Posty z kategorii: Książki

Boli mnie nauka, bo głowa – Włam się do mózgu

Cześć!

Święta i po świętach. Witam Cie 1. Stycznia nowego 2018 roku. Ten rok zaczniemy od… książki. Podręcznika lifehackingowego można by w dzisiejszych czasach powiedzieć, jednak czy rzeczywiście to, co autor w niej opisał, jest lifehackingiem? Według mnie nie, bardziej pokazaniem, że nauka tak naprawdę nie jest taka straszna 🙂

Wstęp

O autorze

Na początku warto w kilku słowach przedstawić osobę autora. Książkę napisał Radosław Kotarski, twórca kanału Polimaty oraz reżyser i prowadzący program „Podróże z historią”. Myślę, ze Radka można określić popularyzatorem nauki. O autorze możecie też poczytać w Wikipedii.

Czemu akurat ta pozycja?

W sumie we wcześniejszych wpisach o książkach nie mówiłem, dlaczego akurat zdecydowałem się ma te pozycje. Te książkę polecił mi kolega ze studiów, czytał ją na jednym z wykładów. Na chwile o niej zapomniałem i tak jakoś sobie niedawno o niej przypomniałem.

Zresztą pewnie widzisz, ze na ostatnimi czasy na blogu jest sporo wpisów związanych właśnie z usprawnieniem różnych procesów. Po pierwsze dlatego, że lubię takie tematy, a po drugie dlatego, że chciałbym jak najwięcej ich w swoim życiu wprowadzić. A o trzecim powodzie za chwilę usłyszysz.

Nauka mnie boli

Wrócę myślami do czasów liceum. Chodziłem do klasy o profilu matematyczno-fizyczno-informatycznym. W gimnazjum zakolegowałem się bardziej z fizyką, byłem nawet finalistą Wojewódzkiej Olimpiady Fizycznej organizowanej przez kuratorium. Brakło mi chyba punktu do bycia laureatem. No nieważne. Poszedłem do klasy o tym profilu, bo już wtedy wiedziałem, że chcę być inżynierem (dalej chcę być i na razie na moich chęciach się kończy haha :D), że chcę się rozwijać w kierunkach związanych z techniką, że przedmioty humanistyczne, gdzie trzeba kuć wiele rzeczy na pamięć i co najgorsze pamiętać je potem wszystkie, są nie dla mnie. Chociaż tak z perspektywy czasu patrząc, fizyka też z jednej strony jest nauką, gdzie trzeba naprawdę wiedzieć i pamiętać wiele, no ale jakoś było mi do niej blisko. Zawsze mi też do niej było bliżej niż do matematyki, ponieważ matematyka wydawała mi się (w sumie dzisiaj w wielu kwestiach też mi się taka wydaje), mało namacalna, a fizyka opisuje to co jest wokół nas. Zawsze też bardzo mnie to ekscytowało, kiedy mogłem wyjaśniać komuś zjawiska dzięki zgromadzonej wiedzy fizycznej.

Hej za rok maturaaaa…

Na maturze miałem zdawać rozszerzoną matematykę, fizykę i angielski, to było potrzebne, żeby się dostać na moją wymarzoną informatykę na większości uczelni. Początkowo chciałem też zdawać podstawą chemię, tak dla siebie. Była bliska mojemu serduszku, już od podstawówki, kiedy wiadomo nie ma jeszcze takich przedmiotów. Znalazłem starą książkę mamy z opisanymi w przystępny sposób doświadczeniami chemicznymi i wiele razy sobie ją czytałem. Książka Między zabawą a chemią autorstwa Živko K. Kostića (możesz zobaczyć ją w serwisie Lubimy czytać – polecam z całego serduszka). Mały gnojek wtedy byłem, a pamiętam że całkiem sporo jej rozumiałem! Po prostu marzyłem, żeby sobie zbudować takie małe laboratorium.

