tego co pamiętam od 6. klasy szkoły podstawowej. Wtedy to pojawiły się w planie lekcji pierwsze zajęcia z informatyki i po zajęciach kółko informatyczne. Tworzenie pierwszych stronek internetowych, w pełni statycznych z wrzuconymi skryptami, jakieś zegarki, kalendarze prosto z internetów. To był rok bodajże 2008. Kiedyś takich repozytoriów oferujących kody do osadzenia było multum. Chyba te czasy już minęły 🙂 Oprócz pisania stronek było coś takiego jak Microsoft Windows Logo. Pisało się proste komendy i rysowało się obrazki na ekranie. Pierwsze zderzenie z programowaniem, taki dzisiejszy Scratch 🙂

Potem w gimnazjum też jakoś powoli wokół tego oscylowało, jednak bardziej zapaliła mnie elektronika. Dużo siedziałem i czytałem na ten temat, wiele nie rozumiałem, ale było fajnie! Początki zawsze są trudne. Zainteresowałem się też programowaniem mikrokontrolerów. Jak każdy chyba zaczyna, język C i kontrolery rodziny AVR.

No i w liceum. Poszedłem na profil z rozszerzoną matematyką, fizyką i informatyką. Wiele wtedy ruszyłem do przodu. Napisałem swojego CMSa w PHP (dzisiaj to bym ten kod zaorał, ale kiedyś jakoś trzeba było zacząć), dalej bawiłem się kontrolerami. W trakcie lekcji pisaliśmy programy w Pascalu. Z tego co się orientuje, teraz już tego nie praktykują, tylko ludzikowie uczą się w C++. Do tego jeszcze napisałem takim mały system do obsługi biblioteki w Delphi. Jeszcze z tym programem byłem w Kaliszu na konkursie też. No było trochę różnych ciekawych zajęć 🙂

Czas na studia. Na pierwszym roku programowanie strukturalne w C++, potem obiektowo. Zacząłem studiować informatykę. Tutaj już za dużo by pisać i się rozdrabniać, jak powyżej.

W międzyczasie gdzieś chodziło mi po głowie, żeby może zacząć coś pisać, robić. Fascynowało mnie, jak ludzie wrzucali swoje filmiki w Jutuby, gdzie tłumaczyli ludziom rzeczy związane z tworzeniem oprogramowania. Sam w końcu z nich czerpałem garściami! No i tak się schodziło, schodziło…

Aż w końcu trafiłem na vlog Maćka Aniserowicza. Chyba 3. odcinek. Mówię wow, ale fajnie by było wziąć w tym udział. A tam, raz kozie śmierć… I miałem w głowie wielkie plany, jak bombowo ruszyć z działalnością blogową, ale natłok zajęć (jak zawsze) sprawił, że w błyskawicznym tempie wykupiłem hosting, domenę, w dwie noce z tutorialami z internetów napisałem swój szablon do WordPressa. No i jedziemy z tematem!

Jak doszło, to sobie i poszło!

Ja nie dam rady, no ja?! No jak nie, jak tak! No i tak dziergałem sobie te wpisy. Sprawiało mi to mega przyjemność. Jedyne co mi się nie podobało już wtedy to było to, że nie miałem planu publikowania tych wpisów. Ani na jaki temat będą te wpisy, ani kiedy będą one opublikowane. Często to było tak, że siadałem, pisałem i od razu publikowałem. Wiem, że to było niefajne i się sam źle z tym czułem. Wiem też, że wpis musi chwilę odleżeć tak, aby potem do niego zajrzeć i świeżym okiem na niego spojrzeć. Umożliwia to wyłapanie błędów, czy dodanie czegoś świeżego.

No i dotrwałem do końca konkursu. I to był dla mnie największy sukces, nic więcej nie oczekiwałem i dokładnie taki cel sobie wyznaczyłem. Dotrwać i pokazać sobie, że mogę.

Po konkursie oddałem się studiom w całości – trzeba było wszystko pozaliczać itd. No i przed samą sesją gala Daj się poznać. Niezwykłe dla mnie przeżycie. Tyle ludzi, którzy wyszli ze swojej strefy komfortu. Każdy starał się dać coś od siebie. Jak pisałem w poprzednim wpisie – to jest nasz skrawek internetu i ja traktuje swój jak kolejny dom. Chcę, żeby był jak najpiękniejszy, jak najlepszy, by każdy mógł tutaj wstąpić i wypić ze mną herbatę oraz porozmawiać na nasze wspólne tematy 🙂 No i ilość prezentacji – powalająca. Siedemnaście prezentacji, w tym 15 prowadzonych przez uczestników konkursu. Szał! Zresztą co tu dużo mówić. Zastanawiałem się i planowałem napisanie kilku słów o każdej z prezentacji, nawet starałem się robić zdjęcia w tym czasie, jednak każdy może obejrzeć te wystąpienia na odpowiedniej playliście na kanale Devstyle.pl. Zapraszam do obejrzenia tych filmów!

