Posty z kategorii: Daj się poznać 2017

Code4Life 2017 – podsumowanie konferencji – conference summary

[English version below]

Cześć!

Szczerze? Nie wiem od czego zacząć. Naprawdę. To był jeden z najlepszych dni w moim życiu. Ale od początku.

W epoce kamienia łupanego

W lutym trafiłem na kanał Macieja Aniserowicza w YouTube. To był chyba jego 3. vlog, już nie pamiętam. W każdym razie wszystko raczkowało. No i za jakiś czas pojawiła się informacja o organizowanym przez niego konkursie Daj się poznać! 2017. W skrócie chodziło w nim o założenie bloga, rozwijanie projektu open source i napisanie 20 postów. A że chciałem mieć zawsze swoje miejsce w sieci, to pewnie przeklinałbym się do końca życia, gdybym to tak zostawił. No i kupiłem hosting, domenę, naklepałem tę templatkę w dwie noce. I napisałem swojego 1. posta. Od tego wszystko się zaczęło.

Pisałem te wpisy, starałem się pracować nad moim programem (na razie prace zawieszone i nie wiem, kiedy wrócę do nich). Udało się dowieźć do końca te 20 wpisów, potem gala w Microsofcie… I tak zacząłem swoją przygodę z blogowaniem. Potem sesja, wakacje, odpoczynek od wszystkiego. Oj potrzebowałem tego. Jednak chciałem wrócić do blogowania i żeby nie było tak, że po konkursie wszystko zdechnie. No i wziąłem się za robotę. W międzyczasie pomysł na blogging challange, który trwa nadal. I powiem Wam, opłaciło się!

Świecisz jak miliony monet, spłoniesz nim odpalę lont…

Jednak to nie wszystko. To tylko jedna strona medalu. Pewnego październikowego dnia, odezwał się do mnie szef jednej z firm: „Słuchaj, obserwuję Cię na Twitterze i widzę, że robisz fajne rzeczy. Może chciałbyś trochę z nami popracować nad równie ciekawymi tematami?”. Kto obserwuje moje profile w social media, to wie, o co chodzi 😉

W międzyczasie pojawiły się informacje o konferencjach Code4Life organizowanej przez firmę Roche oraz Expert Summit w Lublinie, która skupia się na narzędziach związanych z Microsoftem. Na tej drugiej prelegentami byli między innymi już wspomniany Maciek Aniserowicz z Devstyle.pl oraz Mirek Burnejko z Chmurowiska. Jednak nie o tym będzie ten wpis.

W formularzu do zapisów na konferencję Code4Life było pole: „Jeżeli chcesz wygłosić krótką, dziesięciominutową prezentację w sekcji Hydepark, to napisz, o czym byś powiedział.”. Pomyślałem znów – jak nie teraz, to kiedy? I tak niewiele myśląc podczas rejestracji wypełniłem to pole. Potwierdzenie rejestracji przyszło na email i o wszystkim zapomniałem. Tylko w kalendarzu sobie ustawiłem przypomnienie o konferencji.

Na jakieś 1,5 tygodnia przed konferencją dostaję telefon z nieznanego mi numeru: „Cześć, tutaj Mirek Lewandowski z Roche. Słuchaj, przeglądam Twoje zgłoszenie na konferencję i wypełniłeś pole, że chciałbyś powiedzieć krótką prezentację na konferencji. Ten temat o blogowaniu może być ciekawy, wyślij proszę plan prezentacji.” Wow. Zatkało mnie po prostu. Całkowicie o tym zapomniałem, siedziałem na zajęciach. Od razu usiadłem do komputera, napisałem kilka punktów, które chciałbym zawrzeć i wysłałem. Dostałem odpowiedź, że wygląda ciekawie i pytanie czy moglibyśmy zrobić dry-run prezentacji. Umówiliśmy się na wtorek w tygodniu, w którym była konferencja.

W weekend przygotowałem slajdy do prezentacji oraz napisałem sobie to, co chciałbym powiedzieć na konferencji. Normalnie raczej bym wypisał główne punkty od myślników, ponieważ wtedy swobodniej się mówi, jednak ze względu na to, że to miała być prezentacja w języku angielskim, to postanowiłem sobie przygotować całe przemówienie. Niestety mój angielski jest dość słaby i wolałem mieć całość dobrze przygotowaną, a ewentualnie potem zaimprowizować. No i przy okazji mogłem potem udostępnić prezentację wraz z jej streszczeniem.

Spotkaliśmy się online (przy okazji poznałem całkiem ciekawe narzędzie do przeprowadzania takich video konferencji – Meet od Google). Chwilkę porozmawialiśmy, następnie powiedziałem swoją prezentację. Było ok, miałem zielone światło, by wystąpić na Code4Life. Byłem mega tym wszystkim podjarany.

Dzień nastał

No i nadszedł dzień konferencji. W czwartek wieczorem już nic nie zrobiłem, byłem wcześniej na Forum Rozwoju Mazowsza, gdzie miałem krótką prezentacją o tym, dlaczego Polska jest świetnym krajem do tworzenia innowacji, a potem prowadziłem panel dyskusyjny Fire Talk – Find Yourself in IT. Położyłem się spać. Wstałem rano i pojechałem prosto do Małej Warszawy. A że miałem ok. 40 minut jazdy w jedną stronę, to zdążyłem udostępnić na blogu materiały dla uczestników konferencji. Dojechałem, odhaczyłem się na liście uczestników, odebrałem swój giftbag. Już na początku spotkałem Mirka Lewandowskiego, który się ze mną wcześniej kontaktował. Bardzo fajne było to, że część pracowników firmy Roche była tam jako ambasadorzy i inicjowali networking. Zazwyczaj jak idę na jakąś konferencję, to stoję jak ten słup soli i ciężko mi przełamać pierwsze lody. A tutaj to robili za mnie! 🙂 Dzięki temu miałem okazję poznać parę osób, popytać trochę o samą firmę.

Następnie o 9.00 zaczęły się prezentacje. W agendzie konferencji możecie znaleźć informacje o prelegentach i prezentacjach. Na wypadek aktualizacji strony o konferencji zrobiłem odpowiednie zrzuty.

Często się mówi, że za dobrą jakość trzeba zapłacić. Często jest to prawda, jednak konferencja Code4Life temu zaprzeczyła. Prezentacje prowadzone przez pracowników firmy oraz sławnych prelegentów były bardzo ciekawe i dodatkowym autem konferencji była ich różnorodność. Z jednej strony związane ze zdrowiem, biologią, z drugiej zaś z technologią blockchain czy rozumieniem języka naturalnego. Każdy znalazł coś dla siebie.

O poziomie merytorycznym prezentacji nie będę się wypowiadał – jestem za cienki na to 😉 Jedyne co mogę powiedzieć to to, że każdy z prelegentów starał się jak najbardziej zainteresować publiczność prezentowaną przez siebie tematyką.

Hydepark

Po prezentacjach, przerwach, obiedzie, praktycznie na sam koniec nadszedł czas na Hydepark, sekcję, gdzie miałem powiedzieć swoją prezentację. Ogólnie raczej nie miałem problemu z wystąpieniami publicznymi. Jednak taka konferencja to zupełnie co innego. Po godzinie 14.00 zacząłem się serio stresować. Wiedziałem, że moja prezentacja mogłaby być lepiej dopracowana, mogłem jeszcze więcej czasu na nią poświęcić… Wiadomo, panika 🙂 Ale to chyba zdrowy odruch.

Ostatnia przerwa przed hydeparkiem. Podszedłem do komputera, uruchomiłem swoją prezentację. W ustach sucho jak na Saharze…

Zaczęło się. Zapowiedzieli moje wystąpienie. Wchodzę na scenę i zaczynam.

„Cześć! Nazywam się Piotr Wachulec i opowiem Wam dzisiaj krótką historię o moim miejscu w Internecie, o moim blogu. Przepraszam za mój angielski. Wiecie, to moja pierwsza prezentacja na konferencji, bardzo się denerwuję i jestem jednocześnie podekscytowany, więc wybaczcie mi mój słaby język.” I wtedy rozległy się brawa. Szczerze, nawet nie wiecie, ile daje człowiekowi na scenie, takie wyłożenie kawy na ławę na samym początku. Łapie się tak niesamowity kontakt z publicznością. Warto w tym miejscu dodać informację o tym, jaki jest widok ze sceny. Kiedy prowadzę zajęcia z C++ czy jakiekolwiek inne prezentacje, to przeważnie odbywa się to w jakiejś sali wykładowej, jest nieduża liczba osób. Można zażartować, złapać z kimś kontakt wzrokowy – wyrównać poziom pomiędzy prelegentem a widzem. Do tego mówi się w ojczystym języku. A tutaj? Wchodzisz na doświetloną scenę, za Tobą wisi ekran na pół ściany, widownia jest wygaszona. Widzisz tak naprawdę jeden, dwa rzędy na początku. Ma-sa-kra.

No ale dobra, jedziemy dalej. Mówię swoją prezentację (mniej więcej to szło tak, jak w przygotowanych materiałach). Slajdy przygotowałem w Google Slides i prezentacja otworzona została bezpośrednio z mojego dysku Google. I nagle padło. Chcę przerzucać slajd i widzę tylko ten pasek w lewym dolnym rogu w Chrome, że dobija się do serwera, ale odbija się od niego jak kule od czołgu. Myślę sobie „No pewnie, jeszcze tego brakowało. Trudno jadę bez slajdów”. Powiedziałem do publiczności – „Wiecie co, przestały działać slajdy, więc teraz prezentacja będzie dalej bez obrazków.” Odłożyłem pilot i zacząłem mówić dalej. Mogę powiedzieć, że zachowałem w tym momencie zimną krew, bo różnie można było zareagować. To jest tak trochę jak na studiach. Starsi wykładowcy, którzy zaczynali pracę przed erą komputerów i rzutników, prowadzili swoje zajęcia z głowy, przekazując treść z pomocą kredy i tablicy. Dzisiaj czasem u młodszych prowadzących jest tak, że kiedy rzutnik przestaje działać, to jest dramat, bo cały wykład jest na slajdach. A sztuką jest przekazać treść bez dodatkowych pomocy. Wiadomo fajnie jest, kiedy coś się widzi (w końcu większość z nas to wzrokowcy), jednak to nie jest konieczne. Dlatego wtedy myślałem sobie trudno, może jakoś uda się dowieźć to do końca.