Okładka książki Między zabawą a chemią

Zdjęcie środka książki Między zabawą a chemia

Zeszycik

Chyba jeszcze w drugiej klasie, a może już w trzeciej, zacząłem przygotowywać taki zeszyt, w którym miałem zgromadzoną całą wiedzę teoretyczną z fizyki z liceum. Sama teoria, żadnych zadań. Chciałem Wam pokazać ten zeszyt, ale nie mogę go znaleźć, może gdzieś w piwnicy jest. Każdy dział ładnie opisany, nagłówki definicji innym kolorkiem, podkreślone, wzory z wyjaśnieniami oznaczeń. Kondensat z notatek z lekcji, podręczników oraz jakiegoś repetytorium. Nie pamiętam, żebym do czegokolwiek się tak przygotowywał jak do matury z fizyki. Nawet teraz jak piszę ten wpis, to czuję po prostu dumę. #TakiBardzoSkromnyPiotruś

No i oczywiście oprócz teorii trzaskanie zadanek z różnych zbiorków. Wiedza z fizyki wchodziła po prostu jak dobre cukierki do paszczy. Ten zeszyt był takim podręcznikiem szytym na miarę, przy czym ustrukturyzowanym w sposób mnie odpowiadający.

Ale na fizyce się świat nie kończy…

No oczywiście oprócz przyjemności była cała masa przedmiotów, które trzeba było jakoś zaliczyć. Biologia, historia, wiedza o społeczeństwie… Treści być może były interesujące, jednak coś w stylu programu na Discovery niż czegoś co trzeba przyswoić i zaliczyć. Nie wiem jakim cudem byłem w stanie wykuć się całych stronic po prostu na pamięć. Ale co ja z tego dzisiaj pamiętam? Praktycznie nic.

Studia

Studia też wszyscy wiedzą jakie są. Jeszcze do tego studiuje dwa kierunki. Dwa czynniki: mało czasu i treści też często nie porywają. Tutaj już w ogóle od dłuższego czasu mam wrażenie, że po prostu głupieję, że nie jestem w stanie już przyswajać treści jak kiedyś, a przedmioty trzeba zaliczać, no i wypadałoby wynieść tę inżynierską wiedzę poza progi uczelni. W ostatnim roku wiele razy zadawałem i będę zadawał sobie pytanie: co jest nie tak? Gdzie popełniam błąd, co robię źle? Do tego zmęczenie, natłok pracy, poirytowanie… I to poczucie, że mimo że się starasz, to za nic nie chce to zostać w głowie. Każde siądnięcie do nauki, oczywiście dzień przed, bo jak inaczej, przecież nie ma czasu wcześniej, kończyło się turbo irytacją i słabym wynikiem kolokwium.

Książka Radosława

W związku z tym, że po prostu już czara goryczy się przelała i że kolega pokazał mi wcześniej tę książkę, zacząłem się nią interesować. Wszedłem na kanał Polimaty, zapoznałem się z treściami, które przygotowuje autor, przejrzałem stronę książki, gdzie można ją kupić, zacząłem czytać recenzje książki i… no i bardzo pozytywnie się zaskoczyłem, ale też w sumie trochę pośmiałem. Komentarze czytelników są pozytywne w większości, a część z nich po prostu mnie rozbawiła – ile w ludziach goryczy i nierzetelnego podejścia do tematu (hasła typu wydaje mi się, czy po prostu jak można wierzyć w to, że autor nauczył się w pół roku szwedzkiego, a certyfikat na pewno ma z guglów…, a szkoda gadać po prostu; trochę to mi przypomina film na kanale SciFun, gdzie prowadzący komentuje film o płaskoziemcach – tak jest, bo tak mówią na jutubaaaachhhhh).

Koniec końców zdecydowałem się na zakup tej książki, skoro polecał mi ją kolega, ma tyle pozytywnych opinii, a nawet jeśli mi się nie spodoba, to przynajmniej jakieś dziecko dostanie obiad z Pajacyka 🙂 Zamówiłem, przyszła i  zacząłem powoli czytać.

O samej publikacji

Książka ma 302 strony, jest bogato zdobiona, wydana w twardej oprawie. Można wyróżnić w niej dwie części:

  1. Po co się uczyć, po co wiedzieć jak się uczyć, opis ewolucji szkolnictwa, kiedy jest odpowiedni czas na naukę (ta część została rozbita na dwie stanowiąc przez to klamrę kompozycyjną, która podpala człowieka do działania),
  2. 13 metod skutecznej nauki.