No i po co to wszystko?

Hmm… może najlepiej to wypunktować?

  1. Zacząłem się bardziej rozwijać w kierunku informatyki. Coraz bardziej wyklarowuje mi się w głowie wizja przyszłości, to gdzie chce dotrzeć i jak tam dotrzeć.
  2. Zacząłem dostrzegać rzeczy, których wcześniej nie dostrzegałem. Zdarzyło mi się o tym powiedzieć w trakcie gali DSP i tutaj to powtórzę. Ten konkurs pozwolił mi na poznanie siebie na nowo, spojrzenie z nowej, nieznanej mi strony. (I dlatego polecam każdemu wzięcie w nim udziału, żeby spojrzeć na siebie z boku!)
  3. Poznałem nowe ciekawe źródła informacji na różne tematy, produktywności, finansów itp. Coś na co wcześniej nie zwracałem aż tak bardzo uwagi.
  4. Staram się cały czas wdrażać metody pozwalające mi na produktywną pracę. Nabranie nawyków zajmuje trochę czasu, ale z dnia na dzień jest coraz lepiej 🙂
  5. Projektu nie skończyłem, ale zacząłem. Jak pisałem wcześniej, zmieniły się plany i wszystko na bieżąco będę publikował tutaj na blogu 🙂
  6. Przestawiam swój work-life balance. Nie można cały czas dawać z siebie 200% normy 🙂 Ważne jest, żeby też mieć czas dla siebie 🙂
  7. Nie można być dobrym we wszystkim, jak się jest dobrym we wszystkim, to jest się dobrym w niczym 🙂

Chyba wszystko. Część z tego to oczywistości, ale trochę zajęło, zanim dotarły mi do łepetyny. Co ważne, nie wszystko da się zrobić od razu, jednak cały czas się staram, aby poprawić lub naprawić to, co jest nieprawidłowego w moich nawykach, zachowaniach itd. Pierwszym krokiem do sukcesu jest uświadomienie sobie, że coś może być robione lepiej 🙂

Może wyszło troszkę długo, ale mam nadzieję ciekawie. Jeżeli masz jakieś pytania, to śmiało zapraszam do dyskusji w komentarzach! Proszę kliknij łapkę w górę, udostępnij post. Bardzo dużo to dla mnie znaczy! A tymczasem życzę Ci miłego dnia i do zobaczenia w kolejnym wpisie!

Powrót po… miesiącach?

Cześć i czołem! 🙂

Uff, mega dawno mnie tu nie było. Witam ponownie u mnie na blogu 🙂 Stęskniłem się mega za tym miejscem i w końcu zebrałem się, żeby tutaj wrócić.

Zapytasz się mnie pewnie, gdzie byłem jak mnie nie było. Jak się skończyło Daj się poznać, to zaczęła się na dobre sesja, którą znów pochłonęła mnie, niczym dobra książka – nie dało się od niej oderwać. W sumie dalej trwa, mam dwa projekty do dokończenia.

W międzyczasie oczywiście była jeszcze gala DSP. Odnośnie całego DSP powstanie osobny post, już niebawem. Krótkie podsumowanie tego co udało mi się zrobić i co udało się zmienić. To będzie dość obszerny artykuł.

A co po sesji? Pracuje w pełnym wymiarze godzin przez całe wakacje. Początek wakacje (właściwie cały lipiec) starałem się odpocząć, odespać co swoje, poplanować, o czym za chwilę. W między czasie nadrabiałem trochę swoich zaległości, zamykałem część tematów. Potrzebowałem odpoczynku i sobie go dałem 🙂 No i co ja tak zaplanowałem i przemyślałem? Pewnie jak się domyślasz, dużo myślałem o tym miejscu w świecie.