Na scenę do komputera podszedł jeden z pracowników Roche i prezentacja znów zaczęła działać. Zatem powróciłem do slajdów. Zastanawiasz się może, dlaczego tak podkreślam ten epizod z prezentacji? Otóż to wszystko dzięki Bartkowi, był jednym z konferansjerów na konferencji. Na integracji po konferencji powiedział mi taką rzecz: „Świetne było, to jak rzuciłeś tego pilota, wyszedłeś na środek sceny i po prostu zacząłeś mówić. Wtedy tak się wyluzowałeś i stałeś się jeszcze bardziej naturalny”. Czego to dowodzi? Tego, że prezentacja i ten sławetny pilot mogą stać się w pewnym momencie taką obrożą, kagańcem uniemożliwającym popłynięcie z prezentacją. U mnie takie „uwiązanie” jak już mówiłem wcześniej mogło być wynikiem przekonania o moim niedostatecznym przygotowaniu do wystąpienia.

Uff, zmierzam do końca prezentacji. Udało się dojechać 😉 No i na końcu pytania od publiczności. Tutaj znów mega miłe zaskoczenie, pojawiło się kilka pytań, np. czy monetyzuję w jakiś sposób swój blog, czy pojawi się podsumowanie konferencji itp.

Chciałbym poruszyć przy okazji wątek monetyzacji – blog nie przynosi mi żadnej wartości materialnej. Jednak mam całą masę dodatkowych korzyści. Dzięki prowadzeniu bloga nawiązałem współpracę z firmą, dzięki prowadzeniu bloga odważyłem się na wystąpienie na konferencji i opowiedziałem o nim, dzięki prowadzeniu bloga uczę się wielu nowych rzeczy, chociażby z budowaniem marki osobistej. Dla mnie to większa wartość niż kilka groszy z reklam 😉

Po zejściu ze sceny niesamowita ulga i super samopoczucie – tak stary, odważyłeś się, pierwsze koty za płoty, mogłoby być lepiej, ale i tak, że nie stałeś na tej scenie jak kołek, tylko normalnie ogarniałeś i dałeś publiczności wartość.

Aż nagle konferencja się skończyła 🙂 No dobra, nie tak nagle. Po mnie była jeszcze jedna prezentacja w sekcji hydepark – o połączeniu programowania i biologii. A na sam koniec znów Dan North opowiedział o tym, że programista nie powinien kończyć się na pisaniu kodu 🙂 Przyznaję się bez bicia, nie mogłem się skupić już, bo po prostu zaczęły ze mnie schodzić emocje i mój mózg przełączył się na inne tory.

Koniec konferencji, pamiątkowe zdjęcie na scenie ze wszystkimi prelegentami. Już bezpośrednio po konferencji kilka osób podeszło, by zamienić dwa słowa dotyczące mojej prezentacji.

Po wszystkim integracja. Tak jak wcześniej pisałem – normalnie stałbym jak słup soli lub w ogóle na nią nie poszedł. A tutaj raz, że rano już przełamałem pierwsze lody, dwa przedstawiłem swoją prezentację, więc znacznie łatwiej mi przyszło inicjowanie rozmowy. Rozpędziłem się do tego stopnia, że nawet mój słaby angielski mi nie przeszkadzał, jednak w tym pomogło mi uświadomienie sobie w końcu pewnej rzeczy. To co mówią wszyscy – żeby umieć porozumiewać się w tym języku, trzeba go UŻYWAĆ. Na początku jest „Kali umieć, Kali robić”, jednak początkowym celem jest umiejętność komunikowania się, przekazywania informacji. Chyba mi się to udało 😉 Druga kwestia – nie zacząłem sobie układać rozmów w głowie i ich tłumaczyć na angielski, tylko postarałem się wyłączyć polski moduł w moim mózgu, poczuć ten drugi język.

Brak hejtu

Tego dnia usłyszałem wiele ciepłych słów, wiele informacji, co było fajne, a co można poprawić. Dostałem takiego pozytywnego kopa do dalszego rozwoju w kierunku IT, programowania, dalszego prowadzenia bloga, jakiego dawno nie dostałem.

To było trochę tak, jak mówi się o nauce języka. Kiedy jedziesz do obcego kraju i starasz się skomunikować z mieszkańcem w jego ojczystym języku, to na jego twarzy pojawia się uśmiech, a nie wytykanie użycia nieprawidłowego czasu. I tutaj też. „Super, że się odważyłeś. Reszta przyjdzie z czasem.”

Jak zacząć działać dalej?

W ciągu ostatnich kilku miesięcy zrobiłem sporo rzeczy, których wcześniej nie robiłem. Zacząłem blogować, wystąpiłem na konferencji itd. Najgorszym było przełamanie się. W tym też mi jakoś pomógł jeden z odcinków vloga Maćka.

Co się mogło zdarzyć? Mogłem nie umieć wydusić z siebie słowa i uciec z krzykiem ze sceny. Mogłem zostać wygwizdany. Ale najważniejsze, że spróbowałem. I to się liczy.

W czwartek 09.11.2017 byłem na konferencji Expert Summit. I postanowiłem, że zacznę z vlogiem. Co się mogło stać? Fala hejtu (kiedy to piszę, to jeszcze nie jest mój blog opublikowany, może tak się stało ;)) Jednak co mi to dało, że spróbowałem? Dzięki temu, że stałem sobie z telefonem i coś do niego gadałem udało mi się pogadać z Maćkiem i Mirkiem. Udało mi się przełamać taką barierę gadania do kamery wśród ludzi.

To sum up…

Szczerze, nie umiem opisać tego, co się tamtego dnia wydarzyło. Kilku osobom opowiedziałem osobiście o tym wydarzeniu i wtedy mogłem przekazać zdecydowanie więcej emocji. Mogę tylko powiedzieć, że to był jeden z najszczęśliwszych moich dni 🙂

Jak mówiłem, to nie będzie taka standardowa relacja, że ta i ta prezentacja to to, to i to. Starałem się przekazać, co dla mnie było najważniejsze.

Podziękowania

Przede wszystkim chciałem podziękować w tym miejscu Mirkowi Lewandowskiemu z Roche, który gdzieś tam wychwycił moje zgłoszenie i dał mi szansę na wystąpienie na konferencji. Mirku dzięki i do zobaczenia!

Chciałem podziękować Maćkowi Aniserowiczowi (ostatnio zrobiłem to osobiście), który swoją działalnością (a każdy może z niej czerpać!) zachęcił mnie do założenia tego miejsca i daje mnóstwo inspiracji, pomysłów, narzędzi. Dzięki Maćku!

Chciałem także podziękować Mirkowi Burnejce (również ostatnio mogliśmy porozmawiać), który swoją vlogową działalnością także daje mi dużo inspiracji i motywacji. Mirku, szkoda, że planujesz zakończyć tę przygodę, ale dzięki jeszcze raz za wszystko!

Chciałem podziękować uczestnikom konferencji Code4Life oraz pozostałym prelegentom, którzy wysłuchali mojej prezentacji, którzy podeszli po niej i dali feedback oraz kopa do działania!

Chciałem podziękować rodzinie i przyjaciołom, którzy wspierają mnie w tym co robię, jak potrzeba to naprostują człowieka na dobry tor 🙂 Dzięki, bez Was to by nie wyszło!

To już koniec

Nareszcie. Prawie 2300 słów (ok. 5,5 strony A4). Mógłbym jeszcze opowiadać, a słowa i tak wszystkiego nie oddadzą. Czas więc kończyć ten wpis. Mam nadzieję, że to dopiero początek mojej działalności. Zatem do zobaczenia, na uczelni, ulicy, konferencji, w internetach… Siema!

 

[English version]

Hi!

Honestly? I don’t know where to start. Really. It was one of the best days in my short life. But let’s start from the beginning.

In the Stone Age

In February I found Maciej Aniserowicz Youtube channel. It was his third vlog I think, I don’t remember. In any case, everything crawled on all fours. In a while information about Get noticed! contest which is organized by him appeared. The rules are simply – you should set up a blog, develop an open source project and write 20 posts. I wanted to have my own place in the Internet for a long time, so I thought that it is my chance! I bought hosting, domain, I prepared this WordPress template in two nights with tutorials. And I wrote my first post. All started from this.

I was writing posts, I was trying to work on my project (for now, works are suspended, I don’t know when I will come back to do this). I got this 20 posts written, after that there was a summary meeting in Microsoft Poland in Warsaw. And so I started my adventure with blogging. Next, I had exams, holidays, rest from everything. But I wanted to come back to blogging. I didn’t want to forget about it. So I started work on my blog again. In the meantime I had an idea on Blogging Challange, which continues. And I tell you something, it paid off!

You shine like millions of coins, you will burn it up fuse…

But that’s not all. It’s just one side of the coin. One October day, the head of one of Warsaw IT companies wrote a message to me: „Hi, I observe you on Twitter and I see that you do something nice. Maybe do you want to work with us on such interesting topics?”. Someone who observe my social media  knows more 🙂

In a meantime informations about Code4Life conference organized by Roche and Expert Summit in Lublin, which focuses on Microsoft technologies, appeared. An this second conference were among others Maciej Aniserowicz from Devstyle.pl and Mirek Burnejko from Chmurowisko.

In Code4Life registration form was an input: „If you want to have a short 10 minutes presentation about anything in Hydepark, please tell us, about what you want to say”. And I thought again it’s my chance. During registration I filled this field. I got registration confirmation on my email and I forgot about it. I wrote information about conference in my Google Calendar.

About 1,5 week before the conference the phone rang. I didn’t know the number. „Hi, I’m Mirek Lewandowski, Roche. Listen, I’m scrolling your application and I see that you filled the field about presentation. This topic can be interesting, so send me plan of your presentation.” Wow. I didn’t know what I should say. I totally forgot about my application. I prepared it immediately, I wrote a few pointes and sent. I got an answer that it looks good and we could make a dry-run of my presentation. We agreed on Tuesday the week of the conference.

During the weekend I prepared slides and I wrote a statement. Normally I don’t write a statement, but only main points, because then I feel free dring speaking, but due to the fact that this was my first presentation in English I decided to prepare whole speech. Unfortunateli my English is poor and prefered to have everything good prepared and possibly to improvise in the future. By the way thanks to this I can share my complete presentation 🙂

We met online (by the way I get to know interesting tool to make video conferences – Google Meet).  We talked a while and I started my presentation. It was ok, so I can take part in Code4Life as a speaker. I was very excited!

The day has come

The day of the conference has come. In Thursday evening I didn’t do anything, because I was on Forum Rozwoju Mazowsza conference where I had a short presentation about why Poland is one of the best places to create innovations and after that I moderated the discussion panel Fire Talk – Find yourself in IT. I went to bed. I woke up and went to Mała Warszawa. My journey took about 40 minutes, so I shared the presentation on my blog. I registered at the entrance, I got a giftbag. After that I met with Mirek Lewandowski with whom I contacted before. Several Roche employees were as ambassadors and they initiated networking. Usually when I go on the conference I do not talk to anyone. It’s hard for me to initiate a conversation, but they did it for me! 🙂 Thanks to this I had an occasion to meet a few people, to get some information about Roche.