Okładka książki

Ważne (według mnie) cechy publikacji

Co mnie w niej urzekło? Przede wszystkim rzetelność. Na każdym kroku autor podaje przykłady z badań i publikacji psychologów, co wskazuje na gruntowne przygotowanie autora w danym temacie. Zresztą co tu dużo mówić – do tej 300 stronnicowej książki bibliografia liczy 17 stron. Na tej podstawie możemy wnioskować, że twórca nie robi nas w bambuko 🙂 Ponadto w treści książki podczas omawiania każdej z metod także znajdziemy przykłady badań psychologów dowodzących skuteczności tychże metod.

Drugim ważnym aspektem jest to, że Radek spróbował każdej z tych metod na sobie. Z omawianymi w książce metodami uczył się języka szwedzkiego oraz przygotowywał się do egzaminu na piwnego sędziego.

Każdy z rozdziałów dotyczących metod nauki jest podsumowany w postaci punktów na końcu danego rozdziału – dzięki temu nie trzeba znów wertować całego fragmentu, tylko kluczowe aspekty są zebrane w jednym miejscu.

Książkę samą w sobie dobrze się czyta, język jest przyjazny czytelnikowi. Każdy szary Kowalski ją zrozumie, bo i każdy szary Kowalski powinien każdego dnia się rozwijać 🙂 Tylko warto dodać – sama książki nie zrobi z nas omnibusów, trzeba zacząć te metody stosować. Jedyne co, to pozwalają one na pracę w sposób ciekawszy i przede wszystkim bardziej efektywny, co pozwoli uniknąć takiego stanu, który opisałem wcześniej – zmęczenie, znużenie, niechęć do pracy.

Podsumujmy

Przepraszam Cię za ten przydługi wstęp do recenzji książki. Wydaje mi się jednak, że ma on swoje miejsce i pozwolił określić motywacje dlaczego akurat zdecydowałem się ją przeczytać i co wiedza zawarta w tej książce może człowiekowi dać na tym łez padole.

Mogę całym moim pingwinim serduszkiem polecić każdemu tę książkę, każdemu, kto chce zmienić swoje podejście do nauki. Ciekawe jest też to, że niejako podświadomie część z tych metod właśnie zastosowałem przy nauce do matury z fizyki. „Włam się do mózgu” pozwoliło mi na uporządkowanie mojej wiedzy i przede wszystkim świadome ich stosowanie 🙂

Gdzie można znaleźć książkę i autora?

Przede wszystkim książkę można znaleźć na stronie wydawnictwa (choć niech Cię to nie zmyli, bo sama książka została wydana w jakże popularnym ostatnio modelu self-publishingowym), a opinie oczywiście można przeczytać na Lubimy czytać.

Radka Kotarskiego, autora książki możecie znaleźć:

Same wspomniane wcześniej Polimaty możesz znaleźć:

Jeszcze raz polecam cieplutko książkę, jeżeli masz takie problemy jak ja. A tymczasem to muszę gdzieś upolować (jakkolwiek by to nie brzmiało) autora i poprosić o podpis 😀 Miłego dnia!

P. S. Jak coś to oczywiście ja nie wziąłem żadnych hajsów za recenzję i nie ma tu żadnej afiliacji. Po prostu, uważam, że to dobra publikacja 🙂

P. P. S. Drogi Autorze, jeżeli to czytasz, to pozwoliłem sobie zamieścić grafikę okładki książki, mam nadzieję, że nie masz za złe! 🙂

Junior developer – JavaDevMatt – moje 3 grosze

Cześć i czołem!

Witam Cię serdecznie. Temat, o którym przyznaję – zapomniałem. Przeczytałem na początku września książkę Mateusza Kupilasa, znanego w sieci jako JavaDevMatt (Mateusz bardzo fajnie, działa w internetach wszelakich – wszelkie linki znajdziecie na końcu wpisu), pt. „Junior Developer”. Nie wiem, czemu mi to uciekło. Nawet w moim OneNote mam całkiem pokaźną notatkę – szkic wpisu, na którym teraz się oprę. Takie wpisy są najtrudniejsze chyba dla mnie. Chciałbym opowiedzieć o książce, ale też nie zdradzać tajemnicy, co dokładnie ona kryje.

Okładka książki Junior Developer

O książce

Format

Sama książka ma 171 stron (mam wersję 2. w PDFie). Strony są formatu A5, czcionka dość spora, interlinia itd. Ja przeczytałem ją w jeden wieczór, sam autor mówi, że da się ją przeczytać w 3 – 4 godziny. Na blogu Mateusza znajdziesz więcej informacji o książce, gdzie ją można kupić, opinie itd.