Pisząc ten post przyszła mi do głowy taka analogia. Kupujesz swoje pierwsze małe mieszkanie i powoli je remontujesz i urządzasz. I tak jest z tym miejscem. To takie moje małe mieszkanie, które powoli urządzam, remontuje, niedługo będę wstawiał nowe meble…

Poniżej przedstawię Ci zarys moich planów związanych z dalszym rozwojem tego miejsca (w punktach będzie najbardziej czytelnie):

To chyba tyle. Te rzeczy miałem wypisane w notatkach w OneNote i przemyślałem jeszcze raz w ciągu tworzenia tego wpisu. Może trochę tajemniczo, ale nie mogę odkryć wszystkich kart na samym początku, bo co to by była za zabawa. Tak samo, jak idealne mieszkanie wypracowuje się latami, tak samo i to miejsce zanim będzie takie, jakie chce, to musi trochę wody w rzece upłynąć. Jeżeli masz jakieś sugestie, czy do tematów na blogu, czy chcesz się jakoś włączyć w moją pracę, to śmiało dawaj znać! 🙂 Lubię pracować z ludźmi, dlatego Twoje zaangażowanie będzie mnie cieszyło mocniej 🙂 Obiecuję, że dam z siebie wszystko, aby jak najlepiej wywiązać się z tego, co napisałem wyżej. To będzie taka umowa między nami #HackowanieSwojejMózgownicy 😉 Oczywiście jak zawsze nie będzie łatwo, bo już w lutym obrona projektu inżynierskiego, dlatego pewnie też to mi zajmie sporą część czasu.

Znów dość długi wpis. Mam nadzieję, że będziesz mi towarzyszył/towarzyszyła w tym co robię 🙂 Bardzo lubię przebywać w tym małym, ciasnym mieszkanku – ciasnym, ale własnym 🙂 To całe blogowanie, jest naprawdę ciekawą i rozwijającą czynnością i nie chciałbym jej stracić 🙂 Zatem do zobaczenia, mam nadzieję już niedługo albo umówmy się już od razu. W przyszły czwartek wieczorem widzimy się na moim, późnym bo późnym, ale będzie, podsumowaniu wydarzenia Daj się poznać 2017. To będzie bardzo ważny dla mnie wpis, więc przeżyj go razem ze mną 🙂 Zachęcam Cię, kliknij łapkę w górę, udostępnij post, ten wpis, obserwuj w mediach społecznościowych. Może kogoś jeszcze zainteresuje to, co robię, może ktoś będzie miał jakieś uwagi dla mnie 🙂 Poproszę 🙂

Do zobaczenia! 🙂

Informatyk/programista w przemyśle

Welcome! (łaciński)

Następny wpis z szeroko rozumianego IT. Ostatnio lepiej mi się nad takimi wpisami pracuje, głównie z uwagi na to, że mam mało czasu na rozwój projektu. Zbyt wiele strzałów z boku. Ale spokojnie, co się odwlecze to nie uciecze 🙂 Przygoda z konkursem powoli się kończy, ale przygoda z blogowaniem na pewno nie! 🙂 Będę zmuszony zrobić małą pauzę w pisaniu bloga i rozwijaniu projektu, ponieważ trzeba zaliczyć to i owo na uczelni, a jest tego całkiem sporo na dwóch kierunkach tak naprawdę 🙂 Nie przedłużając, dzisiaj chciałbym w kilku słowach opowiedzieć Ci o czymś, co jest związane bezpośrednio z moim drugim kierunkiem studiów (patrząc chronologicznie pierwszym) to jest z automatyką i robotyką oraz o tym, jakie informatyka zajmuje miejsce (a zajmuje coraz wyższe) w przemyśle.

Co to ta automatyka i robotyka?

Pozwolę sobie zacytować Wikipedię, by zdefiniować te dziedziny nauki.

Automatyka (ang. automatic control lub control engineering) – dziedzina techniki i nauki, która zajmuje się zagadnieniami sterowania różnorodnymi procesami, głównie technologicznymi i przemysłowymi (zwykle bez udziału lub z ograniczonym udziałem człowieka).

Automatyki nie należy utożsamiać z automatyzacją (ang. automation), czyli metodami i środkami służącymi do wyeliminowania lub ograniczenia udziału człowieka w różnych czynnościach. Do automatyzacji może się przyczynić nie tylko automatyka, ale i na przykład mechanizacja, robotyka lub odpowiednie wykorzystanie technologii informacyjnych.

Robotyka – interdyscyplinarna dziedzina wiedzy działająca na styku mechaniki, automatyki, elektroniki, sensoryki, cybernetyki oraz informatyki. Domeną robotyki są również rozważania nad sztuczną inteligencją – w niektórych środowiskach robotyka jest wręcz z nią utożsamiana.