The conference started at 9 a.m. In agenda you can find some information about speakers and theirs presentations. In case of updating the website I made some screenshots.

It is often said that we should pay if we want to get a good quality product and often it is true, but Code4Life denied this. The presentations prepared by Roche employeses and other famous speakers were very interesting and different. On the one hand related to health, biology, on the other hand related to blockchain or natural language processing. Everyone could finde something for themselves.

I won’t speak on the subject level. My knowledge is too small to judge someone 🙂 But all speakers tried to interest the audience.

Hydepark

After presentations, breaks and dinner practically at the end it was time for the Hydepark, the section where I had my presentation. Every day I had no problem with public hearing, but this was my first conference as speaker. After 2 p.m. I became very stressed. I knew that I could do my presentation better. I panicked 🙂 But in my opinion it is a healthy reflex.

The last break before the Hydepark. I went to the computer and I set up my slides. In the mouth dry as in the Sahara.

And it started. They announced my speech. I went to stage and started.

„Hi! My name is Piotr Wachulec and I would like to tell you a short story about my place in the Internet, about my blog. Sorry for my English. You know, it is my first prsentation on the conference and I am very stressed and excited, so I’m sorry again.” And then there was an applause. Honestly, you don’t know how much it gives to a person on stage when he or she will release his or hers emotions. You make an excellent contact with the audience. It’s worth mentionig the view from the stage. When I have courses about basic programming in C++, it is in a small room and with a small group of people. I can say something funny, make an eye contact align level between speaker and viewer. Additionaly I speak in my native language. But here? You go on the illuminated stage, the big screen is hanging behind you, the audience is unlit. You see only first and maybe second row of chairs. Terrible…

But ok, let’s continue. I was telling my presentation (about the same as in the prepared materials). The slides was prepared in Google Slides and the presentation was set up from my Google Drive. And suddenly it stopped working! I wanted to change the slide and I was seeing only bar in left bottom corner in google Chrome. Chrome wasn’t able to communicate with serwer. I thought: „Yeah, of course, I knew that it stop working.” So I se to the audience: „Sorry, my presentation stopped working. Sorry for that. I’ll try to continue without slides.” I dropped the remote control and started to speak on. I can tell that I keep my head, because my reaction could be different. Like at the university. Senior lecturers who started theirs carrers in the non-computered epoch, lead the lectures from the head with notes, blackboard. Nowadays it is often that younder lecturers cannot have courses without computer and projector.

One of Roche employees approached to the computer and the presentation worked again, so I continued with slides again. Maybe you wonder why I write a lot about this episode. Thankst to Bartek, one of the announcers. After the conference during the integration time he told me this: „It was excellent when you threw the remote control, want to center of the stage and and you started to speak again. Then you relaxed and became more natural.” What does that prove? That the slides and the remote control will able to become collar, muzzel which won’t let you become relaxed and get a flow. And additionaly thinking about my unpreparedness to speaking limited me.

Uff, I finished my presentation 🙂 After that I got a few questions from the audience, again nice suprise, for example do I coin my blog or will I write a conference summary.

I want to tell you a few words about money from blog. I don’t have any money from having own website. But I have a lot of additional benefits. Thanks to having a blog I cooperate with company, thanks to having a blog I decide to come out on the conference and I could tell you about it and about building personal brand. For me this is more than a few pennies od adrvertising etc.

After leaving the page amasing ease and well-being – yeah bro, you did it! It could be better, but it was the first presentation and you give the value for the audience!

And suddenly the conference finished 🙂 Yeah, not suddenly 🙂 After my presentation there was one presentation in Hydepark – about biology and programming cooperation. At the and Dan North again on stage. He told that programmer should not only write code 🙂 I admit that I didn’t able to focus, because the emotions started to leave my body and my brain didn’t able to think 🙂

So there was the best time for integration! Normally I don’t go to after party, but thanks to morning talks and my presentations my confidence had increased. Even my weak English didn’t bother me, but I finally realized something. It says everyone – to comunication in some language you must use this language! The aim is communication, forwarding information. And I did it too 🙂 Secondly I stopped planning talking in my head, I tried to turn of polish module in my brain, I tried to feel the second language.

Noone hate you

That day I heard a lot of friendly words, a lot of informations what was good ang what I can change in the future. I got a big motivation to developing myself, increasing my knowledge about IT, programming, blogging.

When you go to other country and you try to communicate with citizen with his native language, you will see smile on your face and he try to help you (but not in France ;)). And here too. „It’s fantastic that you tried! You must try!”

How to start

During the last few months I did a lot of things which I have never done before. I started blogging, I was a speaker on conference. It was the worst to break myself. And with it Maciej Aniserowicz helped me:

What could it be? I could tell anything and run away with scream. I could have been whistled. but the most important is the fact that I tried!

On thursday I was on Expert Summit Conference. I decided that I started with vlog. What could it be? Wave of hatre (when I write this post, the vlog is not published, maybe it occured 😉 ) But thanks to fact that I stayed with my phone and I talked to it, I talked with Maciek and Mirek. I managed to break this barrier talking to camera near other people 🙂

To sum up…

Honestly, I can’t describe all feelings, emotions and events frome those day. A few people talked with me about it and then I was able to give them a part of my experiences and emotions. I can say that it was one of the best days in my life 🙂

As I said before I was not a standard relation. I tried to give you sll what is the most important for me.

Thanks

First of all I want to say „Thank you” for Mirosław Lewandowski from Roche who found my form and give me an excellant chance on attendance at the conference as speaker. Thank you Mirek so much and I hope that see you soon!

I want to thank Maciej Aniserowicz (I recently did it myself), who with his activity (and everyone can use it!) gives me a lot of motivation, inspiration, ideas and thanks to him I set up this place! Thank you Maciej!

I want to thank Mirek Burnejko (I recently did it myself too), who with his vlog activity gives me inspiration and motivation. Too bad you’re ending up with vlog, but I respect your decision! Thank you again! 🙂

I want to thank all participants of Code4Life, speakers and organizers who listened my presentation, who give me some sugestions and friendly words. Thanks!

I want to thank my family and friends who support me every day in what I do. Thank you, without you I would not be able to do it.

Done

The end. About 2300 words. I could write more, but this only written words. I hope that it’s the beginning my internet activity. So See you soon in the internet, on the street, conference… Bye!

No to chyba tylko ja zostałem… DSP 2017

Czołem!

Niektórzy o Daj się poznać może już zapomnieli, a ja jeszcze nie podsumowałem konkursu Daj się poznać. Skandal, płacz i zgrzytanie zębów! Jak tak można! No czasem po prostu trzeba 🙂 Nie ma co odwlekać, zaczynamy!

Jak do tego wszystkiego doszło…

Związany z komputerami jestem z tego co pamiętam od 6. klasy szkoły podstawowej. Wtedy to pojawiły się w planie lekcji pierwsze zajęcia z informatyki i po zajęciach kółko informatyczne. Tworzenie pierwszych stronek internetowych, w pełni statycznych z wrzuconymi skryptami, jakieś zegarki, kalendarze prosto z internetów. To był rok bodajże 2008. Kiedyś takich repozytoriów oferujących kody do osadzenia było multum. Chyba te czasy już minęły 🙂 Oprócz pisania stronek było coś takiego jak Microsoft Windows Logo. Pisało się proste komendy i rysowało się obrazki na ekranie. Pierwsze zderzenie z programowaniem, taki dzisiejszy Scratch 🙂

Potem w gimnazjum też jakoś powoli wokół tego oscylowało, jednak bardziej zapaliła mnie elektronika. Dużo siedziałem i czytałem na ten temat, wiele nie rozumiałem, ale było fajnie! Początki zawsze są trudne. Zainteresowałem się też programowaniem mikrokontrolerów. Jak każdy chyba zaczyna, język C i kontrolery rodziny AVR.

No i w liceum. Poszedłem na profil z rozszerzoną matematyką, fizyką i informatyką. Wiele wtedy ruszyłem do przodu. Napisałem swojego CMSa w PHP (dzisiaj to bym ten kod zaorał, ale kiedyś jakoś trzeba było zacząć), dalej bawiłem się kontrolerami. W trakcie lekcji pisaliśmy programy w Pascalu. Z tego co się orientuje, teraz już tego nie praktykują, tylko ludzikowie uczą się w C++. Do tego jeszcze napisałem takim mały system do obsługi biblioteki w Delphi. Jeszcze z tym programem byłem w Kaliszu na konkursie też. No było trochę różnych ciekawych zajęć 🙂

Czas na studia. Na pierwszym roku programowanie strukturalne w C++, potem obiektowo. Zacząłem studiować informatykę. Tutaj już za dużo by pisać i się rozdrabniać, jak powyżej.

W międzyczasie gdzieś chodziło mi po głowie, żeby może zacząć coś pisać, robić. Fascynowało mnie, jak ludzie wrzucali swoje filmiki w Jutuby, gdzie tłumaczyli ludziom rzeczy związane z tworzeniem oprogramowania. Sam w końcu z nich czerpałem garściami! No i tak się schodziło, schodziło…

Aż w końcu trafiłem na vlog Maćka Aniserowicza. Chyba 3. odcinek. Mówię wow, ale fajnie by było wziąć w tym udział. A tam, raz kozie śmierć… I miałem w głowie wielkie plany, jak bombowo ruszyć z działalnością blogową, ale natłok zajęć (jak zawsze) sprawił, że w błyskawicznym tempie wykupiłem hosting, domenę, w dwie noce z tutorialami z internetów napisałem swój szablon do WordPressa. No i jedziemy z tematem!

Jak doszło, to sobie i poszło!

Ja nie dam rady, no ja?! No jak nie, jak tak! No i tak dziergałem sobie te wpisy. Sprawiało mi to mega przyjemność. Jedyne co mi się nie podobało już wtedy to było to, że nie miałem planu publikowania tych wpisów. Ani na jaki temat będą te wpisy, ani kiedy będą one opublikowane. Często to było tak, że siadałem, pisałem i od razu publikowałem. Wiem, że to było niefajne i się sam źle z tym czułem. Wiem też, że wpis musi chwilę odleżeć tak, aby potem do niego zajrzeć i świeżym okiem na niego spojrzeć. Umożliwia to wyłapanie błędów, czy dodanie czegoś świeżego.

No i dotrwałem do końca konkursu. I to był dla mnie największy sukces, nic więcej nie oczekiwałem i dokładnie taki cel sobie wyznaczyłem. Dotrwać i pokazać sobie, że mogę.