Język

Książka jest napisana lekkim i przystępnym językiem. Pozwolę sobie zacytować fragment wiadomości, którą napisałem do JavaDevMatta po przeczytaniu książki:

… fajny język, który sprawia wrażenie, że nie czyta się książkę, a rozmawia z Tobą w pubie przy dobrym, zimnym piwie. Sztos.

Czułem się właśnie jakbym siedział z kumplem i rozmawiał o jakimś nowym projekcie, wymieniał się pomysłami. Przy czym także autor nie boi się użyć mocniejszego słownictwa w celu wzmocnienia odpowiednich kwestii omawianych przez autora.

Prokrastynacja to suka.

Pokaż kotku, co masz w środku

Książka składa się z 15 rozdziałów. Osobiście podzieliłbym te rozdziały na takie grupy:

Dokładniejsze informacje znajdziecie oczywiście w spisie treści książki.

Moje wrażenia

Książka jest kompendium wiedzy o tym, jak zacząć przygotowywania do pracy w branży programistycznej. Ta wiedza jest dostępna w internecie na milionach vlogów, blogów i innych stron. Wszystko jest. Tylko po co przerzucać tony stron internetowych, kiedy można wziąć takiego skromnego ebooka i wszystko mieć podane na tacy? Super. Bierzesz książkę, otwierasz – aha, muszę sobie ogarnąć to, to i to. Siadasz, wypisujesz sobie, szacujesz ile Ci to może zająć, wpisujesz do kalendarza i zaczynasz!

Jedna z opinii na stronie książki mówi tak (pozwolę sobie zacytować):

Prawie każda strona to duży zastrzyk konkretnych informacji, które na pewno przydadzą się każdemu bez względu na to czy dopiero zastanawia się nad karierą programisty, szuka pracy czy jest już „juniorem”.

Dokładnie miałem tak samo. Mimo, że jakieś doświadczenia już mam, rozwijam się już kawał czasu, to dobrze byłoby to sobie usystematyzować. Teraz kiedy kończę studia 1. stopnia, poświęcić chwilę czasu na to, co już umiem, co warto by było rozwinąć, dopracować. Chyba nawet poleci takie zadanie do Nozbe.

Czy junior developer to już?

Spójrzmy na rozdział 13. Ostatnio o tym też opowiadał Maciek Aniserowicz na vlogu. Kiedy można zacząć rozsyłać CV? Maciek mówił, że wtedy, kiedy się taka myśl pojawi w głowie. Mateusz zestawił kilka pytań, które mogą pomóc właśnie w tej decyzji – czy już czas, by pracować na stanowisku junior developer? Pozwolę sobie zacytować niektóre:

Czy jesteś w stanie zrozumieć anglojęzyczną dokumentację dowolnej biblioteki?

O tym często u siebie wspominam. Podstawową umiejętnością, nie tylko programisty, ale tak naprawdę każdego ludzia na tym padole, jest umiejętność korzystania z dokumentacji. W pracy programisty jest to szczególnie ważne.

Czy napisałeś jakiś projekt do końca, tak by można było krótko omówić, przedstawić problemy, które się pojawiły itd.?

To co mówią wszyscy w branży – daj się poznać przez swój kod na repo. Sam mam na Githubie trochę bałagan, muszę to uporządkować i wrzucić coś świeżego, fajnego 🙂

I takich pytań w sumie naliczyłem 14. Według mnie to jedna z najważniejszych sekcji w tej książce.

Dodatek – Efektywna praca i przydatne narzędzia

Z racji tego, że kupowałem książkę w ramach akcji na PolakPotrafi, to w droższym pakiecie był udostępniony dodatkowy PDF – o narzędziach i lifehackach, które ułatwiają rozwój swój i swoich projektów. Taki wstęp do produktywności. Plik z 50 stronami w formacie analogicznym co książka. Autor przedstawia sposoby narzędzia używane przez niego samego na co dzień oraz sposoby walki z rozkojarzeniem i dbanie o swoje środowisko pracy. Oczywiście to tylko propozycja – sam korzystam z innych narzędzi i po prostu sobie wyrobiłem pewne nawyki. Jednak, jeżeli zaczynasz, to warto zacząć od czegokolwiek. Po prostu zacząć robić 🙂