Po raz pierwszy terminu robot użył czeski pisarz Karel Čapek w 1920 roku w swojej sztuce Rossum’s Universal Robots. Terminem tym określił sztuczną istotę zbudowaną na podobieństwo człowieka, stworzoną, by zastąpić człowieka w pracy. Nazwa wywodzi się od czeskiego robota czyli praca pańszczyźniana. W języku angielskim pojęcie to pojawiło się po raz pierwszy w krótkim opowiadaniu Isaaca Asimova Kłamca (Liar) w 1941 roku. Początek rozwoju robotyki jako dziedziny wiedzy przypada na rok 1961. Wtedy to w General Motors uruchomiono pierwszy manipulator pracujący na linii produkcyjnej.

Przemysł w rozumieniu dużych fabryk produkcyjnych, nie jest w stanie funkcjonować bez automatyków i robotyków. Technologowie projektują proces od strony wykonania danego produktu – co po kolei ze sobą mieszać, w jakich proporcjach, temperatury, czy po kolei obrabianie elementu, składanie elementów w całość. Automatyk dba o to, aby ten proces przebiegał zgodnie z założeniami ustalonymi przez projektantów i technologów. Robotyk zaś dostarcza roboty, manipulatory, odpowiednio je oprogramowuje tak, by zastąpiły człowieka przy wykonywaniu powtarzalnych czynności, dzięki czemu można je wykonywać szybciej, powtarzalniej, dokładniej, no i robot zdecydowanie rzadziej idzie na L4 🙂 Ale dlaczego o tym zdecydowałem się napisać post? Dlatego, że dzisiaj co raz więcej pracy obok automatyka i robotyka w dużych zakładach przemysłowych ma… informatyk 🙂 Najpierw krótki rys historyczny.

Rewolucje przemysłowe

Od czasów, kiedy biegaliśmy jako ludzie po drzewach za bananami minęło już troszkę. Przez ten czas rozwinęliśmy się w sposób niewyobrażalny. Szczególnie ostatnie 300 lat tak naprawdę było przewrotowych w życiu ludzi. Nie mówiąc już o ostatnich 30 latach. Jednak wyróżniamy, zwane rewolucjami, w których wynalazki danego czasu stały się kamieniami milowymi w obszarze rozwoju przemysłowego.

O pierwszej rewolucji przemysłowej mówimy od czasu wynalezienia i wprowadzenia maszyny parowej. To spowodowało rozwój kolei i transportu, wiele maszyn w przemyśle otrzymało napęd dzięki zespołowi parowemu. Można było produkować więcej i szybciej oraz szybciej dystrybuować towary. Zdecydowany kopniak w rozwoju.

Wydarzeniem początkującym drugą rewolucję przemysłową było utworzenie linii produkcyjnej w zakładzie przetwórstwa mięsnego w Cincinnati. Zmieniło się podejście do produkcji organizacja pracy, zasobów maszynowych i ludzkich. Powstało podejście do produkcji, które powszechnie jest stosowane do dzisiaj.

Trzecią rewolucję przemysłową zapoczątkował tak naprawdę dynamiczny rozwój elektroniki. Wynalezienie układów programowalnych oraz nowych sposobów sterowania np. silnikami elektrycznymi spowodował, że sterowanie maszyną było zdecydowanie prostsze i łatwiejsze oraz że mogło odbywać się automatycznie. I tutaj już wkracza nasza ukochana branża IT. Programiści stanęli na wysokości zadania i zaczęli dostarczać rozwiązania dla przemysłu, które pozwalały monitorować proces w czasie rzeczywistym oraz nim sterować. Powstało coś, co nazywamy SCADA – Supervisory Control And Data Acquisition. Scadą nazywamy oprogramowanie, które daje operatorowi własnie takie możliwości. I trwa to aż do teraz.

Co dalej?

Warto wspomnieć, że przemysł jest, szczególnie wbrew pozorom w dzisiejszych czasach, bardzo konserwatywny. Niechętnie korzysta się z naprawdę nowych technologii oraz tzw. „petard”. Z czego to wynika? Wbrew pozorom z czystej ekonomii. Wyobraź sobie, że jest sobie linia produkcyjna samochodów XYZ, bardzo lubiana i rozpoznawalna marka. Jak sądzisz, ile może kosztować linii produkcyjnej chociażby na minutę? Odpowiedź brzmi dziesiątki, a może i nawet setki tysięcy euro. Tak, dobrze widzisz. Dlaczego więc nie tak bardzo przemysł boi się stosowania nowinek technologicznych? No bo są one po prostu nieprzetestowane przez odpowiednią ilość ludzików. Jeżeli jakieś rozwiązanie jest stosowane od 30 lat to znaczy, że jest dobre i niezawodne, nowinka natomiast, jest jak sama nazwa mówi nowa i nieznana. Nie wiadomo jak może w pewnych sytuacjach zareagować, a jeżeli coś się „wykrzaczy” to jak duże straty może to przynieść.