Po konkursie oddałem się studiom w całości – trzeba było wszystko pozaliczać itd. No i przed samą sesją gala Daj się poznać. Niezwykłe dla mnie przeżycie. Tyle ludzi, którzy wyszli ze swojej strefy komfortu. Każdy starał się dać coś od siebie. Jak pisałem w poprzednim wpisie – to jest nasz skrawek internetu i ja traktuje swój jak kolejny dom. Chcę, żeby był jak najpiękniejszy, jak najlepszy, by każdy mógł tutaj wstąpić i wypić ze mną herbatę oraz porozmawiać na nasze wspólne tematy 🙂 No i ilość prezentacji – powalająca. Siedemnaście prezentacji, w tym 15 prowadzonych przez uczestników konkursu. Szał! Zresztą co tu dużo mówić. Zastanawiałem się i planowałem napisanie kilku słów o każdej z prezentacji, nawet starałem się robić zdjęcia w tym czasie, jednak każdy może obejrzeć te wystąpienia na odpowiedniej playliście na kanale Devstyle.pl. Zapraszam do obejrzenia tych filmów!

No i po co to wszystko?

Hmm… może najlepiej to wypunktować?

  1. Zacząłem się bardziej rozwijać w kierunku informatyki. Coraz bardziej wyklarowuje mi się w głowie wizja przyszłości, to gdzie chce dotrzeć i jak tam dotrzeć.
  2. Zacząłem dostrzegać rzeczy, których wcześniej nie dostrzegałem. Zdarzyło mi się o tym powiedzieć w trakcie gali DSP i tutaj to powtórzę. Ten konkurs pozwolił mi na poznanie siebie na nowo, spojrzenie z nowej, nieznanej mi strony. (I dlatego polecam każdemu wzięcie w nim udziału, żeby spojrzeć na siebie z boku!)
  3. Poznałem nowe ciekawe źródła informacji na różne tematy, produktywności, finansów itp. Coś na co wcześniej nie zwracałem aż tak bardzo uwagi.
  4. Staram się cały czas wdrażać metody pozwalające mi na produktywną pracę. Nabranie nawyków zajmuje trochę czasu, ale z dnia na dzień jest coraz lepiej 🙂
  5. Projektu nie skończyłem, ale zacząłem. Jak pisałem wcześniej, zmieniły się plany i wszystko na bieżąco będę publikował tutaj na blogu 🙂
  6. Przestawiam swój work-life balance. Nie można cały czas dawać z siebie 200% normy 🙂 Ważne jest, żeby też mieć czas dla siebie 🙂
  7. Nie można być dobrym we wszystkim, jak się jest dobrym we wszystkim, to jest się dobrym w niczym 🙂

Chyba wszystko. Część z tego to oczywistości, ale trochę zajęło, zanim dotarły mi do łepetyny. Co ważne, nie wszystko da się zrobić od razu, jednak cały czas się staram, aby poprawić lub naprawić to, co jest nieprawidłowego w moich nawykach, zachowaniach itd. Pierwszym krokiem do sukcesu jest uświadomienie sobie, że coś może być robione lepiej 🙂

Może wyszło troszkę długo, ale mam nadzieję ciekawie. Jeżeli masz jakieś pytania, to śmiało zapraszam do dyskusji w komentarzach! Proszę kliknij łapkę w górę, udostępnij post. Bardzo dużo to dla mnie znaczy! A tymczasem życzę Ci miłego dnia i do zobaczenia w kolejnym wpisie!

Powrót po… miesiącach?

Cześć i czołem! 🙂

Uff, mega dawno mnie tu nie było. Witam ponownie u mnie na blogu 🙂 Stęskniłem się mega za tym miejscem i w końcu zebrałem się, żeby tutaj wrócić.

Zapytasz się mnie pewnie, gdzie byłem jak mnie nie było. Jak się skończyło Daj się poznać, to zaczęła się na dobre sesja, którą znów pochłonęła mnie, niczym dobra książka – nie dało się od niej oderwać. W sumie dalej trwa, mam dwa projekty do dokończenia.

W międzyczasie oczywiście była jeszcze gala DSP. Odnośnie całego DSP powstanie osobny post, już niebawem. Krótkie podsumowanie tego co udało mi się zrobić i co udało się zmienić. To będzie dość obszerny artykuł.

A co po sesji? Pracuje w pełnym wymiarze godzin przez całe wakacje. Początek wakacje (właściwie cały lipiec) starałem się odpocząć, odespać co swoje, poplanować, o czym za chwilę. W między czasie nadrabiałem trochę swoich zaległości, zamykałem część tematów. Potrzebowałem odpoczynku i sobie go dałem 🙂 No i co ja tak zaplanowałem i przemyślałem? Pewnie jak się domyślasz, dużo myślałem o tym miejscu w świecie.

Pisząc ten post przyszła mi do głowy taka analogia. Kupujesz swoje pierwsze małe mieszkanie i powoli je remontujesz i urządzasz. I tak jest z tym miejscem. To takie moje małe mieszkanie, które powoli urządzam, remontuje, niedługo będę wstawiał nowe meble…

Poniżej przedstawię Ci zarys moich planów związanych z dalszym rozwojem tego miejsca (w punktach będzie najbardziej czytelnie):

To chyba tyle. Te rzeczy miałem wypisane w notatkach w OneNote i przemyślałem jeszcze raz w ciągu tworzenia tego wpisu. Może trochę tajemniczo, ale nie mogę odkryć wszystkich kart na samym początku, bo co to by była za zabawa. Tak samo, jak idealne mieszkanie wypracowuje się latami, tak samo i to miejsce zanim będzie takie, jakie chce, to musi trochę wody w rzece upłynąć. Jeżeli masz jakieś sugestie, czy do tematów na blogu, czy chcesz się jakoś włączyć w moją pracę, to śmiało dawaj znać! 🙂 Lubię pracować z ludźmi, dlatego Twoje zaangażowanie będzie mnie cieszyło mocniej 🙂 Obiecuję, że dam z siebie wszystko, aby jak najlepiej wywiązać się z tego, co napisałem wyżej. To będzie taka umowa między nami #HackowanieSwojejMózgownicy 😉 Oczywiście jak zawsze nie będzie łatwo, bo już w lutym obrona projektu inżynierskiego, dlatego pewnie też to mi zajmie sporą część czasu.

Znów dość długi wpis. Mam nadzieję, że będziesz mi towarzyszył/towarzyszyła w tym co robię 🙂 Bardzo lubię przebywać w tym małym, ciasnym mieszkanku – ciasnym, ale własnym 🙂 To całe blogowanie, jest naprawdę ciekawą i rozwijającą czynnością i nie chciałbym jej stracić 🙂 Zatem do zobaczenia, mam nadzieję już niedługo albo umówmy się już od razu. W przyszły czwartek wieczorem widzimy się na moim, późnym bo późnym, ale będzie, podsumowaniu wydarzenia Daj się poznać 2017. To będzie bardzo ważny dla mnie wpis, więc przeżyj go razem ze mną 🙂 Zachęcam Cię, kliknij łapkę w górę, udostępnij post, ten wpis, obserwuj w mediach społecznościowych. Może kogoś jeszcze zainteresuje to, co robię, może ktoś będzie miał jakieś uwagi dla mnie 🙂 Poproszę 🙂

Do zobaczenia! 🙂

Informatyk/programista w przemyśle

Welcome! (łaciński)

Następny wpis z szeroko rozumianego IT. Ostatnio lepiej mi się nad takimi wpisami pracuje, głównie z uwagi na to, że mam mało czasu na rozwój projektu. Zbyt wiele strzałów z boku. Ale spokojnie, co się odwlecze to nie uciecze 🙂 Przygoda z konkursem powoli się kończy, ale przygoda z blogowaniem na pewno nie! 🙂 Będę zmuszony zrobić małą pauzę w pisaniu bloga i rozwijaniu projektu, ponieważ trzeba zaliczyć to i owo na uczelni, a jest tego całkiem sporo na dwóch kierunkach tak naprawdę 🙂 Nie przedłużając, dzisiaj chciałbym w kilku słowach opowiedzieć Ci o czymś, co jest związane bezpośrednio z moim drugim kierunkiem studiów (patrząc chronologicznie pierwszym) to jest z automatyką i robotyką oraz o tym, jakie informatyka zajmuje miejsce (a zajmuje coraz wyższe) w przemyśle.

Co to ta automatyka i robotyka?

Pozwolę sobie zacytować Wikipedię, by zdefiniować te dziedziny nauki.

Automatyka (ang. automatic control lub control engineering) – dziedzina techniki i nauki, która zajmuje się zagadnieniami sterowania różnorodnymi procesami, głównie technologicznymi i przemysłowymi (zwykle bez udziału lub z ograniczonym udziałem człowieka).

Automatyki nie należy utożsamiać z automatyzacją (ang. automation), czyli metodami i środkami służącymi do wyeliminowania lub ograniczenia udziału człowieka w różnych czynnościach. Do automatyzacji może się przyczynić nie tylko automatyka, ale i na przykład mechanizacja, robotyka lub odpowiednie wykorzystanie technologii informacyjnych.

Robotyka – interdyscyplinarna dziedzina wiedzy działająca na styku mechaniki, automatyki, elektroniki, sensoryki, cybernetyki oraz informatyki. Domeną robotyki są również rozważania nad sztuczną inteligencją – w niektórych środowiskach robotyka jest wręcz z nią utożsamiana.

Po raz pierwszy terminu robot użył czeski pisarz Karel Čapek w 1920 roku w swojej sztuce Rossum’s Universal Robots. Terminem tym określił sztuczną istotę zbudowaną na podobieństwo człowieka, stworzoną, by zastąpić człowieka w pracy. Nazwa wywodzi się od czeskiego robota czyli praca pańszczyźniana. W języku angielskim pojęcie to pojawiło się po raz pierwszy w krótkim opowiadaniu Isaaca Asimova Kłamca (Liar) w 1941 roku. Początek rozwoju robotyki jako dziedziny wiedzy przypada na rok 1961. Wtedy to w General Motors uruchomiono pierwszy manipulator pracujący na linii produkcyjnej.

Przemysł w rozumieniu dużych fabryk produkcyjnych, nie jest w stanie funkcjonować bez automatyków i robotyków. Technologowie projektują proces od strony wykonania danego produktu – co po kolei ze sobą mieszać, w jakich proporcjach, temperatury, czy po kolei obrabianie elementu, składanie elementów w całość. Automatyk dba o to, aby ten proces przebiegał zgodnie z założeniami ustalonymi przez projektantów i technologów. Robotyk zaś dostarcza roboty, manipulatory, odpowiednio je oprogramowuje tak, by zastąpiły człowieka przy wykonywaniu powtarzalnych czynności, dzięki czemu można je wykonywać szybciej, powtarzalniej, dokładniej, no i robot zdecydowanie rzadziej idzie na L4 🙂 Ale dlaczego o tym zdecydowałem się napisać post? Dlatego, że dzisiaj co raz więcej pracy obok automatyka i robotyka w dużych zakładach przemysłowych ma… informatyk 🙂 Najpierw krótki rys historyczny.