Podsumowanie

Książka „Junior developer” jest zbiorem większości informacji i odpowiedzi na codziennie zadawane pytanie – „Jak zostać programistą?”. Mateusz Kupilas, jak wielu innych blogerów, vlogerów, programistów i resztę świata, w swojej działalności w internecie starał się dawać praktyczne i rzetelne wskazówki osobom na początku swojej drogi. Jeżeli jesteś taką osobą lub nawet nie jesteś już początkującym w pełnym tego słowa znaczeniu, to warto zapoznać się z tą publikacją. Gorąco zachęcam ze swojej strony. Sam teraz muszę zapolować na papierową wersję książki (bo lubię papier) i jeszcze raz ją gruntownie przewertować. A może i uda się przy jakiejś okazji złapać podpis autora 🙂

Gdzie znajdziesz JavaDevMatta?

Autora i jego radosną twórczość możesz znaleźć:

Dzięki Mateusz za kawał dobrej roboty i do zobaczenia! 🙂 No a reszcie życzę miłego czytania (może to dobry czas, żeby komuś sprezentować taką książkę/ki?) 😀

Jak zdobyć przyjaciół i zjednać sobie ludzi

Cześć!

Przyszła pora na przeczytaną przeze mnie kolejną pozycję, nie związaną z techniką a z umiejętnościami miękkimi. Mowa o książce Dale’a Carnegiego Jak zdobyć przyjaciół i zjednać sobie ludzi.

Krótko o autorze

Kim jest Dale Carnegie? Na początku bym chłopcem ze wsi zarabiającym na na zbieraniu truskawek. Przez swój upór i dążenie do celu stał się nauczycielem dyrektorów największych firm, a uczył trudnej sztuki współpracy z człowiekiem. W kilku słowach możecie o nim przeczytać na angielskiej Wikipedii. Warto dodać, że autor był przede wszystkim praktykiem (co wszystkie tygrysy inżyniery lubią najbardziej, a nie jakieś bujanie w teoretycznych obłokach…). Pierwszy raz usłyszałem o nim we wcześniej już wspomnianym filmie Mirosława Zelenta z kanału Pasja informatyki.

Po obejrzeniu powyższego filmu (swoją drogą polecam gruntowne zapoznanie się z nim) oczywiście postanowiłem książkę zakupić. I tak zacząłem ją czytać i poleciała na półkę. Niestety. Ale! Odkurzyłem i przeczytałem.

Pokaż kotku, co masz w środku

Książka składa się z 4 części:

  1. Podstawy kontaktów międzyludzikowych
  2. W jaki sposób sprawić, aby ludzie Cię lubili
  3. Jak przekonywać ludzi do swojego sposobu myślenia
  4. Jak pozytywnie wpływać na ludzi

Ważne! Książka ta nie jest poradnikiem, jak w pięciu krokach stać się dyktatorem. I gdyby taka była, to bym o niej nie pisał, tylko zaorał 100 m od domu 2 m pod ziemią. W kolejnych rozdziałach autor opisuje zasady, jakie powinny stać się naszymi nawykami przy codziennej pracy z ludźmi. Najważniejsze, każda z nich poparta jest przykładem i to z życia znanych osób, np. Abrahama Lincolna. Część z tych osób nie jest znana nam ze względu na różne kraje oraz wiek samej książki. Każda z sytuacji jest opisana, więc łatwo sobie wyobrazić cały kontekst.

W mojej głowie

Sam Carnegie podkreśla – tej pozycji nie można przeczytać i odstawić na półkę. Mimo, że jakby się dobrze zastanowić, większość z opisanych zasad jest oczywista, to sam się pewnie nie raz złapałeś na tym, że oczywista oczywistość nie jest wcale taka oczywista i człowiek i tak robi inaczej. Dlatego książka powinna stać się nieodłącznym elementem codziennej pracy nad sobą, aby zasady w niej zawarte stały się nawykami. Stosowanie zawartych w niej zasad ułatwi Ci codzienne egzystowanie w galopującym świecie. Sam się o tym przekonałem, kiedy sprawę mogącą się ciągnąć kilka dni załatwiłem… w mniej niż 120 sekund. Nie wszystkie cele jesteśmy w stanie osiągnąć sami. Część z nich zależna jest od innych osób, więc trzeba wiedzieć, jak odpowiednio postępować.