Jednak to nie znaczy, że jesteśmy na etapie, w którym już nic się nie może zmienić. Wręcz przeciwnie. Wkraczamy w nowy etap w przemyśle, gdzie informatycy mają gigantyczne pole do popisu. O czym mowa?

Przemysł 4.0

W dzisiejszym przemyśle coraz częściej słyszymy hasło „Przemysł 4.0”. Jest to nazwa czwartej rewolucji przemysłowej, której kamieniem milowym są rzeczy takie jak Internet of things, chmura, sztuczna inteligencja i ich pochodne. Ale jak to się ma do składania owych samochodów z wcześniejszego przykładu? Dzięki wprowadzeniu powyższych technologii do procesów produkcyjnych jesteśmy w stanie dynamicznie i elastycznie gromadzić dane z procesu, analizować je przy pomocy sztucznej inteligencji i optymalizować te procesy tak, by przebiegały jeszcze szybciej, bardziej wydajnie. Czy zatem przemysł nie boi się wprowadzać takich zmian? Boi się, ale na szczęście coraz więcej osób dostrzega ogrom zalet płynących z modernizowania swojej infrastruktury. A do modernizowania tej infrastruktury potrzebni są informatycy, specjaliści od bezpieczeństwa, analizy danych, sztucznej inteligencji.

Podsumowanie

Przemysł 4.0 to przyszłość i co do tego nie ma żadnych wątpliwości. Potrzeba młodych, światłych ludzi, którzy dostarczą nowoczesne rozwiązania pozwalające na maksymalizację produkcji ze względu na różne kryteria, czy to finansowe, czy jakościowe. Kilka ciekawych materiałów znajdziecie pod tymi linkami:

Kolejny temat rzeka. Rzeka, która stworzy ogromną ilość miejsc pracy dla osób z branży IT. Mam nadzieję, że zainteresował Cię ten temat i poczytasz coś więcej o nim 🙂 Programista nie musi siedzieć gdzieś w korpo pod krawatem za biurkiem. Może robić inne, równie, a może nawet bardziej, ciekawe rzeczy 🙂 Jeżeli masz jakieś pytania, to oczywiście zachęcam do ich zadawania i komentowania. A jeżeli już przeczytałeś i Ci się podobało, to kliknij na Facebooku przysłowiową łapkę w górę albo podeślij link znajomym 🙂 Dziękuję i życzę Ci miłego dnia! 🙂

Informatyk/programista potrzebny przy budowie gokarta elektrycznego?

Vitajte! (słowacki)

Dzisiaj chcę Ci coś opowiedzieć, drogi Czytelniku. Opowiem Ci o zespole świetnych ludzi, którzy tworzą coś niezwykłego i o tym, co może robić informatyk lub stricte programista w ich szeregach. Ostrzegam, wpis jest troszkę długi, ale naprawdę warto go przeczytać 🙂

Jak zapewne czytałeś w sekcji O autorze, mam niebywałą przyjemność być członkiem Koła naukowego ADek, działającego przy Wydziale Elektrycznym Politechniki Warszawskiej.

O kole

Koło naukowe ADek od początku swojego istnienia zajmuje się budową gokartów elektrycznych, z którymi co roku jeździ na zawody Limoges French International and Educational Meeting of Electrical Gokart e-Kart i z których co roku przywozi różne nagrody. Poniżej zachęcam do zapoznania się z filmem z zawodów w 2016 roku.

Oraz kolejny film przedstawiający naszą działalność:

Członkowie koła projektują i implementują rozwiązania z dziedziny mechaniki i elektrotechniki, które w sumie tworzą całość zwaną gokartem elektrycznym.

Drugą sekcją w kole, która się wytworzyła całkiem nie dawno, jest sekcja budowy bezzałogowych statków powietrznych, czyli tzw. „dronów”. Pewnie widzisz, że ostatnio drony są po prostu wszędzie 🙂 Także i do nas dotarły. Tutaj ekipa przygotowuje się do zawodów dronów Droniada, które odbędą się w czerwcu w Krakowie. Zobacz, jak ciekawe zadanie zostało postawione przed uczestnikami zawodów 🙂

Staramy się, aby nasze rozwiązania były nowoczesne, innowacyjne, a co więcej, zaspokajały potrzeby dynamicznie rozwijającego się rynku – czy to pojazdów elektrycznych, od których nie uciekniemy, a wręcz przeciwnie, powinniśmy się coraz bardziej z nimi zaprzyjaźnić (kto nigdy nie jechał, to polecam! :D), czy lotniczych. Dzięki temu członkowie koła mają dostęp do narzędzi czy elementów dostarczanych od naszych sponsorzy mogą pozyskać wartościowych pracowników czy realizować swoje projekty z naszym udziałem. I wilk syty i owca cała 🙂 Bo, jak się pewnie domyślasz, niestety do takich przedsięwzięć są potrzebne całkiem spore pieniądze.