Rewolucje przemysłowe

Od czasów, kiedy biegaliśmy jako ludzie po drzewach za bananami minęło już troszkę. Przez ten czas rozwinęliśmy się w sposób niewyobrażalny. Szczególnie ostatnie 300 lat tak naprawdę było przewrotowych w życiu ludzi. Nie mówiąc już o ostatnich 30 latach. Jednak wyróżniamy, zwane rewolucjami, w których wynalazki danego czasu stały się kamieniami milowymi w obszarze rozwoju przemysłowego.

O pierwszej rewolucji przemysłowej mówimy od czasu wynalezienia i wprowadzenia maszyny parowej. To spowodowało rozwój kolei i transportu, wiele maszyn w przemyśle otrzymało napęd dzięki zespołowi parowemu. Można było produkować więcej i szybciej oraz szybciej dystrybuować towary. Zdecydowany kopniak w rozwoju.

Wydarzeniem początkującym drugą rewolucję przemysłową było utworzenie linii produkcyjnej w zakładzie przetwórstwa mięsnego w Cincinnati. Zmieniło się podejście do produkcji organizacja pracy, zasobów maszynowych i ludzkich. Powstało podejście do produkcji, które powszechnie jest stosowane do dzisiaj.

Trzecią rewolucję przemysłową zapoczątkował tak naprawdę dynamiczny rozwój elektroniki. Wynalezienie układów programowalnych oraz nowych sposobów sterowania np. silnikami elektrycznymi spowodował, że sterowanie maszyną było zdecydowanie prostsze i łatwiejsze oraz że mogło odbywać się automatycznie. I tutaj już wkracza nasza ukochana branża IT. Programiści stanęli na wysokości zadania i zaczęli dostarczać rozwiązania dla przemysłu, które pozwalały monitorować proces w czasie rzeczywistym oraz nim sterować. Powstało coś, co nazywamy SCADA – Supervisory Control And Data Acquisition. Scadą nazywamy oprogramowanie, które daje operatorowi własnie takie możliwości. I trwa to aż do teraz.

Co dalej?

Warto wspomnieć, że przemysł jest, szczególnie wbrew pozorom w dzisiejszych czasach, bardzo konserwatywny. Niechętnie korzysta się z naprawdę nowych technologii oraz tzw. „petard”. Z czego to wynika? Wbrew pozorom z czystej ekonomii. Wyobraź sobie, że jest sobie linia produkcyjna samochodów XYZ, bardzo lubiana i rozpoznawalna marka. Jak sądzisz, ile może kosztować linii produkcyjnej chociażby na minutę? Odpowiedź brzmi dziesiątki, a może i nawet setki tysięcy euro. Tak, dobrze widzisz. Dlaczego więc nie tak bardzo przemysł boi się stosowania nowinek technologicznych? No bo są one po prostu nieprzetestowane przez odpowiednią ilość ludzików. Jeżeli jakieś rozwiązanie jest stosowane od 30 lat to znaczy, że jest dobre i niezawodne, nowinka natomiast, jest jak sama nazwa mówi nowa i nieznana. Nie wiadomo jak może w pewnych sytuacjach zareagować, a jeżeli coś się „wykrzaczy” to jak duże straty może to przynieść.

Jednak to nie znaczy, że jesteśmy na etapie, w którym już nic się nie może zmienić. Wręcz przeciwnie. Wkraczamy w nowy etap w przemyśle, gdzie informatycy mają gigantyczne pole do popisu. O czym mowa?

Przemysł 4.0

W dzisiejszym przemyśle coraz częściej słyszymy hasło „Przemysł 4.0”. Jest to nazwa czwartej rewolucji przemysłowej, której kamieniem milowym są rzeczy takie jak Internet of things, chmura, sztuczna inteligencja i ich pochodne. Ale jak to się ma do składania owych samochodów z wcześniejszego przykładu? Dzięki wprowadzeniu powyższych technologii do procesów produkcyjnych jesteśmy w stanie dynamicznie i elastycznie gromadzić dane z procesu, analizować je przy pomocy sztucznej inteligencji i optymalizować te procesy tak, by przebiegały jeszcze szybciej, bardziej wydajnie. Czy zatem przemysł nie boi się wprowadzać takich zmian? Boi się, ale na szczęście coraz więcej osób dostrzega ogrom zalet płynących z modernizowania swojej infrastruktury. A do modernizowania tej infrastruktury potrzebni są informatycy, specjaliści od bezpieczeństwa, analizy danych, sztucznej inteligencji.

Podsumowanie

Przemysł 4.0 to przyszłość i co do tego nie ma żadnych wątpliwości. Potrzeba młodych, światłych ludzi, którzy dostarczą nowoczesne rozwiązania pozwalające na maksymalizację produkcji ze względu na różne kryteria, czy to finansowe, czy jakościowe. Kilka ciekawych materiałów znajdziecie pod tymi linkami:

Kolejny temat rzeka. Rzeka, która stworzy ogromną ilość miejsc pracy dla osób z branży IT. Mam nadzieję, że zainteresował Cię ten temat i poczytasz coś więcej o nim 🙂 Programista nie musi siedzieć gdzieś w korpo pod krawatem za biurkiem. Może robić inne, równie, a może nawet bardziej, ciekawe rzeczy 🙂 Jeżeli masz jakieś pytania, to oczywiście zachęcam do ich zadawania i komentowania. A jeżeli już przeczytałeś i Ci się podobało, to kliknij na Facebooku przysłowiową łapkę w górę albo podeślij link znajomym 🙂 Dziękuję i życzę Ci miłego dnia! 🙂

MVP i MVC – wstęp, rozwinięcie, bez zakończenia

Siyakwamukela! (zulu)

Wracamy do rozważań nad modelowanie aplikacji. W ostatnim wpisie, gdzie wyciągaliśmy informacje ze scenariuszy przypadków użycia narzuciłem temat wzorców architektonicznych MVP i MVC. Wtedy o nich wspomniałem, podlinkowałem parę rzeczy, jednak dzisiaj mam nadzieję troszkę to rozwinąć 🙂

Wzorce projektowe i architektoniczne

Wzorzec projektowy jest narzędziem do rozwiązywania powtarzalnych problemów pojawiających się podczas implementacji oprogramowania. Co ważne, wzorzec mówi tylko, jak podejść do problemu, od której strony go ugryźć, daje schemat rozwiązania zagadnienia. O wzorcach projektowych powstała świetna książka, którą napisali Erich Gamma, Richard Helm, Ralph Johnson i John Vlissides, czyli grupa określana „Bandą czworga”. Mowa oczywiście o książce „Wzorce projektowe. Elementy oprogramowania obiektowego wielokrotnego użytku„. W dzisiejszym programowaniu bez wzorców projektowych nie ma sensownej pracy.

Wzorzec architektoniczny jest podobnym narzędziem do wzorca projektowego, jednak tutaj problemy implementacyjne nie dotyczą relacji klas, obiektów, zaś odnoszę się do struktury systemu, podziału na moduły i relacji pomiędzy nimi. MVP i MVC są właśnie takimi wzorcami.

Zacznijmy od MVC

Głównym zadaniem programisty nie jest wbrew pozorom zaimplementowanie fury kodu, która robi coś tam. Programista jest postawiony przed pewnym problemem, którego musi dokonać analizy i wykonać podział na mniejsze, dające się łatwo zaimplementować fragmenty. Implementacja jest procesem wtórnym.

We wzorcu MVC podchodzimy do analizowanego problemu rozbijając go na trzy składowe, od których bierze się nazwa wzorca:

  1. Warstwa Model – w tej warstwie zawieramy całą logikę biznesową aplikacji. Bardzo ważnym jest, aby nie mieszać warstw ze sobą i żeby rzeczywiście cała logika biznesowa została w tej warstwie.
  2. Warstwa View, czyli widoku – w tej warstwie zawierają się wszystkie klasy, których obiekty potem zmaterializują się w postaci interfejsu graficznego wyświetlanego użytkownikowi; poszczególne fragmenty widoku odpowiadają odpowiednim fragmentom modelu
  3. Warstwa Controller, czyli kontroler – przyjmuje akcje wywołane przez użytkownika, względem których odpowiednio zarządza aktualizowaniem modelu.

Taki podział systematyzuje sposób budowy tworzonego oprogramowania. Na poniższym diagramie można zaobserwować przebieg działania systemu zbudowanego w ten sposób.

Użytkownik systemu wciska przycisk, który jest elementem warstwy widoku. Zdarzenie to jest przekazywane do kontrolera. Kontroler wywołuje odpowiednie działania w warstwie modelu. Po wykonaniu operacji model wywołuje aktualizuje widoku, który to pobiera nowe dane w trybie odczytu z warstwy modelu, już bez uczestniczenia kontrolera.

A MVP?

We wzorcu Model-View-Presenter warstwy są tak samo podzielone. Tutaj zamiast warstwy kontrolera, mamy prezentera, który rozdziela warstwy widoku i modelu. Relacja pomiędzy warstwami wygląda jak na poniższym diagramie.

Znów widok wywołuje, tym razem w prezenterze, akcję wychwyconego zdarzenia. Prezenter zarządza aktualizację modelu. Kiedy to zostanie wykonane, model informuje prezentera, że jego stan uległ zmianie. Prezenter pobiera zaktualizowane dane z modelu, odpowiednio je formatuje i przesyła do warstwy widoku, która prezentuje je użytkownikowi.

Zastosowanie

Wzorce MVP i MVC są powszechnie stosowane w projektach. U mnie też będą zastosowane, tak jak już o tym pisałem. Na diagramach klas dla każdego scenariusza, które mam nadzieję niebawem się pojawią zobaczysz fizyczną realizację architektury systemu zgodnie ze wzorcem MVP. Taka struktura systemu jest elastyczna, łatwo można podmieniać poszczególne warstwy dlatego, że są rozdzielone od siebie.

Podsumowanie

Diagramy miały się już pojawić, ale niestety się nie ogarnąłem z tym. Jak się pali, to od razu cała wieś post ten powstał, ponieważ jeden z czytelników zasugerował mi dogłębniejsze pochylenie się nad tymi wzorcami, które de facto są bezpośrednio związane z moim projektem 🙂 Teraz niestety zaliczenia na dwóch kierunkach biorą górę i muszę się nad tym skupić, zatem na chwilkę wygaszamy pracę nad projektem. Co się odwlecze to nie uciecze 🙂 W zanadrzu mam jeszcze jeden post dla Was, ale musicie być cierpliwi 🙂

Oczywiście zachęcam do komentowania i udostępniania mojej twórczości. Każda interakcja jest na wagę złota, ponieważ pokazuje, że ktoś czyta moje wypociny 🙂 Tymczasem życzę Ci miłego dnia i do zobaczenia! 🙂

Informatyk/programista potrzebny przy budowie gokarta elektrycznego?