Nie warto się zrażać wiekiem książki. Zawarte w niej treści będą zawsze aktualne. Uważam, że jest to podstawowa pozycja dla każdego człowieka. Bez względu na to, czy jest się dyrektorem megakorporacji czy pracuje się w warzywniaku. Gdyby każdy podchodził do siebie zgodnie z tym, co jest zawarte w tej książce, to na świecie nie było by krzyków, wojen, kłótni. Niestety, takiej idylli nigdy nie będzie, dlatego zróbmy tak, żeby chociaż w naszym najbliższym otoczeniu żyło się lepiej 🙂

„Pan raczy żartować, panie Feynman”

Cześć!

Wpadłem na pomysł, by komentować krótko książki, które przeczytałem i które pojawiają się w spisie książek umieszczonym tutaj. Od razu zastrzegam, że te wpisy raczej nie będą długie, bardziej zbiór haseł, myśli związanych z daną pozycją. Zaczynamy tę mam nadzieję ciekawą serie wpisów od biografii Richarda Feynmana.

A kto to jest ten Feynman?

Jeżeli nie słyszałeś tego nazwiska, to proszę poczytaj więcej o tej barwnej postaci. W skrócie fizyk teoretyk, noblista, amerykanin. Podstawowe informacje możesz znaleźć oczywiście w Wikipedii – w końcu ten człowiek jest jednym z najbardziej znanych naukowców na świecie, więc dziwnym by było, gdyby nie dało się znaleźć tam żadnych informacji o nim. Oczywiście kiedy już zapoznasz się z samą postacią, koniecznym jest zapoznanie się z rzeczami przez niego stworzonymi. Podstawowa lektura – Feynmana wykłady z fizyki. Już leci do mnie na listę książek do przeczytania. U Mirosława Zelenta i Damiana Stelmacha na kanale Pasja informatyki możecie również znaleźć w jednym z filmów krótkie nawiązanie do pana Feynmana i do książki.

Do sedna proszę

Krótko o książce: Feynman opowiada o swoich przygodach z kolejnych etapów życia – począwszy od pierwszych zabaw z radiem, przez studia, prace przy bombie atomowej etc. (Hmm… właśnie widzę problem pewnego rodzaju. Jak pisać, żeby nie zdradzać najciekawszej treści?!) Ciekawym jest, że za dzieciaka był całkiem niezłym urwisem, który charakteryzował się bardzo światłym umysłem i niebywałą błyskotliwością. Tak zostało mu aż do końca. Wartym dodania jest fakt, iż książka nie jest opowiadaniem, jak to sobie młody (lub mniej młody) Rysiek harcował, a za każdą historią, którą opowiada jest pewna wskazówka, którą chce przekazać.

Najważniejsze smaczki

Przede wszystkim największą dla mnie wartość wyniesioną z Pan raczy żartować, panie Feynman! stanowi teza, że ciekawość jest kluczem i motorem poznania i rozumienia, a rozumienie jest warunkiem koniecznym do dalszego odkrywania. Może jest to oczywiste, ale czasem ta oczywistość jest najtrudniejsza do zastosowania! Główną motywacją napisania przeze mnie dwóch poprzednich zdań jest fragment, gdzie Feynman opowiada o tym, jak miał nie-przyjemność recenzować książki do podstawy programowej i jak według niego powinny wyglądać podręczniki. O, albo o jego wykładach i referacie w Brazylii. Musisz to przeczytać, bo to do dzisiaj jest aktualne! Kolejna rzecz – upór w dążeniu do celu. Jeżeli tylko chcesz, to osiągniesz coś, co wydaje Ci się niemożliwe. Nawet jak nie umiesz narysować prostej kreski, to dzięki praktyce możesz malować całkiem fajne obrazy… 😉 (patrz książka!)

Podsumowanie

Gorąco polecam. Zachwyciło mnie, jak światłym umysłem obdarzony był Pan Feynman. Dzięki tej książce przypomniałem sobie, jak powinienem podchodzić do poznawania, do nauki, do rozwoju (o czym, wstyd się przyznać, przez studencki tryb życia i pracy nieco zapomniałem). Poza tym, jeżeli nawet nie wyniesiesz z niej takiego przesłania, to możesz to potraktować jako dobrą książkę, przy której na pewno nie raz się uśmiechniesz 🙂