Koło liczy ok. 40 osób podzielonych na różne zespoły, np. mechaników, napędu, instalacji itp. Członkowie koła pochodzą z różnych kierunków i wydziałów. Są wśród nas automatycy, elektrotechnicy, mechanicy. Jednak w ostatnim czasie coraz silniejsza stała się potrzeba utworzenia nowego zespołu, do którego właśnie zmierzam w swoim wpisie 🙂

Czy to wystarczy popodpinać ze sobą kabelkami i skręcić śrubkami i jedzie?

Otóż oczywiście nie. Pewnie się zdziwisz, ale do 100% działania takiego pojazdu trzeba… naklepać całkiem sporą ilość kodu. Tak, kodu! Ze względu na rozwój koła, ilość zespołów, członków, ilość pracy do wykonania, zaczęliśmy tworzyć kolejny zespół, tzw. Dział IT. Szumnie i dumnie brzmi, ale nie wiem, czy zdajesz sobie sprawę, jak jest ten zespół osób ważny w naszej pracy. Pozwól, że przedstawię Ci strukturę tego działu i wyjaśnię po kolei co się z czym je.

Struktura działu IT w kole

Nasz dział składa się z trzech zespołów. Pierwszym z nich jest zespół oprogramowania niskopoziomowego. Jak napisałem wcześniej, projektujemy i implementujemy urządzenia od podstaw. Sercem urządzeń elektronicznych jest mikrokontroler, który w najprostszych wypadkach zbiera dane z czujników i przesyła je odpowiednią magistralą do innych urządzeń. Jednak mikrokontroler trzeba co zrobić? ZAPROGRAMOWAĆ. Urządzeń powstających od podstaw u nas w kole jest całkiem sporo, zatem i samego oprogramowania do napisania także jest całkiem dużo. Ponadto kod trzeba w jakiś sposób utrzymać i ewentualnie rozwinąć, jeżeli urządzenie tego wymaga i w ogóle umożliwia 🙂 Do dziś robiliśmy to tak, że jedna lub dwie osoby tworzyły jakieś urządzenie od podstaw, projektując elektronikę i pisząc potem na nią kod. Jednak podział obowiązków ściśle na dwie, tzn. elektronik zajmuje się tym, co wychodzi od nóżki mikrokontrolera dalej, a programista tylko tworzy kod realizujący założenia sprawi, że urządzenia będą powstawały szybciej, bo projektowanie kodu i elektroniki będzie można zrównoleglić i będą jeszcze lepiej dopracowane (jeżeli ktoś nigdy nie projektował elektroniki, to podpowiem, że jest to niesamowicie trudne i trzeba brać pod uwagę wiele czynników). Tutaj głównie wykorzystywać będziemy język C, w tym języku bardzo wygodnie się to robi 🙂 Można to robić jeszcze w Assemblerze, ale na razie sobie to podarujemy 🙂

Drugim zespołem potrzebnym w kole jest zespół oprogramowania wysokopoziomowego. O matko, chcesz mi powiedzieć, że tam można jeszcze coś pisać w jakimś Pythonie, Javie czy .Necie? Można. Pewnie, że można. A nawet trzeba. Dodam, że część projektowanych urządzeń może skomunikować się z komputerem, są też takie, których sercem jest minikomputer RaspberryPi, o którym już pisałem tutaj 🙂 Stawiamy na nim Linuxa i wtedy mamy możliwość uruchomienia aplikacji napisanych w językach wysokopoziomowych. Jeżeli chodzi o urządzenia, które mogą skomunikować się z komputerem. Napisanie odpowiednich aplikacji w języku wysokiego poziomu może np. pozwolić zebrać dane pomiarowe, zmienić ustawienia konfiguracyjne urządzenia bez zmian i rekompilowania programu procesora etc. Możliwości jest nieskończona ilość, a pomysłów w głowie jeszcze więcej 🙂 Ale oczywiście co? Potrzeba to ZAKODZIĆ. Do tej pory też to działało tak jak wyżej. Osoba projektująca dane urządzenie sama coś tam takiego klepała. Zatem trzeba to zmienić.