Vitajte! (słowacki)

Dzisiaj chcę Ci coś opowiedzieć, drogi Czytelniku. Opowiem Ci o zespole świetnych ludzi, którzy tworzą coś niezwykłego i o tym, co może robić informatyk lub stricte programista w ich szeregach. Ostrzegam, wpis jest troszkę długi, ale naprawdę warto go przeczytać 🙂

Jak zapewne czytałeś w sekcji O autorze, mam niebywałą przyjemność być członkiem Koła naukowego ADek, działającego przy Wydziale Elektrycznym Politechniki Warszawskiej.

O kole

Koło naukowe ADek od początku swojego istnienia zajmuje się budową gokartów elektrycznych, z którymi co roku jeździ na zawody Limoges French International and Educational Meeting of Electrical Gokart e-Kart i z których co roku przywozi różne nagrody. Poniżej zachęcam do zapoznania się z filmem z zawodów w 2016 roku.

Oraz kolejny film przedstawiający naszą działalność:

Członkowie koła projektują i implementują rozwiązania z dziedziny mechaniki i elektrotechniki, które w sumie tworzą całość zwaną gokartem elektrycznym.

Drugą sekcją w kole, która się wytworzyła całkiem nie dawno, jest sekcja budowy bezzałogowych statków powietrznych, czyli tzw. „dronów”. Pewnie widzisz, że ostatnio drony są po prostu wszędzie 🙂 Także i do nas dotarły. Tutaj ekipa przygotowuje się do zawodów dronów Droniada, które odbędą się w czerwcu w Krakowie. Zobacz, jak ciekawe zadanie zostało postawione przed uczestnikami zawodów 🙂

Staramy się, aby nasze rozwiązania były nowoczesne, innowacyjne, a co więcej, zaspokajały potrzeby dynamicznie rozwijającego się rynku – czy to pojazdów elektrycznych, od których nie uciekniemy, a wręcz przeciwnie, powinniśmy się coraz bardziej z nimi zaprzyjaźnić (kto nigdy nie jechał, to polecam! :D), czy lotniczych. Dzięki temu członkowie koła mają dostęp do narzędzi czy elementów dostarczanych od naszych sponsorzy mogą pozyskać wartościowych pracowników czy realizować swoje projekty z naszym udziałem. I wilk syty i owca cała 🙂 Bo, jak się pewnie domyślasz, niestety do takich przedsięwzięć są potrzebne całkiem spore pieniądze.

Koło liczy ok. 40 osób podzielonych na różne zespoły, np. mechaników, napędu, instalacji itp. Członkowie koła pochodzą z różnych kierunków i wydziałów. Są wśród nas automatycy, elektrotechnicy, mechanicy. Jednak w ostatnim czasie coraz silniejsza stała się potrzeba utworzenia nowego zespołu, do którego właśnie zmierzam w swoim wpisie 🙂

Czy to wystarczy popodpinać ze sobą kabelkami i skręcić śrubkami i jedzie?

Otóż oczywiście nie. Pewnie się zdziwisz, ale do 100% działania takiego pojazdu trzeba… naklepać całkiem sporą ilość kodu. Tak, kodu! Ze względu na rozwój koła, ilość zespołów, członków, ilość pracy do wykonania, zaczęliśmy tworzyć kolejny zespół, tzw. Dział IT. Szumnie i dumnie brzmi, ale nie wiem, czy zdajesz sobie sprawę, jak jest ten zespół osób ważny w naszej pracy. Pozwól, że przedstawię Ci strukturę tego działu i wyjaśnię po kolei co się z czym je.

Struktura działu IT w kole

Nasz dział składa się z trzech zespołów. Pierwszym z nich jest zespół oprogramowania niskopoziomowego. Jak napisałem wcześniej, projektujemy i implementujemy urządzenia od podstaw. Sercem urządzeń elektronicznych jest mikrokontroler, który w najprostszych wypadkach zbiera dane z czujników i przesyła je odpowiednią magistralą do innych urządzeń. Jednak mikrokontroler trzeba co zrobić? ZAPROGRAMOWAĆ. Urządzeń powstających od podstaw u nas w kole jest całkiem sporo, zatem i samego oprogramowania do napisania także jest całkiem dużo. Ponadto kod trzeba w jakiś sposób utrzymać i ewentualnie rozwinąć, jeżeli urządzenie tego wymaga i w ogóle umożliwia 🙂 Do dziś robiliśmy to tak, że jedna lub dwie osoby tworzyły jakieś urządzenie od podstaw, projektując elektronikę i pisząc potem na nią kod. Jednak podział obowiązków ściśle na dwie, tzn. elektronik zajmuje się tym, co wychodzi od nóżki mikrokontrolera dalej, a programista tylko tworzy kod realizujący założenia sprawi, że urządzenia będą powstawały szybciej, bo projektowanie kodu i elektroniki będzie można zrównoleglić i będą jeszcze lepiej dopracowane (jeżeli ktoś nigdy nie projektował elektroniki, to podpowiem, że jest to niesamowicie trudne i trzeba brać pod uwagę wiele czynników). Tutaj głównie wykorzystywać będziemy język C, w tym języku bardzo wygodnie się to robi 🙂 Można to robić jeszcze w Assemblerze, ale na razie sobie to podarujemy 🙂

Drugim zespołem potrzebnym w kole jest zespół oprogramowania wysokopoziomowego. O matko, chcesz mi powiedzieć, że tam można jeszcze coś pisać w jakimś Pythonie, Javie czy .Necie? Można. Pewnie, że można. A nawet trzeba. Dodam, że część projektowanych urządzeń może skomunikować się z komputerem, są też takie, których sercem jest minikomputer RaspberryPi, o którym już pisałem tutaj 🙂 Stawiamy na nim Linuxa i wtedy mamy możliwość uruchomienia aplikacji napisanych w językach wysokopoziomowych. Jeżeli chodzi o urządzenia, które mogą skomunikować się z komputerem. Napisanie odpowiednich aplikacji w języku wysokiego poziomu może np. pozwolić zebrać dane pomiarowe, zmienić ustawienia konfiguracyjne urządzenia bez zmian i rekompilowania programu procesora etc. Możliwości jest nieskończona ilość, a pomysłów w głowie jeszcze więcej 🙂 Ale oczywiście co? Potrzeba to ZAKODZIĆ. Do tej pory też to działało tak jak wyżej. Osoba projektująca dane urządzenie sama coś tam takiego klepała. Zatem trzeba to zmienić.

No i trzeci, ostatni już zespół w tym dziale – zespół administracji i utrzymania usług sieciowych. Tak duża organizacja jak nasze koło siłą rzeczy musi być w jakiś sposób zarządzana, musi być ułatwiona komunikacja, wymiana plików czy ich wersjonowanie, przy czym nie możemy też korzystać z publicznych usług typu GitHub z oczywistych względów 🙂 Dlatego też powstała potrzeba, aby mocno popracować w tym temacie. Z czasem zostały takie usługi stworzone, jednak niestety, po otrzymaniu przez naszą organizację publicznego IP doszło do włamania na nasz serwer i zainstalowanie rootkita, co wiąże się z koniecznością postawienia wszystkiego od początku. Dostrzegamy oczywiście dobre strony tego przedsięwzięcia. Teraz po 4 latach działania koła dokładnie wiemy, czego potrzebujemy i co się nam jeszcze przyda. Zatem zebrała się w naszym kole ekipa, która teraz dzielnie walczy z tematem konfiguracji wszystkich usług tak, by żyło się lepiej i bezpiecznie 🙂 Pewnie możesz się zapytać a czego to oni takiego potrzebują? No to proszę 🙂 Na co dzień korzystamy z Redmine, który pozwala zarządzać projektami i zadaniami w nich do wykonania. Do wersjonowania plików i równoległej współpracy nad nimi do tej pory wykorzystywaliśmy SVN. Naszymi kontami w tych usługach zarządza Ldap (EDIT: usługa to tak naprawdę OpenLDAP, LDAP sam w sobie jest protokołem dostępu do katalogów). Do przechowywania większych plików i wymiany nimi – FTP. A do tego jeszcze zadbanie o odpowiednie zabezpieczenia, integracja usług ze sobą i wiele wiele innych 🙂 Roboty oczywiście nie do przerobienia.

Podsumowanie

Chciałem Ci w tym wpisie przedstawić kilka rzeczy: koło naukowe, które jest zespołem naprawdę świetnych ludzi wkładających całe serce w to, co robią, jakie potrzeby wynikają z istnienia tak dużej organizacji, pokazać, że programista nie musi kodzić tylko rzeczy związanych bezpośrednio z biznesem, ale może się spełniać również przy innych zadaniach, to jak taki dział się tworzy oraz że programowanie jest wszędzie, nawet tam, gdzie go może nie widać 🙂 Dla mnie to wielki zaszczyt tworzyć z tymi ludźmi to wszystko, o czym dzisiaj napisałem.

Gorąco zachęcam Cię, do śledzenia naszego Fanpage na Facebooku. Jeżeli masz pytania o samą organizację, czy związane z pojazdami elektrycznymi, może chcesz w jakiś sposób do nas dołączyć, czy nam pomóc, nawiązać współpracę, cokolwiek, pisz w komentarzu lub skontaktuj się przez formularz kontaktowy w zakładce Kontakt.

A tymczasem powoli się z Tobą żegnam, drogi czytelniku. Trzymaj kciuki, bo w niedzielę (28.05) nasza reprezentacja znów wyjeżdża do Francji na zawody, które są już we wtorek. Życzę Ci dobrego dnia! 🙂

Malinowy król, czyli komputer na każdą kieszeń?

Bi xêr hatî! (kurdyjski)

We wpisie z cyklu szeroko pojętego IT (swoją drogą bardzo ciekawe i śmieszne określenie) porozmawiamy sobie o… malinach. Są różne odmiany malin: polana, polka, poranna, jaką więc wybrać?

Oczywiście suchy żart musiał wjechać, kiedy na tapecie mamy tzw. Raspberry Pi. Co to takiego jest?

Rys historyczny

Wyobraź sobie, drogi Czytelniku, taką sytuację. Złożyłeś nowy, idealny komputer o niewyobrażalnych parametrach lub po prostu kupiłeś taką maszynę. I przychodzi Twój młodszy brat, siostra, syn, córka i mówi, że chce zobaczyć co jest w środku i jak to działa. Albo, zdecydowanie ciekawsza wersja, jeżeli to i to się zmieni, wymieni, przestawi, to będzie lepiej. A Ty co na to? Nie. Zepsujesz. Spadaj na drzewo. Bo stracisz furę kasy, jak się z Twojego najnowszego, najlepszego sprzętu się zakopci, a wyłożyłeś na to oszczędności swojego życia. Po prostu nie. Czyli, może nie świadomie, blokujesz rozwój drugiej osoby. Co więcej, ta sytuacja może się rozegrać tylko z jedną osobą! Sam się zablokujesz, bo nie będziesz chciał stracić sprzętu. Taki wstęp, żebyś poczuł o co chodzi.