No i trzeci, ostatni już zespół w tym dziale – zespół administracji i utrzymania usług sieciowych. Tak duża organizacja jak nasze koło siłą rzeczy musi być w jakiś sposób zarządzana, musi być ułatwiona komunikacja, wymiana plików czy ich wersjonowanie, przy czym nie możemy też korzystać z publicznych usług typu GitHub z oczywistych względów 🙂 Dlatego też powstała potrzeba, aby mocno popracować w tym temacie. Z czasem zostały takie usługi stworzone, jednak niestety, po otrzymaniu przez naszą organizację publicznego IP doszło do włamania na nasz serwer i zainstalowanie rootkita, co wiąże się z koniecznością postawienia wszystkiego od początku. Dostrzegamy oczywiście dobre strony tego przedsięwzięcia. Teraz po 4 latach działania koła dokładnie wiemy, czego potrzebujemy i co się nam jeszcze przyda. Zatem zebrała się w naszym kole ekipa, która teraz dzielnie walczy z tematem konfiguracji wszystkich usług tak, by żyło się lepiej i bezpiecznie 🙂 Pewnie możesz się zapytać a czego to oni takiego potrzebują? No to proszę 🙂 Na co dzień korzystamy z Redmine, który pozwala zarządzać projektami i zadaniami w nich do wykonania. Do wersjonowania plików i równoległej współpracy nad nimi do tej pory wykorzystywaliśmy SVN. Naszymi kontami w tych usługach zarządza Ldap (EDIT: usługa to tak naprawdę OpenLDAP, LDAP sam w sobie jest protokołem dostępu do katalogów). Do przechowywania większych plików i wymiany nimi – FTP. A do tego jeszcze zadbanie o odpowiednie zabezpieczenia, integracja usług ze sobą i wiele wiele innych 🙂 Roboty oczywiście nie do przerobienia.

Podsumowanie

Chciałem Ci w tym wpisie przedstawić kilka rzeczy: koło naukowe, które jest zespołem naprawdę świetnych ludzi wkładających całe serce w to, co robią, jakie potrzeby wynikają z istnienia tak dużej organizacji, pokazać, że programista nie musi kodzić tylko rzeczy związanych bezpośrednio z biznesem, ale może się spełniać również przy innych zadaniach, to jak taki dział się tworzy oraz że programowanie jest wszędzie, nawet tam, gdzie go może nie widać 🙂 Dla mnie to wielki zaszczyt tworzyć z tymi ludźmi to wszystko, o czym dzisiaj napisałem.

Gorąco zachęcam Cię, do śledzenia naszego Fanpage na Facebooku. Jeżeli masz pytania o samą organizację, czy związane z pojazdami elektrycznymi, może chcesz w jakiś sposób do nas dołączyć, czy nam pomóc, nawiązać współpracę, cokolwiek, pisz w komentarzu lub skontaktuj się przez formularz kontaktowy w zakładce Kontakt.

A tymczasem powoli się z Tobą żegnam, drogi czytelniku. Trzymaj kciuki, bo w niedzielę (28.05) nasza reprezentacja znów wyjeżdża do Francji na zawody, które są już we wtorek. Życzę Ci dobrego dnia! 🙂

Malinowy król, czyli komputer na każdą kieszeń?

Bi xêr hatî! (kurdyjski)

We wpisie z cyklu szeroko pojętego IT (swoją drogą bardzo ciekawe i śmieszne określenie) porozmawiamy sobie o… malinach. Są różne odmiany malin: polana, polka, poranna, jaką więc wybrać?

Oczywiście suchy żart musiał wjechać, kiedy na tapecie mamy tzw. Raspberry Pi. Co to takiego jest?

Rys historyczny

Wyobraź sobie, drogi Czytelniku, taką sytuację. Złożyłeś nowy, idealny komputer o niewyobrażalnych parametrach lub po prostu kupiłeś taką maszynę. I przychodzi Twój młodszy brat, siostra, syn, córka i mówi, że chce zobaczyć co jest w środku i jak to działa. Albo, zdecydowanie ciekawsza wersja, jeżeli to i to się zmieni, wymieni, przestawi, to będzie lepiej. A Ty co na to? Nie. Zepsujesz. Spadaj na drzewo. Bo stracisz furę kasy, jak się z Twojego najnowszego, najlepszego sprzętu się zakopci, a wyłożyłeś na to oszczędności swojego życia. Po prostu nie. Czyli, może nie świadomie, blokujesz rozwój drugiej osoby. Co więcej, ta sytuacja może się rozegrać tylko z jedną osobą! Sam się zablokujesz, bo nie będziesz chciał stracić sprzętu. Taki wstęp, żebyś poczuł o co chodzi.

Mamy początek 21. wieku. W Cambridge w college’u św. Jana Eben Upton, dyrektor studiów nad oprogramowaniem, oraz dr Robert Mullins zastanawiają się, dlaczego u studentów jest coraz słabsi w dziedzinie programowania. Wysnuli wniosek, że jednym z głównych powodów takiego zjawiska jest ograniczenie dostępu do komputerów, do ich „bebechów”. Nie mają możliwości, by czegoś dotknąć własnymi rękami, by eksperymentować i kreować nowe pomysły. Czy ta historyjka z początku tego nie prezentuje? Dwa dzisiaj interfejsy naszych telefonów, które tak naprawdę są komputerami, a także właśnie naszych laptopów, stacjonarek itd. są tak naszpikowane okienkami, guziczkami, że nasze myślenie i kombinowanie zostaje wyłączone. Jesteśmy prowadzeni za rączkę. Tylko czasem prowadzenie za rączkę kończy się tak:

Samochód w wodzie

Źródło: http://www.sadistic.pl/patrolem-przez-staw-vt241647.htm

Znamy te historie, gdzie ludzie jadą z GPSem tak ślepo, że kończą w stawie. Tak jest i w tym przypadku. Prostota użytkowania nas ogłupia. Trzeba było zatem stworzyć coś, co pozwoli na naukę, eksperymentowanie i eksplorowania świata programowania, elektroniki, informatyki. I tak o to wyżej wymienieni Panowie stworzyli coś, co nazwali Raspberry Pi.

Co to jest to Raspberry Pi?

Jest to minikomputer. Mini tylko z rozmiaru, jednak ma możliwości takie jak inne pełnowymiarowe komputery. Można do niego podłączyć słuchawki, monitor, ma 4 porty USB, wejście Ethernet. A do tego jest wielkości paczki papierosów, karty kredytowej, czy kostki masła. Do tego jest kilkadziesiąt pinów, do których możemy podłączyć diody LED czy inne sterowniki. A potem spakować wszystko w niezbyt dużą torbę i bawić się dalej w innym miejscu. Cena takiej platformy to ok. 25 do 40 dolarów w zależności od wersji, bo są różne. Jeżeli chodzi o dysk, jest to zwykła karta pamięci. Jeżeli chodzi o systemy, to dokładniejsze informacje znajdziemy na blogu Raspberry. Są to różne dystrybucje Linuxa przystosowane do urządzeń składających się na ten komputer. Możemy mieć kilka kart pamięci i zmiana systemu będzie polegała na wymianie karty. Super sprawa, co nie :D? Najwięcej informacji oczywiście znajdziecie na wspomnianym blogu.

Jak zacząć?

No przede wszystkim trzeba wydać tę parę złotych na samą płytkę, nie ma rady. Do tego jakaś klawiatura, myszka, monitor, karta pamięci. To co praktycznie każdy ma. Potem zasysamy system, wrzucamy na kartę i rozpoczynamy instalację. Potem to już tylko kwestia wyobraźni 🙂

Co można na tym zrobić?

Ja bym się inaczej zapytał. Czego na tym nie da się zrobić. Przykłady? Proszę bardzo. Raspbery Pi może służyć jako serwer druku, centrum domowej rozrywki, z urządzeniami peryferyjnymi jako stacja pogodowa. Można łączyć kilka płytek w klaster. Przy wykorzystaniu Raspberry można także zacząć  zabawę z projektowaniem pojazdów autonomicznych, analizą obrazów itd. Oczywiście RPi służy tu tylko jako rejestrator 🙂 Polecam obejrzeć poniższy filmik:

Jedynym ograniczeniem, jak zawsze, jest tylko nasza wyobraźnia.

Projektów w internecie są tysiące:

i wiele wiele innych.

Z materiałów, z których korzystałem i które mogę polecić są jeszcze:

Podsumowanie

Jeżeli wcześniej nie słyszałeś o tym wspaniałym tworze, to mam nadzieję, że zaraziłem Cię swoją fascynacją tym małym urządzeniem. Wpis miał stanowić taką zajawkę i zbiór ciekawych linków tak, aby móc szybko przejrzeć, jak to się je. Poświęć te parę złotych na to i zacznij się bawić bez obaw, że coś zepsujesz. Kopię zapasową zrobisz kopiując kartę pamięci 🙂 Następnym razem pokażę własne podboje związane z tym urządzeniem. Tymczasem życzę Ci miłego wieczoru czy dnia i do zobaczenia spowrotem u mnie na blogu! 🙂

1 2