Mamy początek 21. wieku. W Cambridge w college’u św. Jana Eben Upton, dyrektor studiów nad oprogramowaniem, oraz dr Robert Mullins zastanawiają się, dlaczego u studentów jest coraz słabsi w dziedzinie programowania. Wysnuli wniosek, że jednym z głównych powodów takiego zjawiska jest ograniczenie dostępu do komputerów, do ich „bebechów”. Nie mają możliwości, by czegoś dotknąć własnymi rękami, by eksperymentować i kreować nowe pomysły. Czy ta historyjka z początku tego nie prezentuje? Dwa dzisiaj interfejsy naszych telefonów, które tak naprawdę są komputerami, a także właśnie naszych laptopów, stacjonarek itd. są tak naszpikowane okienkami, guziczkami, że nasze myślenie i kombinowanie zostaje wyłączone. Jesteśmy prowadzeni za rączkę. Tylko czasem prowadzenie za rączkę kończy się tak:

Samochód w wodzie

Źródło: http://www.sadistic.pl/patrolem-przez-staw-vt241647.htm

Znamy te historie, gdzie ludzie jadą z GPSem tak ślepo, że kończą w stawie. Tak jest i w tym przypadku. Prostota użytkowania nas ogłupia. Trzeba było zatem stworzyć coś, co pozwoli na naukę, eksperymentowanie i eksplorowania świata programowania, elektroniki, informatyki. I tak o to wyżej wymienieni Panowie stworzyli coś, co nazwali Raspberry Pi.

Co to jest to Raspberry Pi?

Jest to minikomputer. Mini tylko z rozmiaru, jednak ma możliwości takie jak inne pełnowymiarowe komputery. Można do niego podłączyć słuchawki, monitor, ma 4 porty USB, wejście Ethernet. A do tego jest wielkości paczki papierosów, karty kredytowej, czy kostki masła. Do tego jest kilkadziesiąt pinów, do których możemy podłączyć diody LED czy inne sterowniki. A potem spakować wszystko w niezbyt dużą torbę i bawić się dalej w innym miejscu. Cena takiej platformy to ok. 25 do 40 dolarów w zależności od wersji, bo są różne. Jeżeli chodzi o dysk, jest to zwykła karta pamięci. Jeżeli chodzi o systemy, to dokładniejsze informacje znajdziemy na blogu Raspberry. Są to różne dystrybucje Linuxa przystosowane do urządzeń składających się na ten komputer. Możemy mieć kilka kart pamięci i zmiana systemu będzie polegała na wymianie karty. Super sprawa, co nie :D? Najwięcej informacji oczywiście znajdziecie na wspomnianym blogu.

Jak zacząć?

No przede wszystkim trzeba wydać tę parę złotych na samą płytkę, nie ma rady. Do tego jakaś klawiatura, myszka, monitor, karta pamięci. To co praktycznie każdy ma. Potem zasysamy system, wrzucamy na kartę i rozpoczynamy instalację. Potem to już tylko kwestia wyobraźni 🙂

Co można na tym zrobić?

Ja bym się inaczej zapytał. Czego na tym nie da się zrobić. Przykłady? Proszę bardzo. Raspbery Pi może służyć jako serwer druku, centrum domowej rozrywki, z urządzeniami peryferyjnymi jako stacja pogodowa. Można łączyć kilka płytek w klaster. Przy wykorzystaniu Raspberry można także zacząć  zabawę z projektowaniem pojazdów autonomicznych, analizą obrazów itd. Oczywiście RPi służy tu tylko jako rejestrator 🙂 Polecam obejrzeć poniższy filmik:

Jedynym ograniczeniem, jak zawsze, jest tylko nasza wyobraźnia.

Projektów w internecie są tysiące:

i wiele wiele innych.

Z materiałów, z których korzystałem i które mogę polecić są jeszcze:

Podsumowanie

Jeżeli wcześniej nie słyszałeś o tym wspaniałym tworze, to mam nadzieję, że zaraziłem Cię swoją fascynacją tym małym urządzeniem. Wpis miał stanowić taką zajawkę i zbiór ciekawych linków tak, aby móc szybko przejrzeć, jak to się je. Poświęć te parę złotych na to i zacznij się bawić bez obaw, że coś zepsujesz. Kopię zapasową zrobisz kopiując kartę pamięci 🙂 Następnym razem pokażę własne podboje związane z tym urządzeniem. Tymczasem życzę Ci miłego wieczoru czy dnia i do zobaczenia spowrotem u mnie na blogu! 🙂

MagazineManager – czas zamodelować cz. 4

Wëllkomm! (luksemburski)

Jak się trzymasz? Co u Ciebie drogi Czytalniku? Mam nadzieję, że wszystko w porządku 🙂 Pora kontynuować modelowanie naszej aplikacji. Ostatnio omówiliśmy scenariusze przypadków użycia, co to jest i po co, jak się je tworzy. Jak zapewne widzisz, proces modelowania oprogramowania to logiczny ciąg kolejnych czynności, które prowadzą do przygotowania naprawdę dobrego gruntu do kodowania. Przyjrzyjmy się zatem jednemu ze scenariuszy przypadków użycia. Niech będzie ten dotyczący edycji danych o czasopiśmie:

1. Użytkownik naciska przycisk Edytuj.
2. System wyświetla formularz edycji czasopisma z uzupełnionymi aktualnymi danymi.
3. Użytkownik edytuje dane.
4. Użytkownik naciska przycisk Zapisz.
5. System pobiera dane z formularza.
6. System waliduje dane.
7. System aktualizuje dane w bazie.
8. System wyświetla komunikat o poprawnej aktualizacji danych.

Analiza scenariusza przypadku użycia

Spróbujmy teraz wyciągnąć z niego jakieś wnioski. Mam nadzieję, że pamiętasz z poprzedniego wpisu (jeżeli nie to zachęcam do przeczytania) o sposobie budowania zdań w scenariuszu – podmiot, orzeczenie, dopełnienie, krótkie, proste i rzeczowe zdania. Przeanalizujmy zatem co taka koncepcja może za sobą wnieść do tego scenariusza.

Podmiot mówi bezpośrednio o wykonawcy czynności opisanej – jest to aktor danego przypadku lub system. Cały scenariusz można sobie wyobrazić jako rozmowę aktora z systemem, gdzie słowami, które się wypowiada, czyli przekazuje drugiej osobie jest przepływ sterowania (sterowanie rozumiemy jako wykonanie czynności). Ciśnie mi się porównanie tej rozmowy do tańca, który jest jakby nie patrzeć rozmową pomiędzy kobietą a mężczyzną, tylko w takiej formie taniec może przenieść pełny bagaż emocji i odczuć. Taka luźna dygresja, która nie wiem czemu mi tu pasuje 😀

Orzeczenie to oczywiście czynność wykonywana w danym kroku. A co w kodzie determinuje wykonanie czynności? Tak, dokładnie, wywołanie metody! Jak się pewnie już domyślasz, w naszej aplikacji znajdą się metody aktualizujDane() czy walidujDane(), których argumentem będzie… No właśnie co?

Przechodzimy do dopełnienia. W dopełnieniu przemycamy elementy interfejsu użytkownika, np. przycisk, w kodzie zostanie utworzona tego typu klasa, lub klasy bezpośrednio związane z modelowaną aplikacją, np dane (w domyśle myślimy o danych czasopisma, jednak prawidłowo w napisany scenariusz powinien jednoznacznie na to wskazywać). Proste, prawda :)?

Jak widzisz, dobrze napisany scenariusz to skarb, z którego można wiele odczytać. Po przeanalizowaniu scenariusza można narysować diagram klas, który odwzoruje prawdziwą strukturę kodu, pracującą w projektowanej aplikacji.

Systematyzowanie kodu aplikacji

Czy te informacje, które wyciągamy ze scenariusza, da się w jakiś sposób pogrupować, usystematyzować, oprócz oczywistego wyłuskania klas i metod? Jasne, że tak. Chyba najbardziej widoczna grupa klas, to klasy odpowiadające za elementy interfejsu użytkownika. I w tym miejscu stop. Opowiemy sobie o wzorcach projektowych MVP i MVC, które swoją drogą różnią się od siebie niewiele, dlatego czasem ludzie stosują te nazwy wymiennie (co jest oczywiście błędem!).

MVC i MVP

Pomyślmy sobie tak. Na jakie warstwy możemy podzielić aplikację? No oczywiście na pewno warstwa odpowiadająca za wyświetlanie danych i cały interfejs graficzny. I to będziemy nazywać Widokiem, z ang. View. Drugą warstwą jest grupa klas bezpośrednio opisujących elementy naszego problemu, u nas czasopisma, egzemplarze etc. Tę warstwę nazywamy Model. No i teraz to musimy jedno z drugim połączyć. A gdzie występuje to połączenie? No… W scenariuszu. I za tę realizację scenariusza odpowiadają klasy Presentera. To własnie on odpowiada za wywołanie odpowiedniego widoku, pobranie z niego danych i przekazanie ich do modelu. Potem model po otrzymaniu danych i ich obrobieniu zwraca informację do prezentera i prezenter odpowiednio aktualizuje widok.

Czym zatem różni się MVP od MVC? Otóż jak w MVP to prezenter otrzymywał informację zwrotną od modelu i aktualizował widok, tak tutaj to już nie prezenter a kontroler odpowiednio wywołuje akcje na modelu i model sam bezpośrednio aktualizuje widoki.

Warto w Google wpisać mvp vs mvc i wtedy można dokładnie wczytać się w oby dwa podejścia. Polecam też zajrzeć do Wikipedii: MVP oraz MVC.

Podsumowanie

W najbliższym czasie, dziś już nie zdążę, biorę się za rozrysowanie diagramów klas na podstawie scenariuszy przypadków użycia. W swojej aplikacji wykorzystam architekturę MVP. Taki plan na najbliższe kilka dni. Zachęcam do wyszukiwania informacji na temat MVP i MVC, bo to jest bardzo aktualny i świeży temat. Tymczasem życzę Ci drogi Czytelniku miłego popołudnia, wieczoru lub dnia w zależności od tego, kiedy to czytasz. 🙂 Jeżeli podoba Ci się mój wpis, to udostępnij go proszę swoim znajomym, kliknij łapkę w górę na Facebooku i obserwuj mnie na Twitterze. Do zobaczenia! 🙂

TeX – dlaczego lepszy jest od Worda?

Merhaba! (turecki)

Sobota, 06.05.2017. Dawno mnie tutaj nie było, ostatni post wleciał 23.04. Było to spowodowane między innymi moim spontanicznym wypadem do Pragi ze znajomymi i odcięciem się od świata. 🙂 Bez internetu, telefonu. Bajka! Dało mi to niesamowitego kopa i dużo energii. No i oczywiście pozdrawiam moją ekipę, z którą tam byłem! 🙂

Udało mi się mieć 9 dni weekendu majowego, który już jutro niestety się kończy. Starałem się ten czas wykorzystać na odpoczynek, spędzić go z rodziną i przyjaciółmi. Jednak czas laby dobiega końca i trzeba troszkę popracować.

Dzisiejszy wpis będzie z kategorii szeroko rozumianego IT. Chciałbym Wam przedstawić narzędzie, które bardzo często wykorzystuję i bez którego nie wyobrażam sobie dzisiaj składania tekstu w tak łatwy i przyjemny sposób. Powitajcie TeXa! 🙂

Co to ten TeX?

Cytując Wikipedię: komputerowy system profesjonalnego składu drukarskiego, obejmujący zarówno specjalny język, jak i kompilator przygotowujący pliki w formatach wymaganych przez urządzenia graficzne (drukarki, naświetlarki). Użytkownik dostaje język oraz kompilator i za ich pomocą ma możliwość składania dokumentów w bardzo precyzyjny i przyjazny sposób. Szczególnie jest to przydatne narzędzie dla ludzi związanych z nauką, którzy często wstawiają do tekstu skomplikowane wzory, np. matematyczne czy chemiczne.

A może słyszałeś o LaTeXu?

LaTeX stanowi nakładkę na TeXa, która usprawnia, automatyzuje pewne czynności. Ja sam na co dzień używam LaTeXa.

Dlaczego LaTeX a nie Word?

  1. Przyjazny programiście – Tak naprawdę kodujemy strukturę dokumentu. Każdy programista woli chyba skrobnąć parę linijek, niż przekopywać się przez miliony ustawień w programie 🙂
  2. Kompatybilność – kto z nas nie miał takiego problemu: tworzysz dokument, który musi jakoś wyglądać, wysyłasz go komuś, w wersji edytowalnej, bo np. ma dopisać swoją część i u niego wszystko się rozjeżdża. Potem on odsyła Tobie i znów Tobie się wszystko rozjeżdża. Albo inny przykład, pobierasz formularz dokumentu z jakiejś strony, otwierasz u siebie i klops. O przejściu pomiędzy pakietem Office od Microsoftu a Libre Office czy Open Office nie wspomnę. Niejednemu z nas spędziło to sen z powiek, a co najmniej poirytowało. A tutaj sprawa jest prosta. Masz kod, który kompilujesz. W pełni kompatybilny, nie zależnie od tego czy korzystasz z Windowsa czy Linuksa.

W tych dwóch punktach zawarłem najważniejsze zalety korzystania z LaTeXa czy ogólnie z TeXa. Odkąd nauczyłem się korzystać z tego narzędzia na początku 2. roku studiów, Worda używam tylko do otwierania dokumentów, które dostaję w takim formacie oraz do tworzenia naprawdę prostych, mało ważnych dokumentów. W innym przypadku sięgam od razu do TeXa.

Jak zacząć z tych dobrodziejstw korzystać?

Potrzebujesz dwóch rzeczy: kompilatora oraz środowiska. Osobiście już od długiego czasu korzystam z takiej pary: kompilator MiKTeX oraz środowisko TexMaker. W następnym kroku musisz mieć oczywiście coś, co chcesz przygotować. Czy to poster, artykuł naukowy, książka, prezentacja. No i trzeba usiąść i pisać 🙂 Jak z programowaniem. Na początku spędzisz kilka godzin nad ogarnięciem, jak to wszystko działa. Ale potem tworzenie dokumentów stanie się przyjemnością 🙂

Skąd się uczyć?

Polecam zacząć od Wikipedii: https://pl.wikipedia.org/wiki/LaTeX oraz https://pl.wikipedia.org/wiki/TeX.

W internecie znajdziecie baaardzo dużo materiałów, zarówno w języku polskim jak i angielskim.

No i oczywiście dokładając do tego tutoriale w serwisie YouTube. Przykład możecie znaleźć również u mnie na GitHub, pisałem specyfikację funkcjonalną. Wtedy powiedziałem, że w kilku słowach Wam opowiem o TeXu, no i jest 🙂

Podsumowanie

Ten wpis stanowi taką zajawkę do poczytania o LaTeXu i spróbowania tego narzędzia. Mam nadzieję, że ułatwię Ci, drogi Czytalniku, start 🙂 Wpis krótki, ale w sam raz na rozruszanie się po majówce 🙂 Zatem do zobaczenia przy wpisie o projekcie!

[EDIT]

Karol wspomniał w komentarzu o bardzo ważnej rzeczy. Istnieje swojego rodzaju Github, ale przeznaczony typowo do wspólnej pracy nad dokumentami w LaTeXu (np. pisanie książki, w której jest wielu autorów i każdy z nich odpowiedzialny jest za pewną jej cześć). Mowa o Overleaf. Oczywiście można także pracować wspólnie z wykorzystaniem Git.

7. tydzień DSP i co u mnie słychać? Cz. 2

Bonvenon! (esperanto)

Właściwie to już 8. tydzień. W tym wpisie kontynuujemy wywody na temat zmian wywołanych przez, a właściwie dzięki DSP. Przez ostatni tydzień nazbierałem kilka przemyśleń w mojej głowie, które może ktoś z Was weźmie sobie jakoś do serca i zacznie zmieniać swoje życie na lepsze, tak jak ja to robię 🙂

Efektywność pracy i zarządzanie czasem

Praca w domu zajmuje mi dużo czasu. Jest to spowodowane dwoma czynnikami:

  1. Rzeczy do wykonania rzeczywiście są często pracochłonne oraz wymagają wstępnego przygotowania. Co do tego nie ma wątpliwości. Nie dane mi było pozjadać wszystkie rozumy świata 😀 i po prostu zanim coś wykonam muszę poświęcić czas na naukę/przypomnienie. Jednak tego nie traktuję jako wadę, ponieważ się rozwijam.
  2. Efektywność mojej pracy często jest nie taka jak chcę. Jest to spowodowane różnymi czynnikami, np. bardzo nieregularnym planem dnia, złodziejami czasu, przeciążeniem, zajmowaniem się innymi zadaniami w czasie robienia aktualnej rzeczy. Szerzej o tym w dalszej części wpisu.

W związku z ograniczoną ilością czasu w ciągu doby, podejmuję następujące kroki:

Aktualnie do tego wykorzystuję kalendarz papierowy oraz zeszyt do przygotowywania list zadań i podręcznych notatek. Pomaga mi to pamiętać o wszystkim oraz planować w czasie zadania ze względu na termin oddania.

Z narzędzi aktualnie nie korzystam, ale chciałbym je wprowadzić, ponieważ nie będę musiał nosić ze sobą wtedy nic oprócz telefonu 🙂 No i oczywiście dodatkowe przypomnienia na email i inne „bajery”. Na razie korzystam z papierowych wersji z racji umiłowania kartki i pióra 🙂

Co do narzędzi, kiedyś korzystałem z Trello. Ciekawe i zacne narzędzie. Widziałem u Maćka Aniserowicza Todoist a u Mirka Burneiki Nozbe – chciałbym je w najbliższym czasie potestować. Najgorzej jest zacząć i przepisać wszystko z papieru do komputera, ale jak już się uda, to pewnie ułatwi mi to ogarnięcie wszystkich tematów oraz ich posortowanie.

Chciałbym pogłębić temat zarządzania czasem. Pod tym linkiem znajdziecie DevTalk właśnie o tym. Uważam, że jest mi to potrzebne, ponieważ pozwoli na zwiększenie produktywności i efektywności.

Nieregularność, złodzieje, przeciążenie

Temat rzeka. Jak mam nadzieję, czytaliście w zakładce O autorze, studiuję dwa kierunki, do tego koło i samorząd plus zawsze wyskoczy milion innych spraw, które muszą być zrobione na już. To wszystko sprawia, że spędzam długie godziny poza domem, a kiedy już do niego wracam, to muszę siąść i dalej pracować, żeby ogarniać tematy na następne dni. Po całym dniu wracam, trzeba coś zjeść, odpocząć chwilę i robi się późny wieczór, a tu tyle do zrobienia! No i zarwana noc. Przy okazji zajęcia się przekładają, nakładają i często okazuje się, że wstaje rano i mój plan na dany dzień spalił na panewce. To powoduje dyskomfort oraz zmniejszenie radości z tego co robię. Dlatego też ostatni czas w dużej mierze poświęcam na domykanie pewnych spraw i obowiązków, by przewartościować swój work-life balance (od dłuższego czasu niestety był to work balance). Nie chce mówić tutaj, że to co robiłem było złe, wręcz przeciwnie, zyskałem bardzo dużą ilość wiedzy, spróbowałem wielu różnych rzeczy, projektów itp., poznałem wiele wartościowych osób. Jednak jak mówi hasło „są rzeczy ważne i ważniejsze” i chcę teraz trochę poprawić swoją jakość życia i wrócić do stanu sprzed kilku lat, poświęcić więcej czasu rodzinie i przyjaciołom, wrócić do zapomnianych hobby…

No i Ci złodzieje. Łapię się na tym, że coś robię, robię i… czemu przewijam Facebooka? Niestety powyższe przeciążenie i łatwość dostępu do tak zwanych złodziei czasu sprawia, że zamiast efektywność mojej pracy spada.

DSP uświadamia mi też takie rzeczy i dlatego mówię stanowcze NIE. Poprawiam jakość życia z tygodnia na tydzień 🙂 Redukcja obowiązków, zacząłem się wysypiać, inaczej odżywiać 🙂 Pozytywnie!

Podsumowanie

Jak widzisz, drogi Czytelniku, w moim życiu zachodzą dzięki temu konkursowi zmiany, które mam nadzieję będą zachodzić dalej i się utrzymywać. Wpisy dotyczące podsumowania udziału w DSP są dla mnie bardzo osobiste i ważne. Chciałem się z tym z Wami podzielić z dwóch względów:

  1. Konkurs może nie tylko zajawką do porobienia czegoś nowego, ale też do przemyślenia co jest w moim życiu dobre, a co już nie koniecznie.
  2. Powiedziałem we wpisach, co robię i co chcę robić. Czuję się teraz odpowiedzialny za moje słowa i kiedy będę miał chwilę słabości, to powiem sobie „Gościu, przecież powiedziałeś o tym ludziom, nie możesz dać ciała teraz, no jak…” i będzie to moją formą motywacji 🙂

Wiem, że to nie koniec DSP i podobne podsumowanie pojawi się po samym konkursie, mam nadzieję, że będzie jeszcze bogatsze w opis przemian.

Tym czasem życzę Ci miłego dnia i proszę, trzymaj kciuki za mnie! 🙂

1 2 3